Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niemieckie kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niemieckie kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 lipca 2014

Masełko do stóp z sosną i masłem shorea od Alverde.

Czy też tak macie, że jeśli znajdziecie taki kosmetyk, który bardzo Wam się spodoba to możecie używać go w kółko i nawet nowości Was aż tak nie kręcą? Ja nie będę ukrywać, że czasami tak mam, choć takich produktów póki co jest niewiele. 

O swoje stopy staram się dbać o cały rok, a mimo tego często mi się przesuszają i miejscami bywają szorstkie. Obojętnie czego bym z nimi nie robiła: skarpetki złuszczające, peelingi, kremy do stóp itp. to ten stan co jakiś czas i tak wraca. Znalazłam jednak taki produkt, który spisuje się bardzo dobrze zarówno zimą jak i latem. Mam na myśli Fußbutter Pinie Shoreabutter (masełko do stóp z sosną i masłem shorea) od Alverde.


Od producenta: Bogate połączenie składników aktywnych masła shorea i masła shea pochodzących z ekologicznych upraw zapewnia intensywne nawilżenie. Skóra stóp, zwłaszcza sucha i szorstka staje się z powrotem miękka i gładka, a kompozycja zapachowa naturalnego olejku sosnowego daje długotrwałe uczucie świeżości. Produkt przeznaczony także dla diabetyków.

Skład: Aqua, Alcohol*, Myristyl Myristate, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Glycine Soja Oil*, Butyrospermum Parkii Butter*, Elaeis Guineensis Oil*, Cetearyl Alcohol, Shorea Robusta Seed Butter, Betaine, Pinus Mugo Pumilio Twig Leaf Oil, Parfum**, Xanthan Gum, p-Anisic Acid, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Hydroxide, Limonene**, Linalool**, Geraniol**, Citral**, Citronellol**, Farnesol** | *składniki pochodzące z certyfikowanego rolnictwa ekologicznego; **z naturalnych olejków eterycznych

Na zdjęcie załapała się łapka mojego synka, ale tak bardzo chciał pomagać, że postanowiłam jej nie usuwać z fotki ;)

Masło do stóp z Alverde otrzymujemy w opakowaniu typowym dla większości maseł do ciała, czyli w plastikowym, odkręcanym pudełeczku. Opakowanie mieści w sobie 200ml produktu a jego koszt to coś ok. 4€. Produkt można kupić bezpośrednio w drogeriach DM, które dostępne są u naszych sąsiadów lub za troszkę wyższą cenę w sklepach internetowych czy na allegro.

Wracając do opakowania to jest to drugi produkt do stóp, który miałam w takiej formie i powiem szczerze, że bardzo mi ono odpowiada. Wiem, że dla niektórych grzebanie paluchem w kosmetykach do higienicznych czynności nie należy, ale ja zawsze nakładam tego typu produkty czystymi rękoma :) To co jest fajne w tego typu opakowaniach to to, że mamy pełną kontrolę nad ilością, jaką nakładamy na stopy (nie trzeba się namachać naciskając pompkę bądź psioczyć, że wypluwa za dużo produktu).


Producent pomyślał o dodatkowym zabezpieczeniu przed ciekawskimi paluchami więc po odkręceniu wieczka zobaczyć możemy srebrną folię. A pod folią kryje się pięknie pachnące (choć nie mogę rozszyfrować dokładnie czym, ale zapach jest przyjemny i orzeźwiający), gęste masełko do stóp w białym kolorze.


Masło tak jak wspomniałam jest gęste, ale w żadnym wypadku nie jest ono twarde więc bardzo dobrze rozsmarowuje się na stopach. Mogłabym rzec, że wręcz się po nich rozpływa. Wystarczy niewielka ilość, żeby zafundować stopom dawkę nawilżenia, a faktycznie jest ono odczuwalne bo rano zawsze budzę się z miękkimi i gładkimi stopami. Oczywiście, aby efekt ten się utrzymywał ważna jest systematyczność a według mnie warto poświęcić kilka minut wieczorem na wsmarowanie w stopy tego masełka bo pomogło mi ono uporać się z przesuszonymi miejscami, szczególnie na podbiciu i piętach.


