Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 października 2014

Sierpniowe nowości czyli... zakupowe podsumowanie miesiąca ;)

Ja jak zwykle zacofana bo mamy już październik, a ja przybywam do Was zamiast z nowościami wrześniowymi - z sierpniowymi. Kiedyś jednak trzeba nadrobić zaległości a niestety przyznać muszę, że idzie mi to bardzo kiepsko. Brak czasu robi jednak swoje.

Nie przedłużając jednak zbytnio zapraszam Was na zakupowe podsumowanie sierpnia, czyli co nowego przybyło do mojej 'kosmetyczki'.


Ania jak co miesiąc organizowała wspólne zamówienie ze Stanów, postanowiłam więc przygarnąć kilka rzeczy. W moje ręce wpadły żele pod prysznic z Bath&Body Works, które uwielbiam bo: są gęste, bardzo wydajne, mocno pieniące się, nie wysuszające skóry i przede wszystkim pięknie pachnące. Zdecydowałam się tym razem na żele w wersjach zapachowych mango mandarin, black raspberry vanilla oraz pink chiffon. Najdroższy z nich kosztował chyba 3$ bo akurat były na wyprzedaży - żal ich było nie kupić za taką cenę ;)


Z BBW w ramach wspólnego zamówienia przygarnęłam także potrójnie nawilżający krem do ciała Dark Kiss. Bardzo lubię te kremy - wg mnie są dużo lepsze niż balsamy i ten zapach... uwielbiam. Ale nie samymi kosmetykami człowiek żyje w związku z czym także ze Stanów zamówiłam kilka rzeczy z Yankee Candle, a mianowicie woski o zapachu Bahama Breeze (chyba mój ulubiony zapach z tej firmy) oraz zewnętrzną nakładkę na świece illuma-lid 'home sweet home'. Mam kilka dużych świec z YC i bardzo te nakładki lubię - są fajne jako dekoracja a także pomagają świecom równomiernie się wypalać. Różne inne wzory illum możecie dostać w sklepie www.markoweswiece.pl :) 


DM, DM... Jeśli czytacie mojego bloga to pewnie dobrze wiecie, że bardzo lubię produkty właśnie z tej drogerii. Osobiście nigdy w niej nie byłam, ale mam dobrą duszkę, która pomaga mi robić zakupy :* I trochę oczywiście... poszalałam, bo pewnie przez jakiś czas zakupów z tej drogerii u mnie nie zobaczycie ;)

Przygarnęłam miniaturkę żelu pod prysznic Treaclemoon o zapachu Iced Strawberry Dream. Mam dwa inne żele z tej firmy i dobrze się u mnie sprawdzają zarówno jako żele jak i płyny do kąpieli a miniaturki zawsze przydają się na jakieś wyjazdy. Z produktów myjących przygarnęłam jeszcze kremowo-olejkowy żel pod prysznic Balea o zapachu wanilii (mam bzika na punkcie tego zapachu) oraz drugą butelkę mojego ukochanego mydła do rąk w płynie o zapachu arbuza <3


Po szampony do włosów Balea z limitowanek sięgam bardzo chętnie ich właściwości są takie same - różnią się jedynie zapachami. W minionym letnim sezonie Balea zdecydowała się wypuścić szampon do włosów o zapachu truskawek, który pachnie całkiem całkiem, choć troszeczkę czuć w nim chemiczne nuty. Do tego z tej samej firmy dorzuciłam jeszcze 2 minutową maseczkę do włosów farbowanych z kwiatem pomarańczy i moringą, którą na swoim blogu polecała Idalia. A szampon do włosów przetłuszczających się z cytryną i miętą Lavera to uzupełnienie zapasów, bo akurat poprzednia butelka tego produktu już mi się skończyła.


Jeśli miałabym wybrać produkt, którego braku nie wyobrażam sobie w mojej łazience to z pewnością byłby to łagodzący krem po depilacji z Balea. Zużyłam już kilka jego tubek i kolejne mam w użyciu - dzięki systematycznemu używaniu tego produktu moja wrażliwa na depilację skóra stała się dużo 'spokojniejsza'. Przy okazji zakupów z działu depilacja zdecydowałam się także nabyć żel do golenia z aloesem Satin Care z Gilette oraz wiśniowy żel do golenia z Balea. Kiedyś bardzo lubiłam żele do golenia Balea, ale gdybym miała wybierać to zdecydowanie bardziej wolę te z Gilette (no chyba, że Balea kiedyś wypuści jeszcze wersję jagodową, która była fantastyczna ;)).


Na balsam z olejkiem Balea miałam ochotę odkąd zobaczyłam go w filmach u Szavki, a także po jego prezentacji u Anetki, która niestety już bloga nie prowadzi. Z kolei masełko do stóp z sosną i pinią z Alverde to jeden z moich ulubieńców - wykończyłam jakiś czas temu jedno opakowanie i zaczęło mi go bardzo brakować. W oko wpadła mi też nowość - peeling enzymatyczny z Balea. Przyznam szczerze, że jestem go bardzo ciekawa, ale póki co używam mojego ulubionego peeling u enzymatycznego z Phenome więc po ten produkt nie sięgałam. Natomiast z takich naturalnych niemieckich produktów zdecydowałam się także sięgnąć po krem do rąk z firmy Nonique. Jest to mój pierwszy produkt z tej firmy, ale widziałam, że kilka ciekawych rzeczy w swojej ofercie mają.


