Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 lipca 2014

Lipcowe nowości... czyli zakupowe podsumowanie miesiąca :)

Lipiec małymi (albo i wielkimi) krokami zbliża się ku końcowi, czas więc na podsumowanie moich małych grzeszków ;) Jak co miesiąc trochę się tego nazbierało, moja silna wola legła w gruzach.


Do tej pory wiecznie używałam jednorazowych maszynek do golenia. Długo zastanawiałam się nad przerzuceniem się z jednorazówek na normalną maszynkę i w końcu postanowiłam zamiar wcielić w czyn. Wahałam się między wersją damską i męską bo męskie ogólnie są lepsze, ale koniec końców kupiłam maszynkę Gillette Venus przeznaczoną dla kobiet. Maszynka + 4 wymienne wkłady kosztowały mnie w Rossmannie niecałe 42 PLN. 

Podczas zakupów w Realu, kiedy tak przechodziłam się między półkami na dziale kosmetycznym, w oko wpadł mi nawilżający peeling do rąk z ekstraktem z wanilii z firmy Eveline. Czytałam o nim sporo dobrych opinii dlatego też postanowiłam go wypróbować. Cena do wysokich nie należała bo peeling ten kosztuje ok. 8-9 PLN.


Chyba nikogo z Was nie zdziwią moje powyższe zakupy? Zdjęcia nowej serii produktów Ziai opanowały instagram i blogosferę, ja także nie mogłam w tym przypadku pozostać obojętna. Kupiłam 4 produkty z serii z liśćmi mauka: żel myjący normalizujący na dzień/na noc, tonik zwężający pory na dzień/na noc, pastę do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom oraz krem nawilżający balans korygująco-ściągający spf10. Nie pamiętam ile kosztował każdy z nich z osobna ale w biurze Ziai gdzie ceny są niższe niż w sklepach i gdzie dodatkowo mam rabat za wszystkie produkty zapłaciłam niecałe 28 PLN.


Biedronka, ach Biedronka... coraz bardziej lubię ten sklep :) Podobnie jak większość z Was skorzystałam z oferty kosmetycznej i kupiłam suche szampony do włosów Batiste w mojej ulubionej wersji zapachowej Tropical. Aż żałuję, że nie zrobiłam większego zapasu, szczególnie, że ich cena była bardzo przyjemna bo kosztowały chyba 11 PLN. Do koszyczka trafił też łagodzący płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu z BeBeauty. 400 ml butelka kosztowała 8 PLN a płynu były aż 3 rodzaje :) Aktualnie używam tego micela i szczerze nie widzę różnicy w działaniu pomiędzy wersją łagodzącą i zwykłą - no może ma dużo przyjemniejszy zapach.


W lipcu mąż odwiedził Stolicę - nie mogło więc się obyć bez prośby o zakupy :) Długo upragniony puder matujący Blot z MAC'a wreszcie wpadł w moje łapki. Miałam spory problem z doborem odcienia i tu z pomocą przyszła mi kochana Megdil, której raz jeszcze naprawdę bardzo dziękuję :* Używam tego produktu odkąd mąż mi go przywiózł, ale nie mogę znaleźć na niego dobrego sposobu aplikacji w związku z tym mam pytanie do posiadaczek tego pudru: czym go aplikujecie, żeby buzia jak najdłużej pozostawała matowa? Pędzlem czy może gąbeczką/puszkiem?


W lipcu przyszło moje kolejne zamówienie z BBW złożone w ramach wspólnego zamówienia ze Stanów. Tym razem w moje łapki wpadły dwa balsamy do ciała: White Tea And Ginger oraz Coconut. Kosztowały tylko 3$ + podatek, żal więc było nie kupić, szczególnie, że lubię latem używać tych balsamów. Ale nie samymi balsamami człowiek żyje - popatrzcie na panię hipopotamicę. Czyż nie jest słodka? :) Jak tylko zobaczyłam to etui na żele antybakteryjne to wiedziałam, że musi być moje. 


Do Yves Rocher pewnie bym w tym miesiącu nie wstąpiła, ale moja siostra miała imieniny i zażyczyła sobie jakiś prezent z tej firmy. Oczywiście prezent jej kupiłam, ale przy okazji... kupiłam też kilka rzeczy dla siebie. Mój ulubiony lawendowy balsam do stóp kosztował niecałe 10 PLN (gdzie normalnie kosztuje ponad 35) więc nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Połyskująca pomadka opanowała blogosferę, a że miałam 40% zniżkę na jeden kosmetyk kolorowy to pokusiłam się o kolor 32 Rose Cocktail. Uwielbiam ją już za sam zapach :) Ostatnią rzeczą na którą się skusiłam była kostka do kąpieli o zapachu wanilii, lubię tego typu 'gadżety'. W prezencie natomiast dostałam lakier do paznokci w wybranym przez siebie kolorze, kosmetyczkę (która nie została uwieczniona na zdjęciu) oraz chyba z 20 próbek.


