Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do rąk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do rąk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 marca 2014

Balsam do rąk z masłem shea i olejkiem arganowym, Balea

O tym, że uwielbiam wszelkie smarowidła do rąk na pewno wiecie. Przez moje łapki przewinęło się ich całkiem sporo, jedne zostały ze mną na dłużej i ponawiam ich zakup co jakiś czas do innych nie wracam. Jesienią i zimą lubię bardziej treściwe kremy bo już od kilku lat w tych porach roku zmagam się z przesuszoną i popękaną skórą dłoni natomiast wiosną i latem mogę sobie pozwolić na lżejsze formuły. Balsamu do rąk z masłem shea i olejkiem arganowym z firmy Balea zaczęłam używać w maju zeszłego roku, używałam go tak mniej więcej do końca września i jeszcze troszeczkę mi jego zostało. Wypróbowałam go też w miesiącach zimowych - jeśli chcecie się dowiedzieć jakie jest moje zdanie na temat tego balsamu to zapraszam do przeczytania kilku słów poniżej.


Balsam do dłoni umieszczony został w plastikowej butelce wyposażonej w bardzo wygodną pompkę. Działa ona bez zarzutu, ani razu się nie zacięła. Można ją ustawić w pozycji 'open' lub 'close' - dla mnie jest to dobra opcja ponieważ moje dziecko często dobiera się do kosmetyków i tak sobie te wszystkie pompki naciska a tutaj jeśli ją odpowiednio ustawię to nie da rady ;) Design opakowania bardzo mi się podoba, jest kolorowe i przyciągające wzrok. 


Konsystencja balsamu należy raczej do tych rzadkich, ale nie na tyle rzadkich, żeby spłynął nam z rąk. Balsam dobrze się rozprowadza i wystarczy dosłownie pół pompki, aby posmarować całe dłonie. Wchłania się dosyć szybko, ale pozostawia na dłoniach delikatną, przyjemną warstewkę. Czuć, że zostały one nasmarowane, ale nie są ani tłuste ani klejące. Nie należy przesadzać z jego ilością bo wtedy czas wchłaniania znacznie się wydłuża.


Zapach tego produktu to coś co ja wręcz uwielbiam. Ciężko jest mi tak naprawdę go określić, ponieważ nie wąchałam ani masła shea w czystej postaci ani olejku arganowego, więc nie wiem jak pachną i czy w ogóle pachną. Natomiast ten balsam jak dla mnie pachnie nieziemsko i uwielbiam wąchać swoje dłonie kiedy są nim posmarowane.


Co możemy wyczytać o tym produkcie na opakowaniu? "Zmysłowy i ochronny: Bogata pielęgnacja o zmysłowym, ciepłym zapachu. Balsam do rąk Balea z masłem shea, panthenolem i olejkiem arganowym rozpieszcza twoje dłonie i sprawia, że są aksamitnie miękkie. Masło shea zapewnie skórze intensywne nawilżenie i chroni ją przed wysychaniem. Nawilżający panthenol regeneruje skórę i ją wygładza. Bogaty w witaminę E olej arganowy zapobiega zmarszczkom i chroni przed negatywnym wpływem środowiska. Balsam do rąk jest produktem wegańskim."

Skład: Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii Butter, Ethylhexyl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Phenoxyethanol, Panthenol, Glyceryl Stearate Citrate, Hydrogenated Olive Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Methylparaben, Parfum, Ethylparaben, Sodium Hydroxide, Copernicia Cerifera Cera, Linalool, Citronellol, Limonene, Coumarin, Alpha-Isomethyl Ionone, Cl 15985, Cl 28440, Cl 47005


Moja opinia na temat tego produktu będzie pozytywna, ale tylko jeśli rozpatrzę ją w sezonie wiosenno-letnim, kiedy moje dłonie nie potrzebują aż takiego mocnego nawilżenia. Używałam tego produktu od początku maja do końca września i wtedy spisywał się u mnie całkiem dobrze: nawilżenie utrzymywało się od jednego mycia do drugiego, dłonie były wygładzone, miękkie i przyjemne w dotyku. Pomiędzy myciami rąk nie musiałam ich dodatkowo nawilżać/odżywiać, nie było takiej potrzeby. Natomiast w sezonie jesienno-zimowym dla moich przesuszonych dłoni jest to produkt zbyt słaby. Te miejsca, które są suche nawilża ale na krótko i co jakiś czas muszę ponawiać aplikację balsamu. Dlatego też 1/3 opakowania, która mi pozostała czeka na cieplejsze dni i wtedy z pewnością i z przyjemnością ją zużyję :)

