Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 lipca 2014

Lipcowe nowości... czyli zakupowe podsumowanie miesiąca :)

Lipiec małymi (albo i wielkimi) krokami zbliża się ku końcowi, czas więc na podsumowanie moich małych grzeszków ;) Jak co miesiąc trochę się tego nazbierało, moja silna wola legła w gruzach.


Do tej pory wiecznie używałam jednorazowych maszynek do golenia. Długo zastanawiałam się nad przerzuceniem się z jednorazówek na normalną maszynkę i w końcu postanowiłam zamiar wcielić w czyn. Wahałam się między wersją damską i męską bo męskie ogólnie są lepsze, ale koniec końców kupiłam maszynkę Gillette Venus przeznaczoną dla kobiet. Maszynka + 4 wymienne wkłady kosztowały mnie w Rossmannie niecałe 42 PLN. 

Podczas zakupów w Realu, kiedy tak przechodziłam się między półkami na dziale kosmetycznym, w oko wpadł mi nawilżający peeling do rąk z ekstraktem z wanilii z firmy Eveline. Czytałam o nim sporo dobrych opinii dlatego też postanowiłam go wypróbować. Cena do wysokich nie należała bo peeling ten kosztuje ok. 8-9 PLN.


Chyba nikogo z Was nie zdziwią moje powyższe zakupy? Zdjęcia nowej serii produktów Ziai opanowały instagram i blogosferę, ja także nie mogłam w tym przypadku pozostać obojętna. Kupiłam 4 produkty z serii z liśćmi mauka: żel myjący normalizujący na dzień/na noc, tonik zwężający pory na dzień/na noc, pastę do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom oraz krem nawilżający balans korygująco-ściągający spf10. Nie pamiętam ile kosztował każdy z nich z osobna ale w biurze Ziai gdzie ceny są niższe niż w sklepach i gdzie dodatkowo mam rabat za wszystkie produkty zapłaciłam niecałe 28 PLN.


Biedronka, ach Biedronka... coraz bardziej lubię ten sklep :) Podobnie jak większość z Was skorzystałam z oferty kosmetycznej i kupiłam suche szampony do włosów Batiste w mojej ulubionej wersji zapachowej Tropical. Aż żałuję, że nie zrobiłam większego zapasu, szczególnie, że ich cena była bardzo przyjemna bo kosztowały chyba 11 PLN. Do koszyczka trafił też łagodzący płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu z BeBeauty. 400 ml butelka kosztowała 8 PLN a płynu były aż 3 rodzaje :) Aktualnie używam tego micela i szczerze nie widzę różnicy w działaniu pomiędzy wersją łagodzącą i zwykłą - no może ma dużo przyjemniejszy zapach.


W lipcu mąż odwiedził Stolicę - nie mogło więc się obyć bez prośby o zakupy :) Długo upragniony puder matujący Blot z MAC'a wreszcie wpadł w moje łapki. Miałam spory problem z doborem odcienia i tu z pomocą przyszła mi kochana Megdil, której raz jeszcze naprawdę bardzo dziękuję :* Używam tego produktu odkąd mąż mi go przywiózł, ale nie mogę znaleźć na niego dobrego sposobu aplikacji w związku z tym mam pytanie do posiadaczek tego pudru: czym go aplikujecie, żeby buzia jak najdłużej pozostawała matowa? Pędzlem czy może gąbeczką/puszkiem?


W lipcu przyszło moje kolejne zamówienie z BBW złożone w ramach wspólnego zamówienia ze Stanów. Tym razem w moje łapki wpadły dwa balsamy do ciała: White Tea And Ginger oraz Coconut. Kosztowały tylko 3$ + podatek, żal więc było nie kupić, szczególnie, że lubię latem używać tych balsamów. Ale nie samymi balsamami człowiek żyje - popatrzcie na panię hipopotamicę. Czyż nie jest słodka? :) Jak tylko zobaczyłam to etui na żele antybakteryjne to wiedziałam, że musi być moje. 