To co jeszcze bardzo podoba mi się w tym produkcie to to, że pomimo naprawdę bardzo dobrego działania dość szybko się wchłania i można bez obawy wstać i chodzić do domu bez ryzyka poślizgnięcia się. No i jeszcze jest wydajny bo ja go używałam z dobre 3 miesiące jak nie dłużej :)

Z czystym sumieniem mogę Wam ten produkt polecić. To już moje drugie zużyte opakowanie, ale na pewno nie ostatnie bo to jeden z tych produktów, do którego mam ochotę wracać i którego mogłabym używać na okrągło :)

Mieliście do czynienia z tym masełkiem? A może używacie jakiś innych produktów do stóp, na które wg Was warto zwrócić uwagę? Czekam na Wasze propozycje :)


środa, 26 marca 2014

Emulsja do mycia twarzy z rumiankiem i oczarem wirginijskim, Alverde

Dawno dawno temu (no może nie aż tak bardzo dawno) pisałam Wam o moim ulubionym produkcie zarówno do oczyszczania twarzy z brudu jak i demakijażu czyli o emulsji myjącej z nagietkiem -> klik. Niestety produkt ten już jakiś czas temu zniknął z DM-owych półek (na całe szczęście mam jeszcze 2 opakowania zachomikowane) i jego miejsce zajął inny: emulsja myjąca z rumiankiem i oczarem wirginijskim również z Alverde. I to właśnie ten produkt chciałabym Wam dzisiaj przybliżyć.


Opakowanie emlusji z rumiankiem jest identyczne jak i emulsji rumiankowej czyli mamy do czynienia z miękką plastikową tubą zamykaną klapką. Klapkę można otworzyć bez żadnego problemu nawet mokrymi rękoma bez obaw, że połamią się przy tym paznokcie. Pojemność produktu to także jak w przypadku emulsji nagietkowej 150 ml. Design jak zawsze mi się podoba, ale o tym, że opakowania DM-owych produktów bardzo mi się podobają pisałam już wiele razy :)


Emulsja jest koloru białego i ma dosyć gęstą konsystencję przypominającą treściwy krem. Mimo tego dobrze rozprowadza się na twarzy, jest taka 'przyjemna', choć zdaję sobie sprawę, że nie każdy może lubić mazać się po twarzy 'kremem'. Zapach jest średnio intensywny ale bardzo przyjemny, nie wyczuwam w nim alkoholu (bo alkohol ma w składzie) ani nie pachnie mi rumiankiem. Nie jest też ciężki czy przytłaczający.


Na opakowaniu widnieją następujące informacje: "Łagodna formuła emulsji oczyszczającej z kwiatem rumianku i oczarem wirginijskim idealnie przygotowuje skórę wrażliwą do dalszej pielęgnacji. Łagodna formuła tej emulsji delikatnie oczyszcza twarz z brudu i makijażu. Składniki takie jak masło shea, olej z oliwek i olej słonecznikowy pomagają zachować naturalną równowagę skóry i poziom nawilżenia. Emulsję należy spienić z odrobiną wody, nałożyć na twarz, szyję i dekolt i zmyć dużą ilością ciepłej wody."

Skład: Aqua (Water), Helianthus Annuus Seed Oil*, Glycerin, Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter*, Cetearyl Glucoside, Olea Europaea Fruit Oil, Levulinic Acid, Xanthan Gum, Palmitic Acid, p-Anisic Acid, Stearic Acid, Sodium Levulinate, Tocopherol, Parfum**, Limonene**, Sodium Hydroxide, Linalool*, Bisabolol, Chamomilla Recutita Flower Extract, Hamamelis Virginiana Leaf Extract. |* składniki pochodzące z upraw ekologicznych ** z naturalnych olejków eterycznych


Emulsji z rumiankiem i oczarem wirginijskim używałam zazwyczaj wieczorem, ale tylko do domycia resztek makijażu twarzy (wstępnie już oczyszczonej płynem micelarnym) ponieważ przy demakijażu całej twarzy ten produkt się niestety nie spisał. Kilka razy próbowałam nim zmyć cały makijaż aczkolwiek bezskutecznie, zawsze coś mi zostawało na twarzy o oczach już nie wspominając. Natomiast z domywaniem resztek makijażu radził sobie bardzo dobrze. Czasami używałam tej emulsji także rano i to również jest dobra opcja do używania tego produktu. Ta kremowa konsystencja jest niezwykle przyjemna i buzia po użyciu tego produktu jest naprawdę przyjemna i gładka w dotyku. Nie występuje żadne uczucie ściągnięcia, nie trzeba od razu biec po tonik i krem. W przypadku tej emulsji nie ma mowy o pienieniu się, ale ja lubię zarówno i pieniące i niepieniące się formuły więc dla mnie nie jest to ani plus ani minus.