Dodam także, że balsam ten jest naprawdę wydajny, używałam go przez ponad 5 miesięcy a jeszcze trochę do zużycia mi zostało. Mój tata natomiast, któremu podarowałam jedną buteleczkę tego balsamu, zużył ją bodajże... w 2 miesiące. Ale mój tata jest terminatorem jeśli chodzi o wykańczanie kremów do rąk więc z nim porównywać się nie mogę ;)

Podsumowując: jeśli skóra Waszych dłoni jest normalna to podejrzewam, że ten balsam będzie dla Was odpowiedni przez cały rok. Jeśli natomiast zmagacie się z problemem suchości rąk to raczej nie jest to produkt, z którego będziecie zadowoleni. Ja mimo wszystko się z tym produktem polubiłam, nie tylko za zapach ale także za działanie w sezonie wiosenno-letnim. W zapasach mam jeszcze wersję malinową ;)

Cena tego balsamu to 1,75 €/300 ml. 
Możecie go kupić w drogeriach DM lub w sklepach internetowych czy na allegro.

Miałyście może ten balsam do dłoni? Jestem ciekawa czy macie o nim podobne zdanie :)




sobota, 22 lutego 2014

Otulający balsam do rąk, Pat&Rub

Przez moją kosmetyczkę przewinęło się sporo kremów do rąk. Jedne były lepsze i przypadły mi do gustu na tyle, że postanowiłam ponowić zakup, inne były średnie lub w ogóle nie warte uwagi. Z balsamem do rąk z firmy Pat&Rub miałam do czynienia jakiś rok temu, może trochę więcej niż rok, tyle że w wersji rewitalizującej i pamiętam, że nie powalił mnie na kolana swoimi właściwościami. Po przeczytaniu wielu pochlebnych recenzji na temat balsamu do rąk Pat&Rub z serii otulającej postanowiłam dać temu produktowi jeszcze jedną szansę. A moje dłonie w okresie jesienno-zimowym należą do dość mocno przesuszających się więc produkt ten miał nie lada wyzwanie.


Balsam do rąk z Pat&Rub został umieszczony w 100 ml opakowaniu typu air-less. Bardzo lubię tego typu opakowania nie tylko ze względu na higieniczność, ale także dlatego, że nie trzeba się męczyć z wyciskaniem produktu z tubki, a czasami tubki kremów do rąk są strasznie twarde. Pompka w tym produkcie działała bez zarzutu przez cały okres używania balsamu czyli przez mniej więcej miesiąc. Design opakowania jest także bardzo przyjemny dla oka i zwraca na siebie uwagę, ponieważ moi znajomi i rodzina potrafili zawiesić na tym produkcie oko.



Konsystencja balsamu do rąk po jego wyciśnięciu jest dosyć gęsta, treściwa natomiast podczas rozsmarowywania zyskuje na lekkości. Jest taka delikatna a jednocześnie dobrze nawilżająca - uwielbiam ją. Produkt, tak ja i inne balsamy do rąk z Pat&Rub jest koloru białego.



Najbardziej obawiałam się, prócz oczywiście działania produktu - zapachu. Seria rewitalizująca, z której miałam i balsam do rąk i balsam do stóp mi się przejadła a ta nowość bardzo kusiła, choć długo się nad nią zastanawiałam ze względu na zawartość cytryny. I mimo, że to właśnie cytryna wybija się na pierwszy plan i czuć ją najbardziej z trzech składników zapachowych, to zapach jest niezwykle udany i przyjemny. Na tyle przyjemny dla mojego nosa, że dokupiłam kolejne opakowanie tego balsamu oraz masło do ciała z serii otulającej.