Do Yves Rocher pewnie bym w tym miesiącu nie wstąpiła, ale moja siostra miała imieniny i zażyczyła sobie jakiś prezent z tej firmy. Oczywiście prezent jej kupiłam, ale przy okazji... kupiłam też kilka rzeczy dla siebie. Mój ulubiony lawendowy balsam do stóp kosztował niecałe 10 PLN (gdzie normalnie kosztuje ponad 35) więc nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Połyskująca pomadka opanowała blogosferę, a że miałam 40% zniżkę na jeden kosmetyk kolorowy to pokusiłam się o kolor 32 Rose Cocktail. Uwielbiam ją już za sam zapach :) Ostatnią rzeczą na którą się skusiłam była kostka do kąpieli o zapachu wanilii, lubię tego typu 'gadżety'. W prezencie natomiast dostałam lakier do paznokci w wybranym przez siebie kolorze, kosmetyczkę (która nie została uwieczniona na zdjęciu) oraz chyba z 20 próbek.


Kiedy mąż jechał do Warszawy to prócz zakupów z Mac'a poprosiłam go o zakupy w Phenome. Niestety mąż pocałował wtedy klamkę bo pani gdzieś wyszła i zostawiła kartkę "zaraz wracam". To zaraz trwało jednak bardzo długo i po 15 minutach czekania mąż sobie poszedł. Z pomocą jednak znowu przyszła mi Megdil i kupiła mi krem nawilżająco-matujący Active Sebum-Control Gel. Cena tego kremu to 124 PLN a więc nie mało, ale jeśli chodzi o pielęgnację twarzy to wolę w tej kwestii nie oszczędzać.

Kilka dni po tym jak Magda kupiła mi krem w sklepie internetowym pojawiła się promocja na kosmetyki Phenome. Postanowiłam więc raz jeszcze wypróbować ich sklep internetowy i zamówiłam peeling enzymatyczny, który miałam okazję wcześniej przetestować dzięki uprzejmości Dagi :* Po zużyciu odlewki wiedziałam, że kupię pełnowymiarowy produkt, a że nadarzyła się okazja... :) Produkt ten kosztował mnie po obniżce 122 PLN a przesyłka była darmowa. Niestety z firmy kurierskiej obsługującej sklep nie jestem zbytnio zadowolona. Żadna to znana firma (zupełnie inna niż podana na ich stronie), kurier nawet nie zadzwonił a na dodatek jak zadzwoniłam do Phenome w celu zapytania się kiedy mogę spodziewać się przesyłki to usłyszałam, że przed chwilą kurier zabrał paczkę więc będzie jutro, a tymczasem kurier zjawił się u mnie kilka minut po moim telefonie do sklepu. Czegoś tu nie kumam.


Produkty z firmy Clinique chodziły mi po głowie już od dłuższego czasu, ale nie miałam ochoty płacić za nie pełnowymiarowej ceny. Przypadkowo będąc na zakupach w Gdańskim Fashion House rzuciła mi się w oczy kartka wywieszona w sklepie The Cosmetics Company Store, na której widniał napis "-40% na wszystkie produkty od ceny dystrybutora". Przede wszystkim bardzo chciałam wypróbować krem po oczy w bogatszej wersji all about eyes rich i kiedy zobaczyłam, że na półce zostało tylko jedno opakowanie to czym prędzej je pochwyciłam. Natomiast na podkład Even Better w kolorze Ivory miałam ochotę po zużyciu miniaturki a 40% promocja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że jak nie teraz to kiedy? Za kremik po rabacie zapłaciłam 101,40 PLN natomiast za podkład 89,40 PLN. 


17.07 w Gdańsku w Aptece Natura odbyły się dermokonsultacje firmy Sylveco. Postanowiłam więc się na nie wybrać i dowiedzieć co nieco więcej o produktach oraz obwąchać i przetestować wszystko co się da :) No i nie obyło się bez zakupów, ale kupiłam akurat wszystko to co planowałam kupić: łagodny żel do higieny intymnej (16,48 PLN), krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną (30,74 PLN), hibiskusowy tonik do twarzy (15,48 PLN), rokitnikową pomadkę ochronną (8,56 PLN), lipowy płyn micelarny (17,31 PLN) oraz tymiankowy żel do twarzy (16,48 PLN).