Kiedy mąż jechał do Warszawy to prócz zakupów z Mac'a poprosiłam go o zakupy w Phenome. Niestety mąż pocałował wtedy klamkę bo pani gdzieś wyszła i zostawiła kartkę "zaraz wracam". To zaraz trwało jednak bardzo długo i po 15 minutach czekania mąż sobie poszedł. Z pomocą jednak znowu przyszła mi Megdil i kupiła mi krem nawilżająco-matujący Active Sebum-Control Gel. Cena tego kremu to 124 PLN a więc nie mało, ale jeśli chodzi o pielęgnację twarzy to wolę w tej kwestii nie oszczędzać.

Kilka dni po tym jak Magda kupiła mi krem w sklepie internetowym pojawiła się promocja na kosmetyki Phenome. Postanowiłam więc raz jeszcze wypróbować ich sklep internetowy i zamówiłam peeling enzymatyczny, który miałam okazję wcześniej przetestować dzięki uprzejmości Dagi :* Po zużyciu odlewki wiedziałam, że kupię pełnowymiarowy produkt, a że nadarzyła się okazja... :) Produkt ten kosztował mnie po obniżce 122 PLN a przesyłka była darmowa. Niestety z firmy kurierskiej obsługującej sklep nie jestem zbytnio zadowolona. Żadna to znana firma (zupełnie inna niż podana na ich stronie), kurier nawet nie zadzwonił a na dodatek jak zadzwoniłam do Phenome w celu zapytania się kiedy mogę spodziewać się przesyłki to usłyszałam, że przed chwilą kurier zabrał paczkę więc będzie jutro, a tymczasem kurier zjawił się u mnie kilka minut po moim telefonie do sklepu. Czegoś tu nie kumam.


Produkty z firmy Clinique chodziły mi po głowie już od dłuższego czasu, ale nie miałam ochoty płacić za nie pełnowymiarowej ceny. Przypadkowo będąc na zakupach w Gdańskim Fashion House rzuciła mi się w oczy kartka wywieszona w sklepie The Cosmetics Company Store, na której widniał napis "-40% na wszystkie produkty od ceny dystrybutora". Przede wszystkim bardzo chciałam wypróbować krem po oczy w bogatszej wersji all about eyes rich i kiedy zobaczyłam, że na półce zostało tylko jedno opakowanie to czym prędzej je pochwyciłam. Natomiast na podkład Even Better w kolorze Ivory miałam ochotę po zużyciu miniaturki a 40% promocja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że jak nie teraz to kiedy? Za kremik po rabacie zapłaciłam 101,40 PLN natomiast za podkład 89,40 PLN. 


17.07 w Gdańsku w Aptece Natura odbyły się dermokonsultacje firmy Sylveco. Postanowiłam więc się na nie wybrać i dowiedzieć co nieco więcej o produktach oraz obwąchać i przetestować wszystko co się da :) No i nie obyło się bez zakupów, ale kupiłam akurat wszystko to co planowałam kupić: łagodny żel do higieny intymnej (16,48 PLN), krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną (30,74 PLN), hibiskusowy tonik do twarzy (15,48 PLN), rokitnikową pomadkę ochronną (8,56 PLN), lipowy płyn micelarny (17,31 PLN) oraz tymiankowy żel do twarzy (16,48 PLN).


Na dermokonsultacjach bez względu na to, czy się coś kupiło czy nie - dostawało się pakiet próbek. Można też było poprosić o zrobienie odlewki bo Pani reprezentująca firmę Sylveco miała przy sobie małe plastikowe pojemniczki.


Ostatnimi rzeczami, na które się skusiłam były... lakiery do paznokci Essie. W Hebe któregoś dnia była 40% obniżka na cały asortyment tej firmy, a że na mojej liście wisiało kilka kolorów to przygarnęłam 5 buteleczek choć przyznam szczerze - miałam ochotę na więcej. Jakie kolory dołączyły do mojej lakierowej kolekcji? Od lewej: Ballet Slippers, Fiji, Too Too Hot, Lapiz Of Luxury oraz Mint Candy Apple. Każda buteleczka kosztowała 19 PLN/szt.

Jak być może kojarzycie Fiji już wcześniej miałam ale było mega rozwarstwione i aplikacja była dla mnie koszmarna. W przypadku tego egzemplarza aplikacja jest nieco lepsza, ale dochodzę do wniosku, że ten lakier chyba mnie nie lubi - 3 warstwy to u mnie minimum. No i jakoś nie czuję się zbyt dobrze w tym kolorze na paznokciach, choć u innych bardzo mi się podoba. Może przyjdzie kiedyś taki dzień, że docenię wreszcie jego fenomen ;)

To by było na tyle jeśli chodzi o moje lipcowe zakupy. Mam nadzieję, że udało Wam się wytrwać do końca :) A na koniec pochwalę się Wam, że udało mi się załapać do testów nowego masełka do ciała z linii Wild Argan Oil z TBS. Oczywiście poszło już w ruch :)