Nie jest to produkt, który mógłby mi zastąpić ukochaną emulsję myjącą z nagietkiem ponieważ poprzednia emulsja pozwalała mi na zmycie całego makijażu twarzy tylko przy jej użyciu - nie potrzebowałam żadnych dodatkowych produktów. Mimo tego polubiłam się z tym produktem i myślę, że jeszcze kiedyś u mnie zagości (chyba mam jeszcze jedną tubkę w zapasie) choć jeśli miałabym Wam polecić produkt do oczyszczania twarzy o kremowej konsystencji to bardziej poleciłabym Wam delikatny krem do mycia buzi z Balea -> klik.

Miałyście może do czynienia z tym produktem? Albo z wersją nagietkową?


piątek, 7 marca 2014

Balsam do rąk z masłem shea i olejkiem arganowym, Balea

O tym, że uwielbiam wszelkie smarowidła do rąk na pewno wiecie. Przez moje łapki przewinęło się ich całkiem sporo, jedne zostały ze mną na dłużej i ponawiam ich zakup co jakiś czas do innych nie wracam. Jesienią i zimą lubię bardziej treściwe kremy bo już od kilku lat w tych porach roku zmagam się z przesuszoną i popękaną skórą dłoni natomiast wiosną i latem mogę sobie pozwolić na lżejsze formuły. Balsamu do rąk z masłem shea i olejkiem arganowym z firmy Balea zaczęłam używać w maju zeszłego roku, używałam go tak mniej więcej do końca września i jeszcze troszeczkę mi jego zostało. Wypróbowałam go też w miesiącach zimowych - jeśli chcecie się dowiedzieć jakie jest moje zdanie na temat tego balsamu to zapraszam do przeczytania kilku słów poniżej.


Balsam do dłoni umieszczony został w plastikowej butelce wyposażonej w bardzo wygodną pompkę. Działa ona bez zarzutu, ani razu się nie zacięła. Można ją ustawić w pozycji 'open' lub 'close' - dla mnie jest to dobra opcja ponieważ moje dziecko często dobiera się do kosmetyków i tak sobie te wszystkie pompki naciska a tutaj jeśli ją odpowiednio ustawię to nie da rady ;) Design opakowania bardzo mi się podoba, jest kolorowe i przyciągające wzrok. 


Konsystencja balsamu należy raczej do tych rzadkich, ale nie na tyle rzadkich, żeby spłynął nam z rąk. Balsam dobrze się rozprowadza i wystarczy dosłownie pół pompki, aby posmarować całe dłonie. Wchłania się dosyć szybko, ale pozostawia na dłoniach delikatną, przyjemną warstewkę. Czuć, że zostały one nasmarowane, ale nie są ani tłuste ani klejące. Nie należy przesadzać z jego ilością bo wtedy czas wchłaniania znacznie się wydłuża.


Zapach tego produktu to coś co ja wręcz uwielbiam. Ciężko jest mi tak naprawdę go określić, ponieważ nie wąchałam ani masła shea w czystej postaci ani olejku arganowego, więc nie wiem jak pachną i czy w ogóle pachną. Natomiast ten balsam jak dla mnie pachnie nieziemsko i uwielbiam wąchać swoje dłonie kiedy są nim posmarowane.


Co możemy wyczytać o tym produkcie na opakowaniu? "Zmysłowy i ochronny: Bogata pielęgnacja o zmysłowym, ciepłym zapachu. Balsam do rąk Balea z masłem shea, panthenolem i olejkiem arganowym rozpieszcza twoje dłonie i sprawia, że są aksamitnie miękkie. Masło shea zapewnie skórze intensywne nawilżenie i chroni ją przed wysychaniem. Nawilżający panthenol regeneruje skórę i ją wygładza. Bogaty w witaminę E olej arganowy zapobiega zmarszczkom i chroni przed negatywnym wpływem środowiska. Balsam do rąk jest produktem wegańskim."