Na dermokonsultacjach bez względu na to, czy się coś kupiło czy nie - dostawało się pakiet próbek. Można też było poprosić o zrobienie odlewki bo Pani reprezentująca firmę Sylveco miała przy sobie małe plastikowe pojemniczki.


Ostatnimi rzeczami, na które się skusiłam były... lakiery do paznokci Essie. W Hebe któregoś dnia była 40% obniżka na cały asortyment tej firmy, a że na mojej liście wisiało kilka kolorów to przygarnęłam 5 buteleczek choć przyznam szczerze - miałam ochotę na więcej. Jakie kolory dołączyły do mojej lakierowej kolekcji? Od lewej: Ballet Slippers, Fiji, Too Too Hot, Lapiz Of Luxury oraz Mint Candy Apple. Każda buteleczka kosztowała 19 PLN/szt.

Jak być może kojarzycie Fiji już wcześniej miałam ale było mega rozwarstwione i aplikacja była dla mnie koszmarna. W przypadku tego egzemplarza aplikacja jest nieco lepsza, ale dochodzę do wniosku, że ten lakier chyba mnie nie lubi - 3 warstwy to u mnie minimum. No i jakoś nie czuję się zbyt dobrze w tym kolorze na paznokciach, choć u innych bardzo mi się podoba. Może przyjdzie kiedyś taki dzień, że docenię wreszcie jego fenomen ;)

To by było na tyle jeśli chodzi o moje lipcowe zakupy. Mam nadzieję, że udało Wam się wytrwać do końca :) A na koniec pochwalę się Wam, że udało mi się załapać do testów nowego masełka do ciała z linii Wild Argan Oil z TBS. Oczywiście poszło już w ruch :)


Wpadło Wam coś w oko z moich nowości? Może macie ochotę dowiedzieć się o którymś produkcie czegoś więcej? Dajcie znać :)


czwartek, 26 czerwca 2014

Czerwcowe nowości czyli... zakupowe podsumowanie miesiąca :)

Co za złośliwość losu... Najpierw jak chciałam opublikować posta to blogger fiksował, jak już zaczął działać to internet odmówił posłuszeństwa :/ No nic, mam nadzieję, że teraz się to wreszcie uda.

Czerwiec zbliża się ku końcowi a ponieważ wiem, że w tym miesiącu nic do mojego 'koszyczka' już nie wpadnie - postanowiłam zaprosić Was dzisiaj na zakupowe podsumowanie czerwca. Nadmienię tylko, że miesiąc ten jest miesiącem moich urodzin, toteż czuję się całkowicie rozgrzeszona (przez samą siebie rzecz jasna) z nadmiernej ilości kosmetyków, które mi przybyły ;)

Zacznę najpierw od produktów, które mi się pokończyły i które były mi naprawdę potrzebne. 


Dezodoranty Garniera to produkty, po które sięgam regularnie od długiego już czasu. Czy to zimą czy latem spisują się u mnie doskonale, więc jak tylko się kończą to biegnę do drogerii kupić nowe opakowania. Te większe wersje dorwałam na promocji za 10,99 PLN/szt. chyba w Rossmannie.

W Rossmannie przygarnęłam także żel do usuwania skórek z firmy Cztery Pory Roku, o którym czytałam sporo dobrych opinii. Miał mi zastąpić mój ulubiony żel z peelingiem z p2, ale produkt z p2 jest jednak niezastąpiony. Dam mu jeszcze szansę, bo kto wie, może jednak się polubimy ;) Kosztował niewiele bo coś koło 10 PLN.

Kolejnym produktem, który musiałam kupić (bo poprzedni osiągnął denko) był rewitalizujący krem uelastyczniający pod oczy z Tołpy. Tyle dobrego się o nim naczytałam u mojej Anetki, że wiedziałam, że prędzej czy później go kupię. Trafiłam przypadkowo na promocję i zapłaciłam za niego coś koło 28 PLN.