Podczas uzupełniania zapasów niemieckich dobroci nie mogłoby zabraknąć produktów kąpielowych z mojej ulubionej marki Dressdner Essenz. Przygarnęłam po raz kolejny płyn do kąpieli o zapachu mleczka kokosowego i ylang-ylang a także melonowe tabletki do kąpieli. Obydwa produkty miałam i tak samo je lubię, podobnie jak ich sole/pudry do kąpieli :)


Zdaję sobie sprawę, że jak ktoś z Was patrzy na zdjęcie powyżej to może popukać się w czoło, ale... Skoro i tak kupuję różne inne rzeczy to czemu by nie dorzucić swoich ulubionych płatków kosmetycznych z firmy Ebelin :) Albo suchych ręczniczków papierowych, które wg mnie są rewelacyjne :)


Wśród niemieckich zakupów nie mogło zabraknąć również kolorówki. Z firmy p2 przygarnęłam dwa peelingi do skórek, dwie buteleczki bazy wypełniającej nierówności płytki, cienie do powiek z serii Wild Me Up (limitka) oraz lakiery do paznokci z serii Dress Code Happy (także limitka). Lakierów z p2 na paznokciach jeszcze nie miałam, za to ten kolega obok nich - piaseczek z Rival de Loop to mój zdecydowany ulubieniec. Jest naprawdę piękny! W moje ręce wpadło też kilka rzeczy z firmy Kiko: lakiery do paznokci, kredka do powiek 06 Golden Brown a także perłowy balsam do ust w kolorze Vanilla. Jeśli będziecie kiedyś przyglądały się tym balsamom do ust to nie sugerujcie się kolorami pokazanymi na ich stronie. W rzeczywistości te kolory są zupełnie inne.


Cała kolorówka została spakowana w kosmetyczkę na mokry strój kąpielowy z Essence. Z tego co mi się wydaje to była też ona dostępna u nas w Polsce.


Jak już szaleć to... na całego :) Miałam okazję po raz kolejny nabyć kilka produktów z Lush więc sięgnęłam po sprawdzoną wcześniej świeżą maseczkę do twarzy Oatifix a także po nowość dla mnie czyli świeżą maseczkę Catastrophe Cosmetic. Mogę Wam powiedzieć, że żałuję, że nie zrobiłam większego zapasu tej drugiej maseczki bo to chyba najlepsza maseczka oczyszczająca jaką kiedykolwiek stosowałam (a już mi się niestety skończyła).


Z Lush przygarnęłam także dwie bomby do kąpieli: Pop in the Bath i Creamy Candy. Z jednej z nich byłam zadowolona z drugiej nie za bardzo. Po te produkty sięgnęłam z czystej ciekawości, ale szczerze powiedziawszy nie wiem czy jeszcze zdecyduję się na ich zakup, bo zwykłe płyny do kąpieli robią mi większą pianę i pachną też dłużej.



Te dwa powyższe zdjęcia to już nie moje niemieckie zakupy a prezenty, które w paczuszce otrzymałam :* Oczywiście kupiłam też trochę kosmetyków dla mojego malucha, kilka też mój maluch dostał w prezencie ale tego już nie będę Wam pokazywać (możecie zerknąć na mojego instagrama, tam wszystko dokładnie pokazywałam).


Niemieckie zakupy zakończone, możemy więc wrócić do Polski :) Pat&Rub co roku na urodziny przyznaje zarejestrowanym osobom na ich stronie internetowej kupon rabatowy. Co lepsze - rabat ten sumuje się z innymi rabatami, dlatego też możemy kupić trochę produktów po dużo niższej cenie. Ja oczywiście swój rabat urodzinowy wykorzystałam i przygarnęłam balsam do stóp z serii rozgrzewającej (już mi się kończy i nad tym ubolewam), hipoalergiczny olejek do ciała (polubiłam się z nim od pierwszego użycia) oraz różany peeling do ust (który już miałam i bardzo lubiłam). Mogłam sobie także wybrać dwie próbki więc przygarnęłam olejek hipoalergiczny do kąpieli oraz olejek drenujący.


Przez długi czas szukałam w Sephorze olejku w gąbce do pielęgnacji skórek i paznokci i nie mogłam go dostać. Postanowiłam więc go sobie odpuścić,ale kiedy udałam się po moją ulubioną myjkę do ciała (wiele ich przetestowałam i ta Sephorowa jest wg mnie najlepsza) i zobaczyłam ten olejek to dorzuciłam go do koszyczka. I nie żałuję :)


Woda termalna Uriage to mój must have, a że poprzednia butelka mi się skończyła to postanowiłam przygarnąć na promocji w SP taką dużą, 300 ml. Będę ją teraz miała pewnie przez długi długi czas. 