Skład: Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii Butter, Ethylhexyl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Phenoxyethanol, Panthenol, Glyceryl Stearate Citrate, Hydrogenated Olive Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Methylparaben, Parfum, Ethylparaben, Sodium Hydroxide, Copernicia Cerifera Cera, Linalool, Citronellol, Limonene, Coumarin, Alpha-Isomethyl Ionone, Cl 15985, Cl 28440, Cl 47005


Moja opinia na temat tego produktu będzie pozytywna, ale tylko jeśli rozpatrzę ją w sezonie wiosenno-letnim, kiedy moje dłonie nie potrzebują aż takiego mocnego nawilżenia. Używałam tego produktu od początku maja do końca września i wtedy spisywał się u mnie całkiem dobrze: nawilżenie utrzymywało się od jednego mycia do drugiego, dłonie były wygładzone, miękkie i przyjemne w dotyku. Pomiędzy myciami rąk nie musiałam ich dodatkowo nawilżać/odżywiać, nie było takiej potrzeby. Natomiast w sezonie jesienno-zimowym dla moich przesuszonych dłoni jest to produkt zbyt słaby. Te miejsca, które są suche nawilża ale na krótko i co jakiś czas muszę ponawiać aplikację balsamu. Dlatego też 1/3 opakowania, która mi pozostała czeka na cieplejsze dni i wtedy z pewnością i z przyjemnością ją zużyję :)

Dodam także, że balsam ten jest naprawdę wydajny, używałam go przez ponad 5 miesięcy a jeszcze trochę do zużycia mi zostało. Mój tata natomiast, któremu podarowałam jedną buteleczkę tego balsamu, zużył ją bodajże... w 2 miesiące. Ale mój tata jest terminatorem jeśli chodzi o wykańczanie kremów do rąk więc z nim porównywać się nie mogę ;)

Podsumowując: jeśli skóra Waszych dłoni jest normalna to podejrzewam, że ten balsam będzie dla Was odpowiedni przez cały rok. Jeśli natomiast zmagacie się z problemem suchości rąk to raczej nie jest to produkt, z którego będziecie zadowoleni. Ja mimo wszystko się z tym produktem polubiłam, nie tylko za zapach ale także za działanie w sezonie wiosenno-letnim. W zapasach mam jeszcze wersję malinową ;)

Cena tego balsamu to 1,75 €/300 ml. 
Możecie go kupić w drogeriach DM lub w sklepach internetowych czy na allegro.

Miałyście może ten balsam do dłoni? Jestem ciekawa czy macie o nim podobne zdanie :)




wtorek, 25 lutego 2014

O moim włosowym ulubieńcu | Odżywka do włosów z mango i aloesem, Balea

Jak sam tytuł wskazuje dzisiaj będzie co nieco o moim włosowym ulubieńcu, czyli o nawilżającej odżywce do włosów z mango i aloesem z firmy Balea. Z odżywkami do włosów kiedyś bywało u mnie różnie: był taki okres kiedy w ogóle żadnych nie stosowałam bo albo mi się nie chciało, albo mi się spieszyło albo z reguły zakładałam, że i tak na pewno obciąży mi włosy i będą wyglądać na nieumyte. Wszystko to oczywiście do pierwszego rozjaśniania włosów i pasemek - wtedy nie miałam wyjścia i nie mogłam nie sięgnąć po odżywkę. Jedne były lepsze inne gorsze, ale znalazłam w końcu dla siebie odżywkę idealną - 4 zużyte opakowania + 4 kolejne w zapasie mówią same za siebie.


Nawilżająca odżywka do włosów umieszczona została w plastikowym, stojącym na głowie opakowaniu  o pojemności 300 ml i zamykanym klapką. Jest to bardzo wygodna forma opakowania, która dzięki temu, że jego zawartość spływa do otworu wylotowego - pozwala zużyć produkt praktycznie do samego końca. Design opakowania bardzo mi się podoba, zresztą podkreślałam już nie raz, że produkty z firmy Balea czy Alverde mają w sobie coś takiego, że przyciągają wzrok.



Konsystencja odżywki jest koloru białego i należy do tych rzadszych, ale nie bardzo rzadkich. Nie zdarzyło mi się, żeby zjechała czy spadła mi z ręki do wanny podczas aplikacji na włosy. Jednorazowo używam sporo produktu a i tak jest on całkiem wydajny. Zapach jest bardzo przyjemny, ja wyczuwam w tej odżywce samo takie soczyste mango. Niejednokrotnie zdarzało mi się wchodząc do łazienki wziąć ten produkt w dłonie, otworzyć, powąchać i odłożyć z powrotem na półkę.