Wpadło Wam coś w oko z moich nowości? Może macie ochotę dowiedzieć się o którymś produkcie czegoś więcej? Dajcie znać :)


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Yves Rocher - Roślinny peeling do ciała z pudrem z pestek moreli


Jak już niejednokrotnie pisałam, jestem peelingowym leniem. Nie lubię robić peelingów, natomiast lubię efekt gładkiej i miłej w dotyku skóry już po jego zrobieniu. W związku z tym mobilizuję się i raz
w tygodniu sięgam po peelingi do ciała. Najczęściej wybieram te mocniej zdzierające i drapiące, jednak po te lżejsze także czasami sięgam, wszystko zależy od mojego nastroju. Roślinny peeling do ciała
z firmy Yves Rocher wpadł mi w ręce dość niespodziewanie, podczas jednej
z wizyt w sklepie stacjonarnym. A że był za połowę ceny to postanowiłam go wypróbować.

OD PRODUCENTA
 Aby perfekcyjnie oczyścić skórę ciała, naukowcy z laboratorium Yves Rocher wyselekcjonowali puder
z pestek moreli, które doskonale usuwają martwe komórki naskórka, olejek eteryczny z saro
o właściwościach oczyszczających oraz sok z agawy o działaniu nawilżającym.

Stosowanie: Pod prysznicem, dokładnie wymasuj ciało peelingiem i spłucz wodą. Stosuj 1-2 razy
w tygodniu. Peeling jest pierwszym etapem pielęgnacji  ciała.

Testowany pod kontrolą dermatologiczną.

Składniki pochodzenia roślinnego: puder z pestki moreli, sok z agawy, puder z pestki migdała i olej
z sezamu z upraw biologicznych, olejek eteryczny z saro, mangiferyna z Madagaskaru.
Skóra jest delikatniejsza: 100%*

*Test przeprowadzony przez 27 kobiet stosujących peeling 2 razy w tygodniu przez miesiąc.

SKŁAD

 Aqua, Glycerin, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Alcohol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Butylene Glycol, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Shell Powder, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Agave Tequilana Leaf Extract, Mangiferin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum, Methylparaben, Phenoxyethanol, Ethylparaben, Cinnamosma Fragrans Leaf Oil, Sodium Hydroxide, Propylparaben, Tetrasodium Edta, Linalool, Limonene


MOJA OPINIA O PRODUKCIE

 Opakowanie: plastikowa, miękka tubka, zamykana na klik. Produkt można wydobyć praktycznie do samego końca, bez konieczności rozcinania opakowania. Otwierać można go także mokrymi rękoma bez obawy, że złamiemy sobie paznokcie. Tubka zawiera 150 ml produktu.



Konsystencja: średnio-gęsta, dzięki czemu produkt nie spływa z dłoni. W peelingu znajduje się dość sporo drobinek, zarówno tych mniejszych jak i tych trochę większych. Kolor produktu kojarzy mi się
z kolorem miedzianym.



Zapach: typowo roślinny, aczkolwiek mój nos wyczuwa w tym produkcie także cytrusy. Jest to zapach dosyć specyficzny i na pewno nie każdemu będzie on odpowiadał, natomiast dla mnie jest on przyjemny.

Wydajność: nie jest to produkt zbyt wydajny. Wystarczył mi mniej więcej na 5 - 6 użyć.

Działanie: roślinny peeling do ciała z pudrem z pestek moreli pomimo sporej zawartości drobinek zaliczyć należy do peelingów średnio-ostrych. Ja czyli osoba, która lubi dość mocne peelingi, uważam ten produkt za coś, po co warto sięgnąć. Dlaczego? Dlatego, że pomimo swojej średniej ostrości bardzo dobrze złuszcza martwy naskórek. Skóra po użyciu tego produktu jest gładka i miła w dotyku i nie jest to spowodowane działaniem parafiny, bo w tym kosmetyku jej nie ma. Czasami nawet darowałam sobie smarowanie skóry balsamem po wykonaniu peelingu bo nie odczuwałam takiej potrzeby. Co prawda na jeden raz trzeba zużyć sporo, bo się nie pieni, ale przymykam na to oko, bo peelingi do ciała wykonuję raz w tygodniu.


Podsumowanie: dobrze złuszcza martwy naskórek, pozostawiając gładką i miłą w dotyku skórę. Do tego wszystkiego zapach tego roślinnego peelingu mi jak najbardziej odpowiada, w związku z tym mam już w użyciu drugie opakowanie tego produktu.

- pojemność: 150 ml
- cena: 36 zł (ja kupiłam na promocji za 18 zł)
- dostępność: sklepy stacjonarne YR, sklep internetowy


wtorek, 26 marca 2013

Yves Rocher - Żel do mycia twarzy PureCalmille

Jak zapewne wiecie moim zdecydowanym faworytem jeśli chodzi o oczyszczanie i demakijaż twarzy jest emulsja myjąca z nagietkiem z Alverde. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie sięgnęła tak z czystej ciekawości po inne produkty. Kto wie - może będzie tak, że znajdę równie dobry produkt i będę miała w razie czego zamiennik?