O zielonej kulce z Vichy z kolei czytałam tyle dobrego, że sama postanowiłam sprawdzić o co tyle hałasu i jak tylko zaczęłam jej używać to przepadłam. Już wiem, że po żaden inny antyperspirant nie sięgnę. Żaden z używanych przeze mnie dotąd nie chronił mnie tak dobrze jak ta kulka. Myślę, że to będzie związek na dłuższy czas... :)


Przez jakiś czas w Netto polowałam na delikatny kremowy żel do mycia twarzy Lovena, ale zawsze zastawałam puste półki. Do Netto mi nie po drodze więc zaglądam tam raz na kilka miesięcy. Akurat się tak zdarzyło, że byłam tam w sierpniu i kremiki stały na półce, w związku z czym przygarnęłam 2 sztuki.


W Netto w ręce wpadły mi także płatki kosmetyczne Tibelly i muszę powiedzieć, że przez czysty przypadek znalazłam idealnego zastępce dla moich ulubionych płatków Ebelin. Są tak samo dobre.


W Rossmannie byłam tylko raz i przygarnęłam zaledwie dwie rzeczy bo więcej mi do szczęścia nie było potrzebne. Mydło do rąk o zapachu kokosa i mango z Isany było na mojej liście zakupowej więc od raz je pochwyciłam podobnie jak ulubione chusteczki do higieny intymnej Facelle.


W Naturze i Hebe kupiłam tylko potrzebne mi rzeczy, które akurat mi się pokończyły. Żel ze świetlikiem lekarskim  do powiek i pod oczy z Flos-Leku kupuję ciągle jak tylko mi się skończy. Za każdym razem sięgam jednak po inną wersję i z każdej jestem tak samo zadowolona. Dobrze się u mnie spisuje rano, bo wieczorem sięgam po bardziej odżywcze kremy. Odtłuszczacz do paznokci z Sensique kupiłam po raz kolejny bo poprzednia buteleczka dobiła już dna. I mimo, że u mnie jakoś nie przedłuża trwałości lakieru na paznokciach to jakoś lubię go używać, sama nie wiem czemu ;) Wiem za to czemu bardzo lubię korektor lakieru do paznokci w pisaku z firmy Essence i kupuję go regularnie. Nie może go zabraknąć w moim domu podczas malowania paznokci.

Jedyną zachcianką na tym zdjęciu były gumki do włosów Invisi Bobble. Przez pewien czas były dosyć chwalone na blogach a u mnie niestety się nie sprawdziły. Wplątują się w moje włosy tak, że czasami nie mogę ich wyplątać :/


W sierpniu kupiłam także kilka rzeczy z kolorówki, a przede wszystkim oczywiście lakiery do paznokci. Te zamieszczone na zdjęciu pochodzą z firmy Colour Alike z serii holożelki, która od razu wpadła mi w oko. Przygarnęłam 4 egzemplarze a cała seria z tego co mi się wydaje liczy ich więcej.


Kolejne trzy lakiery do paznokci pochodzą z firmy China Glaze z kolekcji City Flourish. Od lewej: Peonies & Park Ave, What A Pansy oraz Thistle Do Nicely. Niestety lakiery te mnie rozczarowały bo na moich paznokciach już drugiego dnia są całe pozdzierane (mimo stosowania top coatów) i prócz filetu są dla mnie zbyt problemowe w aplikacji.


Co innego tyczy się lakieru do paznokci Zoya z serii PixieDust o nazwie Arlo. To pierwsza Zoyka w mojej kolekcji ale na pewno nie ostatnia. Miłość od pierwszego użycia <3


Dwa ostatnie lakiery, które kupiłam w sierpniu pochodzą z firmy Flormar. Mam kilka lakierów z tej firmy i bardzo je lubię, postanowiłam więc sięgnąć po ich nowości. Ta miętka po lewej pochodzi z serii żelowej i nosi nazwę Turqouise Green natomiast niebieski kolega po prawej pochodzi z serii Beauty Toys i nosi nazwę Mermaid. Ten drugi lakier został przeze mnie wypatrzony na blogu u Hexx.



Ostatnim zakupionym przeze mnie produktem w sierpniu był Chubby Stick z firmy Clinique w odcieniu Plumped Up Pink. Kupiłam go jeśli się nie mylę razem w komplecie z kosmetyczką za 25 PLN w sklepie The Cosmetics Company Store. Jeśli macie dostęp do tego sklepu to bardzo go Wam polecam i aktualnie mają promocję: -50% na zapachy, -50% Bobbi Brown, -40% pielęgnacja i -40% makijaż.

*****

Ufff... Dobrnęłam do końca. Mam nadzieję, że Wy także do niego dobrnęliście :) Wrześniowe zakupy na szczęście są o wiele wiele skromniejsze :)



sobota, 26 lipca 2014

Lipcowe nowości... czyli zakupowe podsumowanie miesiąca :)

Lipiec małymi (albo i wielkimi) krokami zbliża się ku końcowi, czas więc na podsumowanie moich małych grzeszków ;) Jak co miesiąc trochę się tego nazbierało, moja silna wola legła w gruzach.


Do tej pory wiecznie używałam jednorazowych maszynek do golenia. Długo zastanawiałam się nad przerzuceniem się z jednorazówek na normalną maszynkę i w końcu postanowiłam zamiar wcielić w czyn. Wahałam się między wersją damską i męską bo męskie ogólnie są lepsze, ale koniec końców kupiłam maszynkę Gillette Venus przeznaczoną dla kobiet. Maszynka + 4 wymienne wkłady kosztowały mnie w Rossmannie niecałe 42 PLN. 