Co o tym produkcie mówi producent? "Naturalne składniki użyte do skomponowania balsamu odżywiają, nawilżają, zmiękczają, rozjaśniają, koją i uelastyczniają skórę dłoni. Zapewniają ochronę przed czynnikami zewnętrznymi. Lekka, aksamitna formuła sprawia, że balsam świetnie się wchłania. Słodki, otulający ekoaromat relaksuje zmysły i rozleniwia".

Skład: Aqua, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Decyl Cocoate, Glycerin, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Hydrogenated Olive Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Glucoside, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Hyaluronate, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Citral, D-Limonene, Linalool


Nie mogę się ustosunkować tylko do jednej obietnicy producenta - tej dotyczącej rozjaśnienia, ponieważ takich problemów nigdy nie miałam, natomiast mogę się odnieść do całej reszty. Balsam do rąk z serii otulającej bardzo dobrze nawilża moje przesuszone dłonie. Po kilku dniach regularnego aplikowania kremu przesuszenia na moich dłoniach zniknęły i ustąpiły miejsca zdrowej, gładkiej skórze. Wystarczy wycisnąć jednorazowo zaledwie pół pompki produktu aby dłonie dostały zastrzyku nawilżenia i czuły się dobrze odżywione. Dodatkowo nie powoduje on żadnego szczypania nawet jeśli na dłoniach są rany od pękającej skóry, wręcz przeciwnie - przynosi on im ukojenie. Dzięki swojej formule całkiem szybko się wchłania, ale pozostawia na dłoniach przyjemną, delikatną warstewkę, która się ani nie klei ani nie jest tłusta. 


Jeśli zastanawiacie się czy warto kupić ten produkt to ja z czystym sumieniem mogę go Wam polecić. Na moich suchych dłoniach spisał się fantastycznie więc z przyjemnością kupiłam drugie opakowanie i wiem, że jak wykorzystam swoje kremowe zapasy to będę po ten produkt sięgać regularnie. Kusi mnie jeszcze wersja otulająca więc pewnie i po nią z czasem sięgnę.

Cena tego produktu to 45 PLN/100 ml jednak warto polować na promocje, którymi firma raczy nas na swojej stronie internetowej i to dosyć często lub polować na promocję w Sephorze chociażby na dniach VIP (-20%).

A Wy miałyście do czynienia z balsamem do rąk Pat&Rub? Jestem bardzo ciekawa czy tak jak i mi ten produkt przypadł Wam do gustu.


niedziela, 7 kwietnia 2013

Poszukiwania idealnych kremów do rąk zakończone sukcesem... #2

Ostatnio mówiłam / pisałam Wam o tym, że znalazłam dwa kremy do rąk, które spełniły moje oczekiwania i pomogły mi uporać się z suchą, pękającą skórą dłoni. Dwa dni temu było o pierwszym z nim, a mianowicie o kremie do rąk Balea Med (klik!) który jest niedrogi a na moich dłoniach spisuje się fantastycznie, natomiast dzisiaj będzie o kremie do rąk z 20% masłem shea z firmy L'Occitane. O tym kremie są dosyć skrajne opinie: jedni go uwielbiają, inni nie znoszą, ja zaliczam się do tej pierwszej grupy ;)


OD PRODUCENTA

Silnie wygładzająca - bestsellerowa - kombinacja Masła Shea (20%) oraz wyciągów z miodu i słodkiego migdała, zmieszanych z lekkimi i wabiącymi aromatami jaśminu. Ten balsam o przyjemnej konsystencji łatwo rozchodzi się po skórze, pomagając w gojeniu i ochronie suchej oraz przesuszonej skóry. Obecność anty-oksydacyjnej witaminy E zapewnia odżywienie.

SKŁAD

Aqua/Water**, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)**, Glycerin**, Dimethicone, Cetearyl Alcohol**, Glyceryl Stearate**, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Extract**, Mel Extract/Honey Extract**, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Fruit Extract**, Althaea Officinalis Root Extract**, Cocos Nucifera (Coconut) Oil**, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols**, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract**, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil**, Xanthan Gum**, Parfum/Fragrance, Polyacrylamide, PEG-100 Stearate, Propylene Glycol, C13-14 Isoparaffin, Ceteareth-33, Alcohol Denat**, Laureth-7, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, Citronellol**, Butylphenyl Methylpropional, Coumarin, Alpha-Isomethyl Ionone, Hexyl Cinnamal, Limonene**, Geraniol.