Któregoś razu oglądając na YT filmiki Agnieszki, znanej jako 82Inez w jej ulubieńcach wypatrzyłam żel do mycia twarzy PureCalmille z firmy Yves Rocher. Agnieszka bardzo go tam zachwalała więc pomyślałam sobie: czemu by nie spróbować? A że miałam zniżkę i mogłam kupić 2 produkty w cenie 1 to skusiłam się właśnie na 2 takie żele. Używam go już ok. 2 miesiące więc myślę, że mogę Wam co nieco o nim opowiedzieć.


OD PRODUCENTA

Oczyszczanie twarzy z rumiankiem bio, do każdego rodzaju cery

Żel do mycia twarzy idealny dla osób, które lubią myć twarz wodą.  Zapewnia uczucie świeżości i czystości.
Skóra jest głęboko i skutecznie oczyszczona.

Konsystencja: Przejrzysty zielony żel, który w kontakcie z wodą zmienia się w piankę. Łatwo się spłukuje, nie wysusza skóry.
Formuła: Testowana dermatologicznie  => zminimalizowane ryzyko alergii.
Delikatny, kwiatowy zapach.

Zawiera ekstrakt z rumianku bio o właściwościach nawilżających, łagodzących, ochronnych  i olejek eteryczny z palmarozy, który oczyszcza.

SKŁAD


MOJA OPINIA O PRODUKCIE
 
Opakowanie: Żel do mycia twarzy PureCalmille otrzymujemy w 200 ml opakowaniu zamykanym na "klik" bądź jak kto woli "na pstyczek". Wydawałoby się, że takie opakowanie dla żelu do twarzy powinno być dobre i może by było, gdyby nie to, że dziurka, przez którą produkt wydostaje się na zewnątrz jest dosyć spora. A co za tym idzie - niepotrzebnie wyciskamy zbyt wiele produktu, który się marnuje. W swoich filmikach na YT Agnieszka poruszała właśnie ten problem i radziła, żeby dokupić zwykłą buteleczkę z pompką z Rossmanna za 2 zł i przelać żel. Ja tak uczyniłam i z tego rozwiązania jestem naprawdę bardzo zadowolona - teraz wiem, że biorę tyle produktu ile potrzebuję :)


Konsystencja: Produkt ma konsystencję typowo żelową o delikatnym, zielonkawym kolorze. Nie jest zbyt rzadka ani zbyt gęsta - jest taka w sam raz. Po rozprowadzeniu na twarzy żel ten zmienia się w delikatną, kremową piankę - taką jaka powstaje również w przypadku emulsji z Alverde. Nie jest to więc produkt obficie pieniący się i dla mnie jest to jego zaleta, bo ja nie przepadam za mocno pieniącymi się produktami do mycia twarzy. 


Zapach: Troszkę obawiałam się, że zapach tego produktu będzie intensywny, jak to często w przypadku produktów YR ma miejsce, jednak moje obawy były bezpodstawne. Żel ten zawiera w sobie rumianek, jednak ja rumianku w nim nie wyczuwam. To co czuje mój nos to delikatne cytrusowe nuty, przyjemne i nienachalne :)

Wydajność: Używam tego produktu prawie 2 miesiące, a jeszcze zostało mi do zużycia tak ok. 50 ml. Jednak zaznaczam, że ja używam tego żelu tylko i wyłącznie rano bo wieczorem do demakijażu i oczyszczania stosuję inne produkty.

Działanie: Żel do mycia twarzy stosowany jako forma "pobudki" z rana daje niezłego kopa, bo jego lekko cytrusowy zapach przyjemnie orzeźwia i budzi do życia. Bardzo dobrze się rozprowadza na twarzy tworząc delikatną kremową piankę i bez żadnego problemu z niej spłukuje. Myję nim z rana zarówno twarz jak i oczy (a oczy mam strasznie wrażliwe) i nic mnie nie piecze, nie szczypie, w żaden sposób ten produkt mnie nie podrażnia. Mało tego, po spłukaniu tego żelu i wytarciu twarzy - moja skóra nie woła od razu o tonik czy o krem bo żel ten nie daje uczucia ściągniętej skóry. Wręcz przeciwnie - buzia jest po nim naprawdę gładka i miła w dotyku i bez problemu mogę np. przetrzeć twarz tonikiem bądź nałożyć na nią krem po dłuższej chwili. Czasami stosowałam ten żel także wieczorem do doczyszczenia twarzy po micelu i tu także spisał się na medal: wacik po przetarciu buzi tonikiem był czyściutki więc mogę śmiało stwierdzić, że doskonale domywa resztki makijażu. Do demakijażu całej twarzy tego żelu nie stosowałam więc na ten temat wypowiadać się nie będę. Ja jestem z tego produktu naprawdę zadowolona i wiem, że jeszcze po niego sięgnę (a w zapasie na szczęście mam jeszcze jedną buteleczkę ;)).
 