Podczas zakupów w Realu, kiedy tak przechodziłam się między półkami na dziale kosmetycznym, w oko wpadł mi nawilżający peeling do rąk z ekstraktem z wanilii z firmy Eveline. Czytałam o nim sporo dobrych opinii dlatego też postanowiłam go wypróbować. Cena do wysokich nie należała bo peeling ten kosztuje ok. 8-9 PLN.


Chyba nikogo z Was nie zdziwią moje powyższe zakupy? Zdjęcia nowej serii produktów Ziai opanowały instagram i blogosferę, ja także nie mogłam w tym przypadku pozostać obojętna. Kupiłam 4 produkty z serii z liśćmi mauka: żel myjący normalizujący na dzień/na noc, tonik zwężający pory na dzień/na noc, pastę do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom oraz krem nawilżający balans korygująco-ściągający spf10. Nie pamiętam ile kosztował każdy z nich z osobna ale w biurze Ziai gdzie ceny są niższe niż w sklepach i gdzie dodatkowo mam rabat za wszystkie produkty zapłaciłam niecałe 28 PLN.


Biedronka, ach Biedronka... coraz bardziej lubię ten sklep :) Podobnie jak większość z Was skorzystałam z oferty kosmetycznej i kupiłam suche szampony do włosów Batiste w mojej ulubionej wersji zapachowej Tropical. Aż żałuję, że nie zrobiłam większego zapasu, szczególnie, że ich cena była bardzo przyjemna bo kosztowały chyba 11 PLN. Do koszyczka trafił też łagodzący płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu z BeBeauty. 400 ml butelka kosztowała 8 PLN a płynu były aż 3 rodzaje :) Aktualnie używam tego micela i szczerze nie widzę różnicy w działaniu pomiędzy wersją łagodzącą i zwykłą - no może ma dużo przyjemniejszy zapach.


W lipcu mąż odwiedził Stolicę - nie mogło więc się obyć bez prośby o zakupy :) Długo upragniony puder matujący Blot z MAC'a wreszcie wpadł w moje łapki. Miałam spory problem z doborem odcienia i tu z pomocą przyszła mi kochana Megdil, której raz jeszcze naprawdę bardzo dziękuję :* Używam tego produktu odkąd mąż mi go przywiózł, ale nie mogę znaleźć na niego dobrego sposobu aplikacji w związku z tym mam pytanie do posiadaczek tego pudru: czym go aplikujecie, żeby buzia jak najdłużej pozostawała matowa? Pędzlem czy może gąbeczką/puszkiem?


W lipcu przyszło moje kolejne zamówienie z BBW złożone w ramach wspólnego zamówienia ze Stanów. Tym razem w moje łapki wpadły dwa balsamy do ciała: White Tea And Ginger oraz Coconut. Kosztowały tylko 3$ + podatek, żal więc było nie kupić, szczególnie, że lubię latem używać tych balsamów. Ale nie samymi balsamami człowiek żyje - popatrzcie na panię hipopotamicę. Czyż nie jest słodka? :) Jak tylko zobaczyłam to etui na żele antybakteryjne to wiedziałam, że musi być moje. 


Do Yves Rocher pewnie bym w tym miesiącu nie wstąpiła, ale moja siostra miała imieniny i zażyczyła sobie jakiś prezent z tej firmy. Oczywiście prezent jej kupiłam, ale przy okazji... kupiłam też kilka rzeczy dla siebie. Mój ulubiony lawendowy balsam do stóp kosztował niecałe 10 PLN (gdzie normalnie kosztuje ponad 35) więc nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Połyskująca pomadka opanowała blogosferę, a że miałam 40% zniżkę na jeden kosmetyk kolorowy to pokusiłam się o kolor 32 Rose Cocktail. Uwielbiam ją już za sam zapach :) Ostatnią rzeczą na którą się skusiłam była kostka do kąpieli o zapachu wanilii, lubię tego typu 'gadżety'. W prezencie natomiast dostałam lakier do paznokci w wybranym przez siebie kolorze, kosmetyczkę (która nie została uwieczniona na zdjęciu) oraz chyba z 20 próbek.


Kiedy mąż jechał do Warszawy to prócz zakupów z Mac'a poprosiłam go o zakupy w Phenome. Niestety mąż pocałował wtedy klamkę bo pani gdzieś wyszła i zostawiła kartkę "zaraz wracam". To zaraz trwało jednak bardzo długo i po 15 minutach czekania mąż sobie poszedł. Z pomocą jednak znowu przyszła mi Megdil i kupiła mi krem nawilżająco-matujący Active Sebum-Control Gel. Cena tego kremu to 124 PLN a więc nie mało, ale jeśli chodzi o pielęgnację twarzy to wolę w tej kwestii nie oszczędzać.

