Styczeń małymi kroczkami zbliża się ku końcowi, dlatego też postanowiłam przyjść do Was dzisiaj z zakupami poczynionymi w bieżącym miesiącu. Do końca miesiąca na pewno już nic nie wpadnie w moje łapki więc spokojnie mogę zacząć się "rozgrzeszać" ;)
Hebe
W Hebe w tym miesiącu byłam trzykrotnie, ale moje zakupy nie były wielkie, bo obiecałam sobie, że nie będę w tym roku robić zapasów jakby świat miał się zaraz skończyć, tylko najpierw zejdę z tego co mam (a zajmie mi to chyba ze 100 lat) a potem będę kupować kosmetyki w znacznie mniejszych ilościach. Za pierwszym podejściem kupiłam osławiony już oczyszczający płyn micelarny Ideal Soft z firmy L'Oreal. Produkt ten kupiłam zamiast ukochanej Biodermy, którą ostatnio wykończyłam w celu sprawdzenia czy faktycznie można te dwa produkty do siebie porównać. Oprócz micela do koszyka wpadł mi też pędzel do zadań specjalnych z Sense&Body, kilka razy go użyłam i jest całkiem ok.
Aktualnie w promocji w Hebe jest moja ukochana farba do włosów Perfect Mousse z firmy Schwarzkopf. Jakieś 2 tyg temu wykorzystałam moje ostatnie zapasowe opakowanie, które miałam w domu więc ten egzemplarz czeka na kolejne farbowanie włosów.
Te dwa lakier z firmy Misslyn kupiłam podczas promocji -40% na kolorówkę. Pierwszy z nich z serii Velvet Diamond o nr 78 i nazwie Dazzling Water miałam już na paznokciach i bardzo go sobie chwalę. Ta piaskowa seria jest fantastyczna! Natomiast drugi o nr 252 i nazwie Elderberry czeka na swoją kolej, żeby wylądować na moich paznokciach.
Super-Pharm
W SP udało mi się dorwać wychwalany ostatnimi czasy na blogach płyn micelarny 3 w 1 z Garniera. Szukałam go wszędzie: w Rossmannie, Naturze, Hebe ale nigdzie go nie było. Testuję zarówno ten płyn jak i płyn z L'Oreala więc za jakiś czas na pewno pojawią się recenzje o tych produktach. Z kolei na produkty do mycia twarzy z Pharmaceris czaiłam się od dłuższego czasu i w końcu postanowiłam je kupić. Do mojego koszyczka wpadł nawilżający fizjologiczny żel do mycia twarzy i oczu oraz łagodząca pianka myjąca do twarzy i oczu.
Do mojej kolekcji dołączyły ostatnio dwa nowe Essie: wicked oraz fiji. Ten pierwszy bardzo mnie oczarował i w związku z tym bardzo często nosiłam go w styczniu na paznokciach, jednak ze względu na szarość panującą za oknami nie miałam jak go uwiecznić na zdjęciach. Natomiast lakiery z Orly wpadły w moje ręce podczas blogowej wyprzedaży. Postawiłam na glow oraz na androgynie. Ponieważ jest to moje pierwsze spotkanie z kolorowymi lakierami Orly to pierwsza aplikacja przebiegła średnio. Ten czarny lakier z mnóstwem malutkich sześciokątów i innych drobinek jest piękny, ale strasznie rzadki i narobił mi sporo prześwitów. Może druga aplikacja będzie lepsza...
The Body Shop
Kiedy w Galerii przechodziłam obok sklepu TBS i zobaczyłam, że moje ukochane masło do ciała o zapachu mango jest w wyprzedaży, to nie zastanawiałam się ani minuty i je kupiłam. Wiecznie poluję na promocję tego wariantu zapachowego a niestety w niższej cenie bywa bardzo rzadko.
Mydlarnia No. 1
Innego dnia będąc w Galerii Bałtyckiej zauważyłam, że otworzono nowe stoisko, Mydlarnia No. 1. A w niej świece i woski YC (które bardzo lubię) oraz kosmetyki Bomb Cosmetics :) I to w tych samych cenach co na stronach internetowych. Wzięłam więc na próbę trzy woski z wiosennej kolekcji: pink hibiscus, midnight oasis oraz champaca blossom, a także waikiki melon, spiced orange i ukochany zapach strawberry buttercream. Z tych nowych zapachów jedynie midnight oasis przypadł mi do gustu, bo jest taki męski, natomiast dwa pozostałe nie za bardzo mi podeszły (zapachy kwiatowe to jednak nie są zapachy dla mnie).
Kiedy zaczęłam palić wosk waikiki melon to wiedziałam, że muszę mieć świeczkę o tym zapachu. Jest rewelacyjny, taki świeży, owocowy... (i mówi to osoba, która jeśli chodzi o świece to lubi zapachy słodkie, ciężkie i męskie). I akurat udało mi się ją dostać stacjonarnie, paliłam ją już kilkakrotnie i naprawdę zakochałam się w tym zapachu. Ale głównym powodem mojej wizyty na stoisku Mydlarni był zakup nożyczek do obcinania knotów YC oraz wosków z serii simply home: cherry vanilla, cranberry zest i bermuda beach. Czaiłam się jeszcze na 'frosting vanilla' ale nie było.
Bath & Body Works
Pozostając w temacie świeczek, w B&BW była wyprzedaż niektórych zapachów. Duże świeczki, zamiast 89 PLN kosztowały 55 PLN. Niestety w Trójmieście nie ma sklepu B&BW więc z pomocą przyszła mi Magda, której jeszcze raz bardzo dziękuję. W moje łapki wpadły świeczki o zapachach frosted cupcake oraz strawberry fraise. Jeden i drugi zapach bardzo mi się podoba i ogromnie żałuję, że nie mam dostępu do tego sklepu na co dzień. A 3 knoty w jednej świecy to naprawdę fantastyczny pomysł, wszystko ładnie i równo się pali i wosk bardzo szybko się upłynnia.
Prezenty
9 stycznia świętowaliśmy z mężem naszą 4 rocznicę ślubu. I z tej okazji dostałam od męża w prezencie perfumy o których marzyłam od długiego czasu, czyli Jimmy Choo. Odkąd je dostałam to używam ich prawie codziennie, dobrze że mają 100 ml pojemności bo mniejsze pewnie bym zużyła w tempie ekspresowym.
Od koleżanki z kolei dostałam dwa kremy do twarzy Anew Vitale z firmy Avon. Ją mocno uczuliły, ja natomiast jeszcze ich nie używałam, ale jak wykończę aktualnie używane przeze mnie kremy to na pewno zabiorę się za testowanie tych dwóch gagatków.
Tak prezentują się moje styczniowe nowości. Najbardziej poszalałam w świeczkach, kosmetyków na szczęście nie ma zbyt wiele. Lecę teraz nadrabiać zaległości na Waszych blogach :)