Wiem, że w składzie zawiera SLES, ale naprawdę nie działa wysuszająco, nie powoduje pienienia się produktu więc w tym przypadku ten składnik mi nie przeszkadza. A przyznam szczerze - że tego składnika w produktach do mycia twarzy zawsze obawiam się najbardziej.

- pojemność: 200 ml
- cena: 19,90 zł (ale warto polować na promocje)
- dostępność: sklepy stacjonarne Yves Rocher, sklep internetowy Yves Rocher

Polecam :)
 
 

wtorek, 19 lutego 2013

Yves Rocher - Mydło do rąk w płynie cytryna i wanilia

Jak pewnie większość z Was wie (o ile nie wszyscy) firma Yves Rocher wypuściła jak co roku świąteczne edycje kosmetyków. W tym roku były to produkty z trzech linii zapachowych: pieczone jabłko w karmelu, cytryna i wanilia oraz kandyzowane kwiaty. Jako pierwszy kosmetyk z tych świątecznych w moje ręce wpadło mydło do rąk w płynie cytryna i wanilia.


OD PRODUCENTA

Uczta dla zmysłów każdego dnia, dzięki żelowi do rąk z owocowymi nutami. Delikatnie myje skórę dłoni i pozostawia na nich przepiękny zapach, który przeniesie Cię w wykwintny świat słodkości.

SKŁAD

 
MOJA OPINIA

Mydełko otrzymujemy w plastikowej, 300 ml butelce z bardzo wygodną pompką. Pompka się nie zacina i wydobywa tyle produktu ile jest potrzebne na umycie dłoni. I co najważniejsze - jest tak skonstruowana, że mydło do rąk zużywa się praktycznie do samego końca, co przy innych mydłach w płynie czasami jest niemożliwością. Opakowanie jest ładne, cieszy mój wzrok (a w zasadzie cieszyło bo już mydełko się skończyło) i jest w kolorze cytryny, a ja wszystko co cytrynowe naprawdę lubię.

Zapach produktu jest naprawdę bardzo przyjemny dla nosa. Dzięki obecności wanilii cytryna nie wydaje się być kwaśna i na odwrót: dzięki obecności cytryny - wanilia nie jest zbyt słodka. Połączenie zapachowe jest więc jak najbardziej udane. I po umyciu rąk ten zapach utrzymuje się na nich przez dobrych kilka minut. Konsystencja mydełka jest żelowa o żółtawym zabarwieniu.

 
Jeśli chodzi o działanie to mydełko to dobrze czyści ręce z wszelkiego brudu, dobrze się pieni i nie wysusza skóry rąk, czyli wszystko to czego ja oczekuję od mydła do rąk jest spełnione. Cała ta seria jak i pozostałe dwie są jeszcze dostępne na stronie YR więc jeśli ktoś ma ochotę na wypróbowanie zimowej limitki to ma jeszcze okazję na dokonanie zakupu. Ja po zużyciu mydełka kupiłam z tej serii jeszcze żel pod prysznic i mleczko do ciała :)

- pojemność: 300 ml
- cena: 11,90 zł
- dostępność: strona internetowa YR, sklepy stacjonarne YR


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Yves Rocher - Żel pod prysznic 'ziarna kakao'

O tym, że bardzo lubię żele pod prysznic Yves Rocher z serii Jardins du Monde pisałam już wielokrotnie. Do wyboru z tej serii mamy całkiem sporo zapachów więc każdy może znaleźć coś dla siebie. Ja już swoich zapachowych faworytów znalazłam. Dzisiaj chciałam Wam przedstawić jednego z nich - kremowy żel pod prysznic 'ziarna kakao'.


OD PRODUCENTA

Zamknij oczy... wchodzisz do tropikalnego afrykańskiego ogrodu. Pod Twoimi stopami ziemia wybrukowana pachnącymi ziarnami kakao, subtelną mieszanką słodyczy i goryczy. Otwórz oczy: jesteś pod prysznicem, otaczają się niespodziewane, smakowite zapachy. Twoja skóra jest miękka. Żel pod prysznic ma magiczną moc przenoszenia w inne miejsce!

Plus produktu: Bardzo delikatna baza myjąca pochodzenia roślinnego, o pH neutralnym dla skóry. Baza wzbogacona elementami nawilżającymi i łagodzącymi. Formuła przyjazna dla środowiska. 

SKŁAD

Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Ammonium Lauryl Sulfate, COcamidopropyl Betaine, Propylene Glycol, Glycerin, PEG-7 Glyceryl COcoate, Parfum, Sodium Benzoate, Styrene/Acrylates Copolymer, Citric Acid, Sodium Chloride, Tetrasodium EDTA, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Theobroma Cacao, Polyquaternium-7, Allantoin, Limonee, Coumarin Lonalool, Cl 15985, Cl 17200, Cl 42090.