** składniki pochodzenia naturalnego.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE

Opakowanie: W zależności od tego, jakiej pojemności krem kupujemy - pakowany jest on inaczej. Krem do rąk 30 ml otrzymujemy w zakręcanej tubce, natomiast 150 ml - dodatkowo zapakowany jest w kartonik. Wyglądem tubki nie różnią się od siebie - jeden i drugi krem ma miękką tubkę, która jest zakręcana. Ubolewam nad tym, że nie jest ona zamykana na "klik" bo często chodzę i szukam zakrętki, ale przyznam szczerze, że te tubki mają swój urok i mi się podobają. Przypominają mi kremy z dawnych lat, których kiedyś używała moja mama. Produkt można wydobyć z opakowania praktycznie do samego końca.



Konsystencja/wydajność: Krem do rąk z 20% masłem shea należy do tych, które mają dosyć gęstą konsystencję.. Mimo tego, dobrze się rozsmarowuje na dłoniach i nie ma żadnego problemu z jego rozprowadzeniem. Produkt ten jest dosyć wydajny, ponieważ niewielka ilość wystarcza na posmarowanie dłoni.


Zapach: Nie wiem dlaczego, ale mi ten zapach kojarzy się trochę z zapachem kosmetyków dla dzieci. Początkowo co prawda nie bardzo mi się podobał jednak z czasem mój nos go polubił. 

Działanie: Kremu tego używałam głównie na noc, czasami także w ciągu dnia jednak ze względu na jego cenę przyznaję szczerze - szkoda mi go było na dzień używać bo zbyt szybko by się skończył. Muszę powiedzieć, że krem ten na moich suchych dłoniach spisał się naprawdę bardzo dobrze: po nocy moje dłonie były gładkie, mięciutkie i na dodatek nie było na nich ani jednego suchego placka. Kiedy nakładałam ten krem w ciągu dnia - również moje dłonie były w stanie idealnym. Na niektórych blogach czytałam, że krem ten niezbyt dobrze się wchłania - u mnie takiego problemu nie było. Krem ładnie się rozprowadzał i wchłaniał w tempie ekspresowym, nie pozostawiając po sobie żadnej tłustej czy lepkiej warstwy. A do tego wszystkiego naprawdę moje dłonie nawilżał i o nie dbał, dlatego kiedy skończyła mi się 30 ml tubka postanowiłam kupić większą - 150 ml. I teraz mogę się tym kremem cieszyć i w ciągu dnia i wieczorem, choć w ciągu dnia częściej używam mojego drugiego ulubieńca Balea Med, który jest zdecydowanie tańszy.

Używanie kremu Balea Med oraz kremu L'Occitane sprawiło, że moje dłonie po raz pierwszy wyglądają tak jak powinny, czyli normalnie. Są gładkie i miłe w dotyku, i odpukać - w żadnym miejscu, nawet pomiędzy palcami nie są wysuszone. Zdaję sobie sprawę, że cena kremu z L'Occitane jest dosyć wysoka, jednak ja na pewno będę do niego wracać. Jestem w stanie poświęcić trochę swojego budżetu, żeby moje dłonie wyglądały tak jak teraz :) 

Jeśli jeszcze nie używałyście tego kremu a macie problem z suchymi dłońmi to polecam Wam wypróbować - najlepiej na początek w tej małej pojemności, żeby przekonać się czy krem ten spełni Wasze oczekiwania.

- pojemność: 30 ml i 150 ml
- cena: 29,90 zł i 90 zł
- dostępność: sklepy L'Occitane, sklep internetowy


piątek, 5 kwietnia 2013

Poszukiwania idealnych kremów do rąk zakończone sukcesem... #1

Wiele razy już wspominałam, że skóra moich rąk w okresie jesienno-zimowym jest sucha i często także pęka, tworząc bardzo bolące ranki. Próbowałam już wielu specyfików, od tych tańszych po droższe, łącznie z maściami sterydowymi przepisanymi przez dermatologa. Skutek tych maści był taki, że skórki wokół paznokci miałam przez maść "wyżarte" a stan dłoni się nie poprawiał. Już jakiś czas temu odstawiłam sterydowe specyfiki i postanowiłam szukać dobrego kremu do rąk, który pomoże mi uporać się z moimi dłońmi. I w końcu po bardzo długich poszukiwaniach znalazłam dwa kremy do rąk, które doprowadziły moje dłonie do stanu normalności :) Dziś będzie o jednym z nich, tym znacznie tańszym a równie dobrze skutecznym, a mianowicie o kremie do rąk z allantoiną i olejkiem jojoba ph Hautneutral z Balea Med.