Kilka dni po tym jak Magda kupiła mi krem w sklepie internetowym pojawiła się promocja na kosmetyki Phenome. Postanowiłam więc raz jeszcze wypróbować ich sklep internetowy i zamówiłam peeling enzymatyczny, który miałam okazję wcześniej przetestować dzięki uprzejmości Dagi :* Po zużyciu odlewki wiedziałam, że kupię pełnowymiarowy produkt, a że nadarzyła się okazja... :) Produkt ten kosztował mnie po obniżce 122 PLN a przesyłka była darmowa. Niestety z firmy kurierskiej obsługującej sklep nie jestem zbytnio zadowolona. Żadna to znana firma (zupełnie inna niż podana na ich stronie), kurier nawet nie zadzwonił a na dodatek jak zadzwoniłam do Phenome w celu zapytania się kiedy mogę spodziewać się przesyłki to usłyszałam, że przed chwilą kurier zabrał paczkę więc będzie jutro, a tymczasem kurier zjawił się u mnie kilka minut po moim telefonie do sklepu. Czegoś tu nie kumam.


Produkty z firmy Clinique chodziły mi po głowie już od dłuższego czasu, ale nie miałam ochoty płacić za nie pełnowymiarowej ceny. Przypadkowo będąc na zakupach w Gdańskim Fashion House rzuciła mi się w oczy kartka wywieszona w sklepie The Cosmetics Company Store, na której widniał napis "-40% na wszystkie produkty od ceny dystrybutora". Przede wszystkim bardzo chciałam wypróbować krem po oczy w bogatszej wersji all about eyes rich i kiedy zobaczyłam, że na półce zostało tylko jedno opakowanie to czym prędzej je pochwyciłam. Natomiast na podkład Even Better w kolorze Ivory miałam ochotę po zużyciu miniaturki a 40% promocja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że jak nie teraz to kiedy? Za kremik po rabacie zapłaciłam 101,40 PLN natomiast za podkład 89,40 PLN. 


17.07 w Gdańsku w Aptece Natura odbyły się dermokonsultacje firmy Sylveco. Postanowiłam więc się na nie wybrać i dowiedzieć co nieco więcej o produktach oraz obwąchać i przetestować wszystko co się da :) No i nie obyło się bez zakupów, ale kupiłam akurat wszystko to co planowałam kupić: łagodny żel do higieny intymnej (16,48 PLN), krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną (30,74 PLN), hibiskusowy tonik do twarzy (15,48 PLN), rokitnikową pomadkę ochronną (8,56 PLN), lipowy płyn micelarny (17,31 PLN) oraz tymiankowy żel do twarzy (16,48 PLN).


Na dermokonsultacjach bez względu na to, czy się coś kupiło czy nie - dostawało się pakiet próbek. Można też było poprosić o zrobienie odlewki bo Pani reprezentująca firmę Sylveco miała przy sobie małe plastikowe pojemniczki.


Ostatnimi rzeczami, na które się skusiłam były... lakiery do paznokci Essie. W Hebe któregoś dnia była 40% obniżka na cały asortyment tej firmy, a że na mojej liście wisiało kilka kolorów to przygarnęłam 5 buteleczek choć przyznam szczerze - miałam ochotę na więcej. Jakie kolory dołączyły do mojej lakierowej kolekcji? Od lewej: Ballet Slippers, Fiji, Too Too Hot, Lapiz Of Luxury oraz Mint Candy Apple. Każda buteleczka kosztowała 19 PLN/szt.

Jak być może kojarzycie Fiji już wcześniej miałam ale było mega rozwarstwione i aplikacja była dla mnie koszmarna. W przypadku tego egzemplarza aplikacja jest nieco lepsza, ale dochodzę do wniosku, że ten lakier chyba mnie nie lubi - 3 warstwy to u mnie minimum. No i jakoś nie czuję się zbyt dobrze w tym kolorze na paznokciach, choć u innych bardzo mi się podoba. Może przyjdzie kiedyś taki dzień, że docenię wreszcie jego fenomen ;)

To by było na tyle jeśli chodzi o moje lipcowe zakupy. Mam nadzieję, że udało Wam się wytrwać do końca :) A na koniec pochwalę się Wam, że udało mi się załapać do testów nowego masełka do ciała z linii Wild Argan Oil z TBS. Oczywiście poszło już w ruch :)


Wpadło Wam coś w oko z moich nowości? Może macie ochotę dowiedzieć się o którymś produkcie czegoś więcej? Dajcie znać :)


czwartek, 26 czerwca 2014

Czerwcowe nowości czyli... zakupowe podsumowanie miesiąca :)

Co za złośliwość losu... Najpierw jak chciałam opublikować posta to blogger fiksował, jak już zaczął działać to internet odmówił posłuszeństwa :/ No nic, mam nadzieję, że teraz się to wreszcie uda.

Czerwiec zbliża się ku końcowi a ponieważ wiem, że w tym miesiącu nic do mojego 'koszyczka' już nie wpadnie - postanowiłam zaprosić Was dzisiaj na zakupowe podsumowanie czerwca. Nadmienię tylko, że miesiąc ten jest miesiącem moich urodzin, toteż czuję się całkowicie rozgrzeszona (przez samą siebie rzecz jasna) z nadmiernej ilości kosmetyków, które mi przybyły ;)

Zacznę najpierw od produktów, które mi się pokończyły i które były mi naprawdę potrzebne. 


Dezodoranty Garniera to produkty, po które sięgam regularnie od długiego już czasu. Czy to zimą czy latem spisują się u mnie doskonale, więc jak tylko się kończą to biegnę do drogerii kupić nowe opakowania. Te większe wersje dorwałam na promocji za 10,99 PLN/szt. chyba w Rossmannie.