MOJA OPINIA

Żele pod prysznic z serii 'ogrody świata' możemy kupić w buteleczkach o pojemności 200 ml. Opakowania wizualnie bardzo mi się podobają i zawsze w sklepach stacjonarnych YR żele te przyciągają mój wzrok. Także funkcjonalnie nie mogę zbyt wiele zarzucić opakowaniom tych żeli: dobrze je się trzyma w rękach podczas kąpieli - nie wyślizgują się z rąk, jednak trzeba uważać przy otwieraniu buteleczki bo "pstryczek" ciężko chodzi i można sobie połamać paznokcie. Zatem produkt ten polecam otwierać przed kąpielą, bo mokrymi rękoma ciężko to zrobić.


Żel o zapachu ziaren kakao jest konsystencji kremowej, czyli jest to praktycznie kosmetyk idealny na zimową porę. Także zapach jest typowo zimowy - faktycznie, kiedy wejdzie się pod prysznic, wyleje żel na myjkę i zaczyna się go spieniać to pachnie jakbyśmy znaleźli się w pobliżu kakaowca. Uwielbiam otwierać ten żel podczas dnia tak po prostu, żeby go powąchać bo ten aromat jest fantastyczny. Umilał mi ostatnio czas wieczorami przez ok. 2 tygodnie. Dla jednych to dużo dla innych mało - ja natomiast nie szczędzę sobie żeli pod prysznic, leję ich dosyć dużo bo w końcu jakaś przyjemność mi się pod prysznicem należy. No i można się zabrać za używanie kolejnych dobroci ;)


Jest jeszcze jedna rzecz, za co bardzo lubię żele z tej serii: nie wysuszają mojej skóry i sprawiają, że jest ona miękka i miła w dotyku. Dodatkowo bardzo dobrze się pienią i pięknie pachną podczas mycia. Zapach na skórze się nie utrzymuje, ale dla mnie jest to plusem bo potem i tak nakładam różne smarowidła.

Jeśli jeszcze nie miałyście okazji używać tych żeli to serdecznie polecam.
Często można je dostać na promocjach za 6-7 zł, ja właśnie wtedy je kupuję.

200 ml / ok. 10 zł (w promocjach za 6-7 zł)


sobota, 15 grudnia 2012

"Pur Bleuet" od Yves Rocher + paczka od Flos-Leku

Dwufazowych płynów do demakijażu przetestowałam sporo. Moje oczy są wrażliwe, często ulegają podrażnieniom stąd większość kosmetyków przeznaczonych do demakijażu oczu u mnie niestety się nie sprawdza. Bardzo dobrym płynem dla mnie była dwufazówka Ziaji, jednak jakiś czas temu się popsuła i słabo zmywa makijaż. Kolejnym preparatem, który mogę używać jest Bawełna z Bielendy - ona także mnie nie podrażnia i dosyć dobrze radzi sobie z usunięciem makijażu. I z dwufazówek byłoby na tyle.

Jakiś czas temu zakupiłam dwufazowy płyn do demakijażu oczu Pur Bleuet z firmy Yves Rocher. Potestowałam go trochę więc zapraszam na recenzję :)


Pur Bleuet otrzymujemy tak jak większość preparatów do demakijażu oczu w buteleczce o pojemności 125ml. I jak na dwufazowy preparat przystało składa się z 2 faz: niebieskiej i takiej przezroczystej, więc przed użyciem należy go wstrząsnąć. O sposobie użycia jest zresztą umieszczona informacja z tyłu opakowania.


Jeśli chodzi o opakowanie to wizualnie bardzo mi się podoba. Uwielbiam wszystko co niebieskie więc pewnie dlatego mnie ono urzekło ;)

Muszę Wam powiedzieć, że nie była to miłość od pierwszego użycia. Na początku użyłam go kilka razy i odstawiłam na półkę. Pewnie zastanawiacie się dlaczego? Nie mogłam mu zarzucić tego, że mnie podrażnia, bo moje oczy ani mnie nie piekły ani nie były zaczerwienione. Denerwowało mnie tylko to, że muszę zużyć kilka płatków do zmycia oka i zbyt długo ten demakijaż u mnie trwał. Po przeczytaniu na blogach wielu pozytywnych opinii na jego temat postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę i to był strzał w 10.

Zaczęłam go używać na nowo i już wiem, co robiłam źle. Otóż dziurka, przez którą wydobywa się płyn jest naprawdę malutka a ja przyzwyczajona do większych otworów w buteleczkach, lałam tego płynu po prostu zbyt mało na wacik. Kiedy się zorientowałam i zaczęłam lać go więcej okazało się, że wystarczy jeden płatek, aby zmyć makijaż oka i to naprawdę dokładnie, bez żadnego rozmazywania czy podrażnienia. Preparat ten pozostawia po sobie delikatną warstwę, która jednak bardzo szybko się wchłania.


Jestem bardzo zadowolona z tego produktu i na pewno sięgnę po niego ponownie. Wreszcie znalazłam produkt (prócz Biodermy Sensibio), który mi w 100% odpowiada do demakijażu oczu :) Polecam.