OD PRODUCENTA

Wrażliwa i bardzo sucha skóra wymaga specjalnej pielęgnacji: krem do rąk Balea Med neutralne pH skóry został stworzony po to, aby te potrzeby zaspokoić. Dostarcza on skórze dłoni odpowiednią wilgoć oraz skutecznie chroni ją przed wysychaniem.

Z odżywczym olejkiem jojoba - do codziennego użytku. Połączenie aktywnych składników z allantoiną sprawia, że skóra dłoni jest miękka i elastyczna. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. 

Sposób użycia: W zależności od potrzeb, niewielką ilość kremu wmasowywać delikatnie w dłonie.

Testowany klinicznie / rekomendowany przez lekarzy.

Krem jest wegański.

SKŁAD

Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Hydrogenated Palm Glycerides, Isopropyl Palmitate, Dicaprylyl Ether, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Sodium Cetearyl Sulfate, Parfum, Allantoin, Linalool, Limonene, Citric Acid, Sodium Hydroxide. 

 MOJA OPINIA O PRODUKCIE

Opakowanie: Produkt otrzymujemy w dość miękkiej tubce wykonanej z tworzywa. Tubka zwiera 75 ml kremu i zamykana jest tradycyjnie na "klik" czy "zatrzask". Tak jak w przypadku opakowań zwykłej Balea tak i opakowanie Balea Med wizualnie mi się podoba, zresztą na temat opakowań niemieckich produktów dostępnych w drogeriach DM pisałam już wiele razy więc oszczędzę Wam czytania tego samego ;)


Konsystencja: Spodziewałam się, że krem do rąk, który przeznaczony jest do bardzo suchej skóry dłoni będzie raczej gęsty, dlatego ogromne było moje zdziwienie, kiedy po raz pierwszy go użyłam. Produkt ten jest dosyć rzadki, czasami mam wrażenie, że wręcz wodnisty. Kolor ma biały, jak większość kremów do rąk. 


Zapach: I tu powiem szczerze - długo zastanawiałam się co tak naprawdę napisać, bo dla mnie ten zapach jest dosyć "neutralny": ani on ładny ani brzydki, ani mocny ani słaby. Powiedziałabym, że jego intensywność jest w sam raz, zresztą wydaje mi się, że kremy przeznaczone dla skóry alergicznej nie powinny mieć zbyt mocnych zapachów i ten mocnego właśnie nie posiada. Im dłużej go używam, tym jego woń coraz bardziej mi się podoba. Trudno jednak przyrównać go do konkretnych zapachów bo taki czuję po raz pierwszy.

Działanie: I w tym miejscu będą same pochwały dla tego produktu, ponieważ jestem nim naprawdę zachwycona. Kiedy zaczynałam go używać jakoś nie wydawało mi się, że będzie to produkt, który mi pomoże, chyba ta konsystencja mnie nie przekonywała. Jednak po kilku dniach nakładania tego produktu w ciągu dnia na dłonie, zniknęły wszystkie moje suche placki. Aż oglądałam moje ręce z bliska kilka razy dziennie bo nie byłam w stanie w to uwierzyć. Co więcej - zniknęły też moje przesuszenia pomiędzy palcami, których od długiego czasu nie mogłam się pozbyć. Od tamtego dnia nie rozstaję się z tym produktem (choć zostało mi go już naprawdę niewiele) i w ciągu dnia używam tylko jego. Wystarczy nałożyć na dłonie niewielką ilość kremu aby je dobrze nawilżyć. Dobrze się rozprowadza i w miarę szybko wchłania, nie pozostawiając po sobie tłustej warstwy. Jednak - chciałam w tym miejscu uprzedzić - krem ten pozostawia na dłoniach taką śliską powłokę, którą dosyć długo się utrzymuje i nie każdemu może odpowiadać. Nie jest ona uciążliwa, bo ja często od razu po posmarowaniu rąk zabieram się za różne czynności, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy tego typu produkty lubi. Ponadto, czasami zdarzyło się tak, że po umyciu rąk moje dziecko mnie wołało i zapomniałam ich nasmarować - i pomimo tego, nie pojawiło się z powrotem żadne przesuszenie.