Co producent mówi na temat tej odżywki? "Wspaniała miękkość, lekkość i jedwabisty połysk. Nawilżająca odżywka do włosów Balea nadaje włosom zdrowy, promienny wygląd - aż po same końce. Dzięki odżywce włosy łatwo się rozczesują i są elastyczne. Nawilżająca odżywka do włosów z mango i aloesem zapobiega wysuszeniu i wygładza strukturę włosa od zewnątrz. Suche, zniszczone włosy odzyskują połysk i wyglądają zdrowiej. Specjalna formuła z ekstraktem z mango i aloesem zaopatruje włosy i skórę głowy w potrzebne im nawilżenie a witamina B3 i prowitamina B5 odżywiają i uelastyczniają włosy. Szczególnie łagodna formuła bez silikonów. Produkt jest produktem wegańskim."


Skład:


Zanim zdecydowałam się na zakup tej odżywki przeczytałam sporo dobrych opinii na jej temat. Nie był więc to zakup w ciemno i miałam wobec niej pewne oczekiwania. Zastanawiałam się czy faktycznie jest taka dobra i bardzo się cieszę, że mogę dołączyć do grona jej zwolenników bo wg mnie jest co chwalić. Moje włosy co prawda należą do tych przetłuszczających się i to dość mocno a odżywka przeznaczona jest do włosów suchych i zniszczonych, ale na moich włosach spisuje się fantastycznie. Nakładam ją na włosy w dość sporej ilości, pozostawiam na 3 minuty a następnie spłukuję. Dzięki tej odżywce nie mam żadnych problemów z rozczesaniem włosów - szczotka wręcz po nich sunie, a włosy po wyschnięciu czy wysuszeniu są gładkie, miękkie i błyszczące. Bałam się, że odżywka ta może obciążać moje przetłuszczające się włosy, ale nic takiego nie ma miejsca - a jednorazowo naprawdę nakładam jej sporo. Oczywiście nie nakładam jej na skórę głowy a tak od wysokości ucha jak wszystkie inne pozostałe odżywki. Uwielbiam ją.


Jeśli jeszcze nie znacie tej odżywki a macie dostęp do kosmetyków z DMu to polecam Wam po nią sięgnąć. Szczególnie, że jej koszt w DMie to zaledwie 0,65 € za 300 ml, ale nawet gdyby kosztowała więcej to i tak bym po nią sięgnęła. Zużyłam już 4 opakowania i 4 kolejne mam w zapasie co bardzo mnie cieszy bo jak mi jakiś produkt przypadnie bardzo do gustu to mogę używać go w kółko ;)

Jestem bardzo ciekawa czy mieliście do czynienia z nawilżającą odżywką do włosów z Balea? Jeśli tak to dajcie znać jak sprawdziła się u Was i czy podzielacie moją opinię czy wręcz odwrotnie - coś się Wam w niej nie spodobało.


piątek, 24 stycznia 2014

Kamuflaż 002 Beige, Alverde

Jak zapewne wiecie kosmetyki Alverde i Balea bardzo lubię, bo są tanie i dobre. Oczywiście i wśród tych kosmetyków znajdują się buble - nie ma się co oszukiwać - ale dzisiaj chcę Wam przedstawić produkt, który u mnie spisał się bardzo dobrze. Pewnie część z Was (a w zasadzie to większość) czytała już kiedyś o nim na blogach, ale i ja też chcę dodać swoich kilka słów na temat tego produktu. O czym mowa? O kamuflażu z Alverde w kolorze 002 Beige.


Kamuflaż z Alverde został umieszczony w plastikowym i zakręcanym słoiczku. Opakowanie jest przezroczyste więc doskonale widać zużycie produktu. Dla jednych taka forma przechowywania produktu może nie być higieniczna, ponieważ za każdym razem trzeba do opakowania wkładać palucha, ja natomiast nie mam temu opakowaniu niczego do zarzucenia. W końcu korektora używam tylko w domu więc ręce zawsze mam czyste a poza tym chcąc zakryć "niespodzianki" korektor nakładam za pomocą patyczka do uszu.


Korektor według producenta doskonale nadaje się do zakrycia cieni pod oczami oraz do drobnych niedoskonałości. Należy go nałożyć za pomocą palca lub gąbeczki a następnie delikatnie rozetrzeć lub wklepać. 