W Rossmannie przygarnęłam także żel do usuwania skórek z firmy Cztery Pory Roku, o którym czytałam sporo dobrych opinii. Miał mi zastąpić mój ulubiony żel z peelingiem z p2, ale produkt z p2 jest jednak niezastąpiony. Dam mu jeszcze szansę, bo kto wie, może jednak się polubimy ;) Kosztował niewiele bo coś koło 10 PLN.

Kolejnym produktem, który musiałam kupić (bo poprzedni osiągnął denko) był rewitalizujący krem uelastyczniający pod oczy z Tołpy. Tyle dobrego się o nim naczytałam u mojej Anetki, że wiedziałam, że prędzej czy później go kupię. Trafiłam przypadkowo na promocję i zapłaciłam za niego coś koło 28 PLN.

Płyn micelarny 3w1 z Garniera już miałam i muszę powiedzieć, że sprawdził się u mnie bardzo dobrze, choć numerem 1 wśród miceli nadal jest u mnie Bioderma, którą kupuję zazwyczaj przez internet. Bioderma jednak mi się skończyła, a że potrzebowałam micela natychmiast to sięgnęłam po Garniera raz jeszcze. A cena 11,99 PLN była bardzo zachęcająca.

Ostatnią rzeczą, którą wrzuciłam do koszyka bo skończyła mi się już jakiś czas temu to oczyszczające paski na nos Beauty Formulas. To moje ulubione produkty, jeśli chodzi o oczyszczanie nosa, a ich cena również należy do tych przyjemnych - kosztowały mnie chyba 7,99 PLN.

Kolejne produkty to paczka w ramach wspólnego zamówienia z USA.


Zacznę od produktów, które zamówiłam w sklepie Bath&Body Works.


Kiedy zobaczyłam, że duże świeczki z 3 knotami są w promocji i ich cena wynosi 11$/szt to długo się nie zastanawiałam i przygarnęłam aż 4 sztuki: Island Margarita, Watermelon Lemonade, Coconut Leaves i Carribean Escape. Każda ze świeczek pachnie pięknie - został od razu przetestowane - i powiem szczerze, że mam ochotę na więcej. Poza tym świadomość, że za dwie świeczki w USA zapłaciłam tyle co za jedną w Polsce... fantastyczna sprawa :)


W tym czasie, w którym Ania składała zamówienie, była jednodniowa promocja na moje ulubione potrójnie nawilżające kremy do ciała - kosztowały tylko po 5$/szt. czyli można powiedzieć, że 3 kremy kupiłam w cenie 1 u nas. Zdecydowałam się na zapachy: Velvet Sugar, Maui Hibiscus Beach oraz Black Raspberry Vanilla.


Ostatnimi produktami z BBW, na które się skusiłam były żele antybakteryjne do rąk, bez których nie wyobrażam sobie mojej torebki. Cały secik czyli 5 szt. kosztował tylko 5$. Od lewej: Honolulu Sun, Tuscan Melon, Coconut Cabana, Maui Sunset oraz Mango Hibiscus.


W ramach wspólnego zamówienia zdecydowałam się także poczynić małe zakupy w Walmarcie i sięgnęłam po produkt, który chciałam przetestować od bardzo długiego czasu, a mianowicie po filtr spf30 z Neutrogeny (8$) oraz z Yankee Candle przygarnęłam dwa woski do kominków: Coconut & Vanilla Bean oraz Cinnamon Vanilla (były po całe 0,99$). 

Na paczkę czekałam ok. 1,5 miesiąca bo zakupy te były robione pod koniec kwietnia - wtedy też za nie zapłaciłam więc do czerwcowych wydatków tych zakupów nie zaliczam, ale naprawdę było warto. Już nie mogę się doczekać kolejnych, bo za każdym razem coś tam mi wpadło do koszyka :)


Kosmetyki z Soap&Glory udało mi się kupić dzięki uprzejmości Marti, której raz jeszcze bardzo bardzo dziękuję :* 'Stęskniłam się' za kremem do rąk Hand Food, który kiedyś miałam i z którym bardzo się polubiłam więc postanowiłam sięgnąć po niego i w wersji tubkowej i tej z pompką, która weszła do sprzedaży chyba całkiem niedawno. Oprócz tego, ponieważ nadarzyła się promocja w Boots'ie 3 za 2, zdecydowałam się na żel do mycia rąk Wash Hands Of It. No i oczywiście nie mogłam nie przygarnąć balsamu do ust o zapachu wiśniowo-czekoladowym, o którym bardzo pozytywnie wypowiadały się dwie Asie: Hexx i Kosmetyczny Przekładaniec. Za całe zakupy zapłaciłam 23,98€ czyli 99 PLN.


Ten zakup planowany nie był, ale jak tylko powąchałam malinowe masełko do ciała z TBS to przepadłam. Ten zapach jest tak cudowny, że nie mogę od niego oderwać nosa ani ja ani mój 4 letni synek (który od razu się tym masłem cały wysmarował :D). Cała seria malinowa jest teraz na wyprzedaży, więc postanowiłam dokupić jeszcze scrub do ciała i żel pod prysznic, żeby mieć całą serię. Masło - 39 PLN, scrub tyle samo natomiast żel 17,50 PLN.