Dla mnie jest to krem wybawca i nie wyobrażam sobie, żeby mogło go zabraknąć w mojej szafce. Mam więc nadzieję, że uda mi się kupić jeszcze kilka sztuk tego produktu (bo 2 mam jeszcze w zapasie). W sezonie jesienno-zimowym będę do niego na pewno wracać. Nie wiem jak spisze się w przypadku innych osób, ale myślę, że jeśli borykacie się z takimi problemami jak ja to warto go wypróbować, tym bardziej że nie jest drogi.

- pojemność: 75 ml
- cena: 1,65 €
- dostępność: drogerie DM


niedziela, 24 marca 2013

Lirene - Krem dla zniszczonych dłoni 'Ratunek'


Kremów do rąk używam sporo. Nie mogłoby ich zabraknąć w mojej codziennej pielęgnacji ponieważ skóra moich dłoni jest sucha, często zdarza się, że pęka i tworzą się na niej bolesne rany. Gdybym kremów do rąk nie używała to boję się nawet pomyśleć, co by się wtedy z moimi dłońmi działo. Ciągle testuję nowe kremy i wciąż szukam ideału, który w te zimowe miesiące mi pomoże. Ostatnio sięgnęłam po polecany na wielu blogach krem dla zniszczonych dłoni z 10% masłem shea 'Ratunek' z firmy Lirene i to o nim będzie dzisiaj mowa.

OD PRODUCENTA


SKŁAD

Aqua, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glyceryl Stearate SE, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Panthenol, Triethanolamine, Acrylates/C10-30 Alkyl, Acrylate Crosspolymer, Allantoin, BHA, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Polyaminopropyl Biguanide, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Linaloo, Benzyl Salicytate, Limonene, Citronellol

MOJA OPINIA O PRODUKCIE 

Krem do rąk 'Ratunek' otrzymujemy w miękkim, plastikowym opakowaniu o pojemności 50 ml. Nie jest to co prawda pojemność zbyt duża, no ale w końcu ma to być krem do zadań specjalnych. Aby wydobyć produkt do końca niestety trzeba rozciąć opakowanie, ponieważ pod koniec używania tubka nie chce wydobyć ani kropli kremu, a na ściankach zostaje go całkiem sporo - mi starczyło dodatkowo na 3 dni używania.


Zapach tego kremu jest całkiem przyjemny i niezbyt intensywny, dlatego wydaje mi się, że wiele osób pod względem zapachu by go polubiło. Jak to się mawia: "nie drażni nosa". 

Konsystencja kremu nie jest ani zbyt gęsta ani zbyt rzadka/wodnista. Powiedziałabym, że jest taka 'po środku', odpowiednia. Produkt dobrze się rozsmarowuje i naprawdę błyskawicznie wchłania. Oczywiście po nałożeniu kremu na dłonie pozostaje na nich taki delikatny ochronny film, ale nie jest on ani klejący ani tym bardziej tłusty, można więc od razu wrócić do codziennych czynności.


Wiele osób bardzo chwaliło ten krem za jego działanie, ja natomiast mam wobec niego mieszane uczucia. Stosowałam go regularnie kilka razy dziennie i niestety suche miejsca na dłoniach jak miałam tak mam nadal, więc nie pomógł mi zwalczyć problemu suchych dłoni. Po każdym umyciu rąk przesuszenia, szczególnie między palcami i na palcu wskazującym są nadal widoczne. Natomiast to co mi się w tym kremie podobało to to, że po jego wsmarowaniu czułam, że moje dłonie są ukojone. Naprawdę przynosił mi ulgę, kiedy ręce mnie piekły czy bolały. I od jednego mycia rąk do następnego moje dłonie odczuwały w miarę dobre nawilżenie, szkoda tylko, że ten efekt nie był długotrwały.