Skład: Glycine Soja Oil*, Ricinus Communis Seed Oil*, Rhus Verniciflua Peel Cera, Stearic Acid, Hydrogenated Jojoba Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Hydrogenated Rapeseed Oil, Lecithin, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Benzyl Benzoate**, Citral** [+/- Talc, Cl 77891, Mica, Silica, Cl 77163, Cl 77491, Cl 77492, Cl 77499, Tin Oxide]
* składniki z upraw ekologicznych, ** naturalne olejki eteryczne


Czy producent w przypadku tego korektora wywiązuje się ze swoich obietnic? W moim odczuciu jak najbardziej. Używam go od dobrych kilku miesięcy i zostało mi go jeszcze na kilka użyć, więc można powiedzieć, że przetestowałam go w różnych warunkach. Cienie pod oczami mam od zawsze, bez względu na to ile godzin śpię, taki już chyba mój urok. Po nałożeniu kamuflażu pod oczy, roztarciu go i wklepaniu moje cienie może nie są idealnie zakryte, ale są dużo mniej widoczne. Dla mnie ten efekt jest wystarczający, ponieważ do tej pory stosowane przeze mnie korektory w ogóle sobie z moimi cieniami nie radziły. Produkt na swoim miejscu utrzymuje się cały dzień, nic się nie ściera, nie roluje, nie wchodzi w załamania. Z drugą obietnicą producenta, odnośnie zakrywania drobnych niedoskonałości też się muszę zgodzić, bo nikt w przypadku tego produktu nie obiecywał, że zakryje wszystko. Przy większych niedoskonałościach z kryciem jest ciężko, czasami musiałam nakładać kilka warstw, no ale skoro przeznaczony jest do niewielkich 'niespodzianek' to nie ma co liczyć na cud.



Do wyboru są dwa odcienie kamuflażu: beżowy oraz piaskowy. I wbrew pozorom - kolor 002 Beige jest jaśniejszy od 001 Sand. Myślę, że ten beżowy nadałby się nawet dla osób z bardzo jasną karnacją ponieważ ładnie wtapia się w skórę i się do niej dostosowuje. Cena kamuflażu z Alverde to 3,45€ czyli na dzień dzisiejszy ok. 14 PLN. Niestety ani na opakowaniu ani na stronie nie podano pojemności tego produktu, więc ciężko jest stwierdzić ile jego jest natomiast jest to produkt naprawdę wydajny i starczający na dobrych kilka miesięcy. Dostępny jest w drogeriach DM, sklepach internetowych czy na allegro.


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Balea Nature - Krem do twarzy na noc

Jakiś czas temu, dokładniej w październiku, pisałam Wam o kremie do twarzy na dzień z firmy Balea z serii Nature -> klik. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kremu do twarzy na noc z firmy Balea z serii Nature, który kupiłam razem z kremem na dzień i którego zakup jakiś czas temu ponowiłam, bo w sezonie jesienno-zimowym spisuje się naprawdę dobrze.
OD PRODUCENTA
Optymalnie dobrane składniki dla regeneracji skóry w nocy: naturalny krem na noc Balea z organicznego oleju z nasion brokułów wspiera naturalną barierę ochronną skóry. Organiczny olej z oliwek znany z wielu korzystnych właściwości dba o skórę i sprawia, że staje się aksamitnie miękka. Natomiast organiczny olej z nasion brokułów, który jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe szybko się wchłania i nie pozostawia na twarzy tłustego filmu. 
Krem jest produktem wegańskim. Zawiera 95% składników pochodzenia naturalnego. Bez silikonów, barwników, parabenów i oleju mineralnego. Przeznaczony do każdego rodzaju cery, nawet wrażliwej.