Długi czas poszukiwałam u siebie apteki, która miałaby pełen asortyment firmy Sylveco i już miałam zamawiać kilka rzeczy przez internet kiedy wreszcie na taką aptekę trafiłam. Kupiłam więc odżywczą pomadkę z peelingiem, o której dużo dobrego naczytałam się na blogu Magdy oraz lekki krem nagietkowy. Pomadka kosztowała 8,50 PLN natomiast krem do twarzy 27 PLN. 


Ostatnimi produktami, które wpadły w moje ręce w ramach prezentu urodzinowego były lakiery do paznokci Chanel: 619 Pink Tonic oraz 505 Particuliere. Ten pierwszy prezentowałam Wam ostatnio na blogu tutaj, natomiast drugi pokażę Wam niebawem bo miałam go już na paznokciach dwukrotnie. Uwielbiam jeden i drugi i z chęcią przygarnę jeszcze jakieś buteleczki <3

To by było wszystko jeśli chodzi o moje czerwcowe zakupy i prezenty. Nie licząc zamówienia z USA, które było opłacone wcześniej i prezentu, to wydaje mi się, że aż tak bardzo nie nagrzeszyłam. 

Mam nadzieję, że udało Wam się dobrnąć do końca i nie zasnęliście przy tym :)


środa, 4 czerwca 2014

Majowe nowości :)

Zanim przejdę do tematu posta, chciałabym Wam bardzo podziękować za to, że mimo iż ostatnio niewiele jest mnie w blogosferze to Wy komentujecie moje posty i Was przybywa, jest mi naprawdę niezmiernie miło :) Nie wiem co prawda ile potrwa jeszcze moje nieobecność bo ostatnio na wszystko brakuje mi czasu, ale mam cichą nadzieję, że mimo wszystko dalej będziecie ze mną.

A teraz przejdę do tematu dzisiejszej notki czyli do podsumowania majowych nowości, które zasiliły moje kosmetyczne zbiory ;)


Na pierwszy ogień pójdą lakiery do paznokci, które kupiłam podczas 40% zniżek w Hebe, gdzie codziennie inna marka makijażowa była na promocji. Mając już jeden lakier do paznokci firmy Astor z serii Perfect Stay zdecydowałam się dokupić dwa kolejne kolory: 303/250 Rojo Passion oraz 202 Pink With Envy. Czerwień aktualnie noszę na paznokciach i jestem z tego lakieru bardzo zadowolona: i z koloru i z aplikacji i z trwałości :) Zapłaciłam za nie coś koło 9-10 PLN.


Kolejnymi lakierami kupionymi na 40% promocji w Hebe są lakiery Rimmel 60 Seconds z serii Rity Ory. I niestety są to lakiery, których zakupów ogólnie rzecz biorąc żałuję, choć całe szczęście że kosztowały 5 PLN/szt. Są strasznie gęste, ciężko rozprowadzają się na paznokciach i u mnie tego samego dnia odpryskują. Od lewej: 323 Don't Be Shy, 403 Oragasm i 853 Pillow Talk. Recenzję lakieru pomarańczowego możecie przeczytać TUTAJ


I ostatnie szaleństwa podczas 40% rabatów w Hebe to produkty z firmy L'Oreal. Przygarnęłam dwa lakiery do paznokci z serii Color Riche: 827 Acid Watermelon oraz 211 Opulent Pink. Ten pierwszy miałam na paznokciach ale od razu zmyłam - dwie warstwy potwornie smużyły. Dam mu jeszcze jedną szansę ale jakoś nie wróżę nam dobrej relacji. Oprócz lakierów kupiłam także tusz do rzęs o którym ostatnio bardzo głośno jest w blogosferze czy Volume Million Lashes So Couture. 


Jakoś na początku maja w Drogerii Natura także była promocja na całą kolorówkę. Początkowo miałam niczego nie kupować, ale ostatecznie w ostatnim dniu promocji do mojego koszyka trafiły: puder All Matt Plus Shine Control w kolorze 020 Nude Beige oraz lakier do paznokci 175 Be Berry Now! z firmy Essence.


Produktem, na który miałam ogromną ochotę odkąd go tylko zobaczyłam był lakier do paznokci Dior Vernis w kolorze 661 Bonheur. Tak mi chodził po głowie, że jak tylko wybieraliśmy się z mężem na zakupy do centrum handlowego gdzie jest Sephora to wiedziałam, że po niego zajdę. I zaszłam :) Jest to majowy zakup kosmetyczny, z którego jestem najbardziej zadowolona i nie żałuję ani jednej wydanej na niego złotówki. Pokazywałam go już na blogu TUTAJ.