Moje poszukiwania kremu idealnego na zimą nie zostały jeszcze zakończone, mam jednak nadzieję, że w końcu znajdę ten swój ideał :) Tak szczerze powiedziawszy to ten ideał znalazłam, ale jego cena jest bardzo wysoka i szkoda mi wydać prawie 100 zł na krem do rąk, w szczególności, że te produkty schodzą u mnie jak woda. Zatem rozglądam się dalej za czymś, co pomoże mi rozprawić się z moim problemem i jego cena jest w granicach rozsądku.

- pojemność: 50 ml
- cena: ok. 9 zł (ja go kupiłam na promocji za 6 zł)
- dostępność: Rossmann, Real


poniedziałek, 28 stycznia 2013

Cztery Pory Roku - Zimowy regenerujący krem do rąk

Moje dłonie jesienią i zimą nie są niestety w najlepszej kondycji. Mimo różnorodnej pielęgnacji i systematyczności we wcieraniu kremów do rąk - moja skóra na dłoniach jest przesuszona i czasami pęka tworząc bolące rany. Jednym słowem: nic przyjemnego (choć ostatnio wynalazłam na nie sposób, ale o tym będzie innym razem). Będąc któregoś razu w Naturze na półce wypatrzyłam zimowy krem do rąk żurawina + mleko + miód z firmy Cztery Pory Roku. Postanowiłam więc go kupić i wypróbować.


OD PRODUCENTA

Zimą skóra rąk wymaga szczególnej pielęgnacji. Wiatr, mróz i duże różnice temperatur nasilają utratę wody i uszkodzenie warstwy lipidowej naskórka, co wywołuje uczucie dyskomfortu i nadmierne przesuszenie.
Natłuszczający krem do rąk o działaniu regenerująco-ochronnym, przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry dłoni w okresie zimy.

Nie zawiera parabenów.

Krem zawiera:
# 10% naturalnych olejów (masło Shea, olej sojowy, olej sezamowy) o właściwościach natłuszczających, regenerujących i pielęgnujących.
# 4% ekstraktów z żurawiny, miodu i protein mlecznych.

Sposób użycia: Odpowiednią ilość kremu rozprowadzić na dłoniach i zostawić do całkowitego wchłonięcia.

SKŁAD


MOJA OPINIA

Jak zwykle zacznę od opakowania. Krem o pojemności 75 ml otrzymujemy w dosyć miękkiej tubie z tworzywa, zamykanej standardowo na pstryczek. Takie zamknięcie w kremach do rąk uwielbiam. Nie znoszę, kiedy kremy do rąk trzeba odkręcać bo wiecznie latam i szukam zakrętki ;) Dodatkowo wizualnie opakowanie bardzo mi się podoba i trzeba przyznać, że moją uwagę w sklepie na półce z kremami do dłoni przyciągnęło.


To co od razu mi się spodobało, kiedy po raz pierwszy użyłam tego kremu to zapach. Pachnie pięknie i na tyle mi się ten zapach podoba, że nie mogę oderwać nosa od dłoni po jego aplikacji. Jest to połączenie żurawiny i miodu - dosyć słodkie ale absolutnie nie mdłe. Zapach ten na dłoniach utrzymuje się przez jakiś czas co mi osobiście bardzo odpowiada.

Konsystencja kremu jest ni to gęsta ni rzadka, taka w sam raz. Dobrze rozprowadza się na dłoniach i szybko wchłania. Wystarczy nałożyć niewielką ilość aby posmarować ręce. Po aplikacji kremu czuć i nawilżenie i natłuszczenie, czuć takę powłoczkę, ale absolutnie nie jest ona klejąca.


Ale jak to jest naprawdę z tym nawilżeniem i natłuszczeniem? Otóż wg mnie niestety obietnice producenta w przypadku dłoni suchych nie zostały spełnione. Krem ten owszem, nawilża moje dłonie i natłuszcza ale na dosyć krótko. Po jakiś 20 minutach moje dłonie znowu stają się suche. Teraz okresowo wspomagam się kremami z dużą zawartością mocznika (o których szerzej napiszę kiedy indziej) i wtedy ten krem w dzień daje radę, ale kiedy stosowałam tylko ten krem to było kiepsko. Ale ten zapach... dla niego, jeśli krem ten będzie w sprzedaży w okresie wiosennym, kiedy moje dłonie wracają do normalności, pewnie się na niego skuszę.