SKŁAD
Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Octydodecanol, Myristyl Myristate, Glyceryl Stearate Citrate, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Olea Europaea Fruit Oil, Brassica Oleracea Italica Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Solanum Lycopersicum Fruit Extract, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Sodium Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Linalool, Limonene, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE
OPAKOWANIE
Krem do twarzy na noc z serii Nature umieszczony został, podobnie jak jego "brat" na dzień, w miękkiej, 50 ml plastikowej tubce zamykanej na klik. Tak jak i wersja na dzień tak i wersja na noc przy zamknięciu posiada wgłębienie dzięki czemu krem łatwo można otworzyć bez obawy o uszkodzenie sobie paznokci. Tubka jest na tyle miękka, że umożliwia wydobycie produktu praktycznie do samego końca. Co ważne, krem ten dodatkowo zapakowany jest w kartonik, na którym widnieją wszelkie informacje dotyczące produktu jak i jego skład.
KONSYSTENCJA, KOLOR
Krem do twarzy z serii Nature ma biały kolor i tak samo jak jego dzienny zalicza się do produktów o średnio-gęstej konsystencji. Nie utrudnia ona jednak użytkowania i kremik bardzo ładnie rozsmarowuje się na twarzy, wręcz po niej sunie.
ZAPACH
Pomimo moich obaw, że krem będzie śmierdział brokułami - produkt ma przyjemny i delikatny zapach. Jest on wyczuwalny tylko wtedy kiedy zbliżymy nos do tubki lub powąchamy palce po jego aplikacji. W trakcie nakładania na twarz czy też już po nałożeniu zapach nie jest wyczuwalny.
DZIAŁANIE
Kremu do twarzy na noc z olejem z brokułów zaczęłam używać jesienią, kiedy to moja mieszana w kierunku tłustej cera potrzebowała większej dawki odżywienia. I mogę śmiało powiedzieć, że produkt ten zapewnił mojej skórze wszystko to czego w sezonie jesienno-zimowym potrzebuje. Przede wszystkim krem ten dobrze nawilża buzię i sprawia, że po całej nocy jest ona przyjemna i gładka w dotyku. Zresztą nie tylko nawilża ale także natłuszcza - choć natłuszczenie nie jest na takim poziomie jak w przypadku kremów tłustych to jest ono w zupełności wystarczające. Dość szybko się wchłania aczkolwiek nie do matu i po mniej więcej godzinie buzia zaczyna się delikatnie świecić, ale to w stopniu naprawdę niewielkim - w nocy taki efekt mi nie przeszkadza, jestem do niego przyzwyczajona. I co dla mnie najważniejsze: przez cały okres używania tego produktu nie odnotowałam żadnych negatywnych skutków: krem mnie ani nie zapchał ani nie podrażnił. 
PODSUMOWANIE
Krem do twarzy na noc z olejem z brokułów z serii Nature z firmy Balea uważam za produkt bardzo dobry i jeśli szukacie kremu dobrego i niedrogiego to z czystym sumieniem mogę go Wam polecić. Dobrze nawilża buzię, dobrze natłuszcza i sprawia, że rano skóra jest miękka i gładka w dotyku. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha i ma przyjemny delikatny zapach. Aktualnie w użyciu mam drugą tubkę tego produktu i wiem, że będę do niego wracać.

Produkt ten możecie nabyć w DM, w cenie ok. 3-4 € za 50 ml.

Natalia


piątek, 27 grudnia 2013

NOTD: p2 Color Victim nr 500 Eternal :)

Witajcie po świętach :)

Jak Wam minął okres świąteczny? Mi bardzo miło, chociaż całe święta miałam wyjazdowe :) I mimo tego, że święta uwielbiam to cieszę się, że już się skończyły. Ta ilość jedzenia mnie autentycznie wykańcza.

Dzisiaj przychodzę do Was z notką, a właściwie ze zdjęciami mani poświątecznego,  które gosci obecnie na moich paznokciach. I mam zamiar powtórzyć to mani na sylwestra, tyle że w trochę innej wersji. Do jego zrobienia użyłam głównie lakieru p2 z serii Color Victim o nr 500 i nazwie Eternal, czyli lakieru koloru czarnego.


Do czarnego lakieru do paznokci podchodziłam jak pies do jeża. Od bardzo długiego czasu chodził mi po głowie, podobal mi się u wszystkich dookoła, ale jakoś nie mogłam się na niego skusić. Któregoś dnia jednak postanowiłam się przełamać a ponieważ bardzo lubię lakiery p2 to właśnie on trafił w moje łapki. 

Lakier z p2 ma średni pędzelek, ani nie jest on gruby ani przesadnie cienki. Dobrze maluje mi się nim paznokcie. Konsystencja lakieru nie jest ani za gęsta ani za rzadka, jest w sam raz. Jeśli nie nałoży się zbyt dużej ilości lakieru na pędzelek to nie będziecie się musiały martwić o zalane skórki. 
Lakier z p2 w czarnym kolorze kryje dobrze przy 2 cienkich warstwach, dobrze się zmywa ale niestety na moich paznokciach po 1 dniu zaczęły pojawiać się odpryski, mimo użycia top coatu :( Gdyby nie to to byłby lakier ideał. 

Na poniższych zdjęciach zobaczycie dwie warstwy lakieru p2 z serii Color Victim nr 500 i nazwie Eternal, a na jeden palec dodatkowo nałożyłam glitter z p2. Pod lakierem kolorowym oczywiście znalazła się baza a na wierzchu top coat Kwik Kote z Kinetics.