W maju skończył mi się krem pod oczy oraz krem do twarzy na noc w związku z czym musiałam uzupełnić kosmetyczne braki. Jak zwykle skusiłam się na żel ze świetlikiem lekarskim i rumiankiem do powiek i pod oczy z firmy Flos-Lek, którego używam zawsze rano oraz na zachwalany bardzo lekki krem głęboko nawilżający do twarzy Vita Sensilium z Pharmaceris A. Co prawda jest to krem przeznaczony na dzień, ale ja używam go na noc i jestem z niego zadowolona :) 

Olejek ze złotymi drobinkami do twarzy, włosów i ciała z firmy Nuxe chodził mi po głowie już od zeszłego roku, ale jak przychodziło co do czego to ciągle zapominałam o jego zakupie. W końcu w maju będąc w jednej z aptek zauważyłam, że mają spory wybór kosmetyków Nuxe i zdecydowałam się na zakup olejku, który wówczas był tańszy o 20% więc zapłaciłam za niego niecałe 80 PLN. Teraz czekam tylko na lato i na słoneczko.

Lakier do paznokci Misslyn z serii Denim Look o nr 09 wypatrzyłam na blogu u Marty, znanej jako Sauria80. Bardzo mi się spodobał i podczas wizyty w Hebe pochwyciłam ostatnią sztukę. Miałam go już na paznokciach i lakier bardzo przypadł mi do gustu.


Spray do ciała z aloesem z rossmannowskiej firmy Sun Ozon polecała w zeszłym roku Beauty_Station i już wtedy na niego polowałam, ale wiecznie zastawałam puste półki. Dlatego też, kiedy w tym roku go wypatrzyłam i to jeszcze w promocji, za ok. 7 PLN to od razu wrzuciłam go do koszyczka. 

Zmywacz do paznokci bez acetonu z limitowanej edycji Isana kupiłam z czystej ciekawości, ponieważ bardzo lubię zwykłą zieloną wersję z acetonem. Jestem ciekawa jak się spisze, szczególnie podczas zmywania ciemnych kolorów.

Ostatnim rossmannowym zakupem, ale nie najgorszym ;) był wygładzający peeling do stóp z firmy Evree, na który skusiłam się po przeczytaniu recenzji na jego temat u Cosmetics Freak. Mój dotychczasowy peeling do stóp sięgnął dna więc trzeba było uzupełnić zapasy, a cena ok. 7 PLN na promocji za tego typu produkt była bardzo zachęcająca.


Od bardzo długiego czasu zmagam się z mocnym wypadaniem włosów. Łykam różne suplementy, stosuję różną pielęgnację ale nic zbytnio mi nie pomaga. Tak wiele dobrego naczytałam się o skoncentrowanym szamponie do włosów osłabionych z Pharmaceris H, że postanowiłam go wypróbować. Może choć on sprawi, że włosów będzie mi wypadało choć trochę mniej.

Płyny do kąpieli z Luksji to obowiązkowy kosmetyk w mojej łazience, dlatego też kiedy tylko się kończy to ja kupuję nowe opakowanie. Tym razem zdecydowałam się na wersję Sweet Macaroons, której jeszcze nie miałam.


Moja dobra duszyczka Tonia, która wiedziała, że miałam ochotę na wypróbowanie cukrowych peelingów do ciała z Fresh&Natural, poinformowała mnie, że w sklepie internetowym jest na nie jednodniowa 50% promocja. Długo się nie zastanawiałam i zamówiłam dwa peelingi: malinowy oraz korzenny, ale przez pomyłkę zamiast korzennego otrzymałam mokkę. W ramach przeprosin za pomyłkę firma gratisowo przysłała mi malinowy balsam do ust ;) I co jeszcze lepsze - na stronie internetowej widniał napis, że peelingi te są ważne tylko do lipca 2014 a otrzymałam ważne do 05/2015, co cieszy mnie jeszcze bardziej.


O produktach firmy Organique na blogach można przeczytać tak wiele dobrego, że przechodząc obok sklepu zdecydowałam się na kolejną wizytę. I tym razem do koszyczka wpadły mi: peeling cukrowy liczi&kozie mleko (pachnie obłędnie), biała glinka oraz pianka do mycia ciała o zapachu Africa. Powiem Wam szczerze, że ilekroć jestem w tym sklepie to mam ochotę na przygarnięcie tylu produktów, że muszę się mocno powstrzymywać i ćwiczyć swoją siłę woli, żeby nie zostawić tam majątku.


Moim ostatnim kosmetycznym zakupem jest olejek do ciała dla kobiet w ciąży (nie nie - w ciąży nie jestem) z Babydream. Mój olejek z Alverde dobił dna, a o tym z Babydream naczytałam się sporo dobrego więc postanowiłam go przetestować. Mam jednak wrażenie, że w działaniu jest trochę słabszy niż często porównywana z nim oliwka z Hipp. 

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje kosmetyczne zakupy. Jak na mnie to wydaje mi się, że nie ma tego wcale tak dużo. Ale zanim się z Wami pożegnam to chciałam Wam pokazać jeden z moich niekosmetycznych zakupów, który naprawdę bardzo mnie cieszy. Od dawna o nim marzyłam i w końcu udało mi się to marzenie zrealizować, a mowa o... czytniku e-booków Kindle 5 Wifi.


Mam nadzieję, że uda mi się częściej bywać w blogosferze bo mam sporo zaległości do narobienia - i nie chodzi mi tylko o mojego bloga ale przede wszystkim o nadrobieniu zaległości na Waszych blogach :) Jestem bardzo ciekawa co Wam przybyło w minionym miesiącu a także jak prezentowały się Wasze denka.

Czy coś z moich zakupów wpadło Wam w oko?


LinkinWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...