Podsumowując, krem ten jak najbardziej polecam aczkolwiek nie dla osób z suchymi, problematycznymi dłońmi.

75 ml / ok. 5 zł


sobota, 22 grudnia 2012

Essence - ochronne kremy do rąk 'Winter Edition'

Jakiś czas temu dzięki Agnieszce zakupiłam kilka sztuk kremów do rąk Essence z edycji zimowej. Były one ciężko dostępne bo u naszych sąsiadów rozchodziły się w tempie błyskawicznym, co dokładano je na półkę to one znikały. W końcu jednak Agnieszce udało się na nie zapolować.

Zapraszam Was na recenzję 24h hand protection balm z firmy Essence.


OD PRODUCENTA

Ten 24h krem ochronny do rąk jest kremem intensywnie naprawczym dla suchych i zniszczonych dłoni. Naprawcza formuła z masłem shea oraz olejkiem kokosowym zapewnia nawilżenie i pielęgnację oraz chroni ręce przed wysuszenie przez 24h. Nie pozostawia tłustej warstwy.

SKŁAD


MOJA OPINIA

Kremy do rąk otrzymujemy w tubce zamykanej na pstryczek, co jest dla mnie najlepszym formą opakowania wszelkiego rodzaju smarowideł do rąk. Mają one 75 ml pojemności i kosztują 0,95€ czyli do najdroższych nie należą. A wg mnie są naprawdę warte uwagi. Opakowania wizualnie bardzo mi się podobają, przyciągają wzrok. Są kolorowe ale nie pstrokate ;)


Do tej pory zużyłam krem o zapachu gorącej czekolady i karmelu i na jego podstawie będę się wypowiadać. Jeśli chodzi o zapach to jest on bardzo ładny aczkolwiek delikatny. Po kilku, kilkunastu minutach od posmarowania dłoni praktycznie jest niewyczuwalny. Najładniej i najintensywniej z całej trójki pachnie krem jabłkowo-cynamonowy, potem gorąca czekolada i karmel a na końcu pierniczkowy (ten ostatni trochę mnie rozczarował jeśli chodzi o zapach).

Konsystencja kremu jest gęsta i treściwa, aczkolwiek naprawdę szybko się wchłania i nie pozostawia na dłoniach żadnej tłustej warstwy. Oczywiście delikatna powłoka na dłoniach pozostaje, ale nie jest ona klejąca ani tłusta. Kiedy użyłam go po raz pierwszy miałam obawy, że może ręce będą się kleić, ale były one zupełnie bezpodstawne.


Najważniejsze w tym kremie jest działanie. Jak zapewne wiecie w okresie jesienno-zimowym mam problemy z suchą i pękającą skórą rąk. W tym roku (odpukać) moje dłonie nie są w najgorszym stanie i choć są suche to nie pękają. Krem do rąk z Essence naprawdę bardzo dobrze sobie radzi z moimi dłońmi.  Sprawdza się zarówno w ciągu dnia jak i na noc, z tym, że na noc nakładam grubą warstwę kremu na ręce i idę spać. Rano mam dłonie gładkie i dobrze nawilżone. I co najważniejsze - nawet jak nałożymy na dłonie grubą warstwę tego kremu, to on i tak wchłonie się w tempie błyskawicznym. Jest to mój nr 1 jeśli chodzi o nocną pielęgnację dłoni. Ze względu na jego ciężką dostępność oszczędzam go i najczęściej używam właśnie na noc.

Szkoda, że te kremy nie są dostępne u nas, przynajmniej ja ich nigdzie nie widziałam. A wyprodukowane są w Polsce... Jeśli jednak uda Wam się gdzieś je dostać to naprawdę polecam. Szczególnie ten jabłkowo-cynamonowy, który pachnie jak szarlotka :)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przy okazji chciałabym Wam życzyć zdrowych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Życzę Wam także wielu prezentów pod choinką i mam nadzieję, że Wasze najskrytsze marzenia się spełnią :*

LinkinWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...