Czarny lakier bardzo mi się podoba na moich paznokciach i będzie na nich gościł jeszcze nie raz. W sylwestra planuję repetę - z glitterem nałożonym na wszystkie paznokcie, w końcu wszelkie błyskotki są w tym dniu pożądane ;) Jeśli znacie czarne lakiery o lepszej trwałości to dajcie mi proszę znać w komentarzach.

Natalia

 

piątek, 13 grudnia 2013

Balea - Oczyszczający szampon do włosów

Jakiś czas temu, w moim wrześniowym denku, pojawił się głęboko oczyszczający szampon do włosów z serii Professional z firmy Balea. Część z Was była ciekawa tego szamponu, dlatego, późno bo późno, ale postanowiłam napisać o nim kilka słów.
OD PRODUCENTA:
Głęboko oczyszczający szampon do włosów Balea delikatnie aczkolwiek skutecznie oczyszcza włosy i skórę głowy. Formuła szamponu zawierająca czystą wodę lodowcową, mentol oraz łagodne środki powierzchniowo czynne pozwala usunąć nadmiar sebum z powierzchni włosów. Nie zawiera silikonów.
Sposób użycia: Delikatnie wmasować w mokre włosy, pozostawić na chwilę i dokładnie spłukać.

SKŁAD: 
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Sodium Chloride, Glycerin, Panthenol, Zinc Sulfate, Betaine, Menthol, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Coco-Glucoside, Laureth-2, Citric Acid, Lactic Acid, Sodium Benzoate.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE
OPAKOWANIE:
Głęboko oczyszczający szampon do włosów umieszczony został w dosyć miękkiej, plastikowej tubce. Tubka ta zamykana jest na 'klik' i przez cały czas stoi 'na głowie' dzięki czemu szampon cały czas spływa na dół i jest przygotowany do opuszczenia opakowania. A opakowanie jest na tyle miękkie, że pozwala zużyć szampon praktycznie do samego końca, bez konieczności używania nożyczek i rozcinania. 
KONSYSTENCJA, KOLOR:
Szampon jest przezroczysty i ma dosyć rzadką, taką jakby żelową konsystencję. Myślałam, że będzie słabo się pienił, ale byłam w błędzie ponieważ pieni się naprawdę rewelacyjnie (a ja mocno pieniące się szampony bardzo lubię).
Do tego wszystkiego jest dosyć wydajny i stosowany 1-2 razy w tygodniu starcza mi naprawdę na długo.
ZAPACH:
Nie umiem porównać tego zapachu do czegoś konkretnego. Mogę tylko powiedzieć/napisać, że zapach jest dosyć orzeźwiający i przyjemny. Wyczuwam w nim odrobinę mentolu, ale nie jest on ani mocny ani nachalny (ja osobiście za tym składnikiem w kosmetykach nie przepadam).
DZIAŁANIE:
Kupiłam go z nastawieniem "spróbuję, może coś zdziała, ale na nic się nie nastawiam", a w użyciu mam już 2 lub 3 opakowanie tego szamponu. Używam go mniej więcej 1-2 razy w tygodniu choć myślę, że w przypadku włosów mocno przetłuszczających się (które ja niestety posiadam) sprawdziłby się także przy codziennym myciu, ponieważ oprócz tego, że bardzo dobrze oczyszcza zarówno włosy jak i skórę głowy to ich nie przesusza. Tak jak zaleca producent - pozostawiam go na jakieś 2-3 minuty na włosach i następnie spłukuję. Włosy po jego użyciu są dosłownie skrzypiące
i czuć, że naprawdę są czyste. Co prawda szampon plącze włosy (przynajmniej moje) i bez odżywki ani rusz, ale dzięki niemu mogę sobie pozwolić na mycie głowy co drugi dzień, a dla mnie to duży sukces. Wracam do niego jak tylko się kończy i myślę, że będę wracać nadal choć teraz kupiłam na próbę szampon oczyszczający z TBS.
PODSUMOWANIE:
Głęboko oczyszczający szampon do włosów z firmy Balea faktycznie dobrze oczyszcza zarówno włosy jak i skórę głowy, a przy tym jest delikatny. Dobrze się pieni, ma przyjemny zapach i jest wydajny. A do tego wszystkiego jest całkiem tani, bo za 250 ml pojemność musimy zapłacić 1,45 € czyli ok. 6-7 PLN. Jeśli będziecie kiedyś w DM albo macie dostęp do tych kosmetyków to serdecznie ten produkt polecam.

Natalia


LinkinWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...