Pojemność: 125ml
Cena: 24zł (ja go kupiłam w promocji za 14zł)
Dostępność: Yves Rocher

Dla zainteresowanych na poniższym zdjęciu załączam skład.



Teraz przejdę do paczuszki od Flos-Leku.
W poniedziałek zamówiłam przez sklep internetowy Flos-Lek dwa masełka do ciała: "wanilia czekolada" oraz "truskawka poziomka". Od conajmniej roku chodziły mi po głowie te kosmetyki i w końcu postanowiłam się na nie skusić. Na blogosferze cieszą się dobrymi opiniami ;)
Podczas składania zamówienia można wybrać opcję, aby zapakować zamówione towary na prezent. Chciałam zobaczyć jak Flos-Lek pakuje prezenty więc wybrałam tę opcję. W czwartek wieczorem kurier dostarczył mi paczuszkę i byłam naprawdę pod wielkim wrażeniem, zresztą same zobaczcie.


W środku znalazły się zamówione przeze mnie masełka.


Oprócz masełek w gratisie dostałam jeszcze pomadkę ochronną z filtrem UV (słonik jest mojego synka, który kazał umieścić go na zdjęciu ;))


I jeszcze otrzymałam kartkę ze świątecznymi życzeniami.



Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem podejścia tej firmy do klienta. Myślę, że to nie będą moje ostatnie zakupy w tym sklepie :) Polecam Wam sklep internetowy Flos-Leku.



czwartek, 13 grudnia 2012

Małe zakupy ;)

Dzisiaj będzie malutki post zakupowy. Dlaczego malutki? Bo zakupy są naprawdę niewielkie, ale wolę takie posty tworzyć w miarę na bieżąco, żeby potem nie nazbierało się tego nie wiadomo ile :)

Zaczynamy od zakupów z Sephory.

 
Wśród zakupów z Sephory nie mogło zabraknąć mojej ulubionej myjki do kąpieli. Przetestowałam już wiele myjek, ale te są zdecydowanie najlepsze. Potrafią spienić naprawdę każdy żel i nie drapią. Cena takiej myjki to 9zł, a rabatem 20% kosztowała mnie 7,20zł. 
Kolejnym kosmetykiem jest różany peeling do ust z firmy Pat&Rub, który kosztował po 20% zniżce 39zł. I z tym peelingiem wiąże się mała przygoda. Otóż wczoraj mąż wybierał się do Galerii po zakupy więc poprosiłam go aby zaszedł do Sephory i kupił mi myjkę do ciała oraz "rewitalizujący peeling do ciała" z Pat&Rub. No więc mąż grzecznie się zgodził, że wszystko mi zakupi. Podczas jego wizyty w sklepie otrzymałam telefon z zapytaniem, czy na pewno dobrą rzecz wpisałam na listę, bo "coś z tym peelingiem jest chyba nie tak bo jest chropowaty a nie gładki". Uśmiałam się, ale powiedziałam, że peeling jak najbardziej taki jest. Mąż oznajmił, że w takim razie kupuje i wraca do domu. No i wrócił, ale nie z peelingiem do ciała rewitalizującym tylko z peelingiem do ust różanym :D. No ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo ten peeling okazał się rewelacyjny. Autentycznie widać efekty po pierwszym użyciu, wszystkie moje suche skórki zniknęły. Aż chodziłam i dotykałam swoich ust co chwila, takie były gładkie :) Więc peeling jak najbardziej się przyda.


Kolejne zakupy są z Yves Rocher.


Zakupiłam tylko dwie rzeczy, bo czekam na paczuszkę z DMu i nie potrzebuję teraz aż tyle kupować.
Moje zakupy to: żel do mycia rąk 'Wanilia i Cytryna' oraz mój ulubiony peeling do ciała z pudrem z pestek moreli. Żel kosztował 11,90zł natomiast na peeling miałam z ulotką 40% zniżkę więc zapłaciłam coś około 21zł.

Oprócz 40% zniżki na jeden produkt w Yves Rocher wraz z ulotką otrzymałam w prezencie takie oto bombki na choinkę :)



I ostatnia rzecz jaka wpadła mi w ręce pochodzi z firmy Golden Rose.


Jest to lakier z serii Rich Color o nr 25. 
Lakiery z tej serii polecała Agnieszka dlatego też się na niego skusiłam.

To by było na tyle jeśli chodzi o moje ostatnie zakupy :)
Jak widzicie, żadnych mega szaleństw nie było.


środa, 31 października 2012

Październikowe denko :)

Trochę się w poprzednim poście pożaliłam - teraz czas na milsze aspekty, czyli październikowe zużycia.
Jestem z siebie dumna, trochę się tego w tym miesiącu także nazbierało :)




Zapraszam, na krótką prezentację poszczególnych produktów :)



  • Balea żel pod prysznic wiśnia i migdał. Żele Balea to jedne z moich ulubionych żeli pod prysznic. Kosztują naprawdę grosze, a są wydajne, dobrze się pienią, mają piękne zapachy i nie wysuszają skóry. Mam ich kilka w zapasie. Uwielbiam


  • Balea kokosowy krem do ciała. Pisałam o nim  tutaj.


  • Farmona waniliowy scrub do mycia ciała Wanilia i Indyjskie Daktyle. Pisałam o nim tutaj.


  • Yves Rocher regenerujący balsam do stóp z lawendą. O nim możecie poczytać tutaj.


  • Balea kakaowa sól do kąpieli. Jak dla mnie rewelacja. Kąpiel z nią to była czysta przyjemność. Zapach jaki się roztaczał naprawdę przypominał kakao i trwał przez całą kąpiel. Szkoda, że została chyba wycofana z DM-u bo na pewno kupiłabym kolejne saszetki.


  • Ziaja tonik do twarzy płatki róży. Miałam 2 opakowania tego toniku i byłam z niego zadowolona. Dobrze odświeżał, oczyszczał z resztek makijażu i pozostawiał buzię niesamowicie gładką. Teraz testuję inne ale na pewno do niego wrócę.
  • Ziaja naturalne oliwkowe mleczko do demakijażu. Używałam go dość długo, bo tak jak kiedyś uwielbiałam mleczka do twarzy tak teraz jakoś mi się przejadły. Mam jeszcze jedno opakowanie, które zużyję, ale czy wrócę w ogóle do mleczek to nie wiem, może za jakiś czas. Jednak jeśli ktoś lubi mleczka to to mogę polecić - dobrze zmywa makijaż.


  • Ziaja Med kuracja lipidowa żel do twarzy fizjoderm. Bardzo się z nim polubiłam. Na początku do zmywania makijażu używałam płynu miceralnego a resztki domywałam tym żelem, ale potem odkryłam, że żel ten świetnie sobie radzi ze zmyciem całkowitego makijażu. Nie pieni się (co mi nie przeszkadza) i pozostawia skórę nawilżoną. Kupię ponownie.


  • Biochemia Urody peeling enzymatyczny EKO.  To moje już któreś kolejne zużyte opakowanie, a w użyciu jest teraz nowe :) Pojawi się o nim oddzielna recenzja. To mój ulubieniec przez wielkie U :)
  • Biochemia Urody puder bambusowy. O nim możecie poczytać tutaj.
  • Biochemia Urody pomarańczowy olejek myjący. O nim też już było o tutaj :)


  • Astor podkład do twarzy Natural Finish nr 200 Beige. Bardzo fajnie nawilżał skórę, ale niestety szybko się z twarzy ścierał (na szczęście w miarę równomiernie). I kolor - niby najjaśniejszy, ale naprawdę ciemny. Nie kupię ponownie.


  • Essence multi action mascara. Bardzo fajny i tani tusz do rzęs. U mnie sprawował się kapitalnie. Dwie warstwy tuszu ładnie podkreślały rzęsy i co najważniejsze - w ogóle się nie kruszył ani nie uczulił. Kupię jeszcze wiele razy.
  • Clinique high impact mascara. Nigdy więcej. Pisałam o nim tutaj.


  • CeCe of Sweden szampon do włosów farbowanych z czereśnią i keratyną. Początkowo był duży zachwyt, na koniec okazał się bublem. Będzie o nim oddzielna notka.


  • Marion Spa termoaktywny duet dla dłoni: peeling + kremowe serum. Dosyć fajny produkt. Dłonie były po tym peelingu i po nałożeniu serum naprawdę gładkie. Jak uda mi się go dorwać to kupię kolejne opakowania.
  • Oriflame odżywczy krem do suchych dłoni. O nim pisałam tutaj.


  • Ziaja kojąca maseczka do twarzy z różową glinką. Bardzo lubię Ziajowe maseczki do twarzy: ładnie nawilżają buzię, skóra jest po nich gładka i miękka. Ta faktycznie koi zaczerwienioną skórę.
  • Efektima maseczka oczyszczająca. Jeśli szukacie dobrej oczyszczającej maseczki to nigdy nie miałam lepszej. Rewelacyjnie oczyszcza a jej skutki są widoczne natychmiastowo :)
  • Dr. Van Der Hoog maseczka do twarzy z czekoladą, rewitalizująca. Ma naprawdę czekoladowy kolor i buzia po jej użyciu jest miękka i gładka. Polubiłam się z nią :) Dzięki Zanka!
  • Balea maseczka do twarzy z malinami. Do maseczek tej firmy mam mieszane uczucia: niby nie każą zmywać ich wodą, ale jak się tego nie zrobi to buzia się masakrycznie klei i skóra roluje :/ Spróbuję następnym razem jednak zmyć maseczkę wodą, może skutek będzie lepszy.


  • Carea płatki kosmetyczne 100% bawełny. Moje ulubione. Kupuję na okrągło i zużywam naprawdę sporo :)

Tak prezentują się moje październikowe zużycia.
Jestem z siebie dumna bo trochę ich jednak było :)


LinkinWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...