Płyn micelarny 3w1 z Garniera już miałam i muszę powiedzieć, że sprawdził się u mnie bardzo dobrze, choć numerem 1 wśród miceli nadal jest u mnie Bioderma, którą kupuję zazwyczaj przez internet. Bioderma jednak mi się skończyła, a że potrzebowałam micela natychmiast to sięgnęłam po Garniera raz jeszcze. A cena 11,99 PLN była bardzo zachęcająca.

Ostatnią rzeczą, którą wrzuciłam do koszyka bo skończyła mi się już jakiś czas temu to oczyszczające paski na nos Beauty Formulas. To moje ulubione produkty, jeśli chodzi o oczyszczanie nosa, a ich cena również należy do tych przyjemnych - kosztowały mnie chyba 7,99 PLN.

Kolejne produkty to paczka w ramach wspólnego zamówienia z USA.


Zacznę od produktów, które zamówiłam w sklepie Bath&Body Works.


Kiedy zobaczyłam, że duże świeczki z 3 knotami są w promocji i ich cena wynosi 11$/szt to długo się nie zastanawiałam i przygarnęłam aż 4 sztuki: Island Margarita, Watermelon Lemonade, Coconut Leaves i Carribean Escape. Każda ze świeczek pachnie pięknie - został od razu przetestowane - i powiem szczerze, że mam ochotę na więcej. Poza tym świadomość, że za dwie świeczki w USA zapłaciłam tyle co za jedną w Polsce... fantastyczna sprawa :)


W tym czasie, w którym Ania składała zamówienie, była jednodniowa promocja na moje ulubione potrójnie nawilżające kremy do ciała - kosztowały tylko po 5$/szt. czyli można powiedzieć, że 3 kremy kupiłam w cenie 1 u nas. Zdecydowałam się na zapachy: Velvet Sugar, Maui Hibiscus Beach oraz Black Raspberry Vanilla.


Ostatnimi produktami z BBW, na które się skusiłam były żele antybakteryjne do rąk, bez których nie wyobrażam sobie mojej torebki. Cały secik czyli 5 szt. kosztował tylko 5$. Od lewej: Honolulu Sun, Tuscan Melon, Coconut Cabana, Maui Sunset oraz Mango Hibiscus.


W ramach wspólnego zamówienia zdecydowałam się także poczynić małe zakupy w Walmarcie i sięgnęłam po produkt, który chciałam przetestować od bardzo długiego czasu, a mianowicie po filtr spf30 z Neutrogeny (8$) oraz z Yankee Candle przygarnęłam dwa woski do kominków: Coconut & Vanilla Bean oraz Cinnamon Vanilla (były po całe 0,99$). 

Na paczkę czekałam ok. 1,5 miesiąca bo zakupy te były robione pod koniec kwietnia - wtedy też za nie zapłaciłam więc do czerwcowych wydatków tych zakupów nie zaliczam, ale naprawdę było warto. Już nie mogę się doczekać kolejnych, bo za każdym razem coś tam mi wpadło do koszyka :)


Kosmetyki z Soap&Glory udało mi się kupić dzięki uprzejmości Marti, której raz jeszcze bardzo bardzo dziękuję :* 'Stęskniłam się' za kremem do rąk Hand Food, który kiedyś miałam i z którym bardzo się polubiłam więc postanowiłam sięgnąć po niego i w wersji tubkowej i tej z pompką, która weszła do sprzedaży chyba całkiem niedawno. Oprócz tego, ponieważ nadarzyła się promocja w Boots'ie 3 za 2, zdecydowałam się na żel do mycia rąk Wash Hands Of It. No i oczywiście nie mogłam nie przygarnąć balsamu do ust o zapachu wiśniowo-czekoladowym, o którym bardzo pozytywnie wypowiadały się dwie Asie: Hexx i Kosmetyczny Przekładaniec. Za całe zakupy zapłaciłam 23,98€ czyli 99 PLN.


Ten zakup planowany nie był, ale jak tylko powąchałam malinowe masełko do ciała z TBS to przepadłam. Ten zapach jest tak cudowny, że nie mogę od niego oderwać nosa ani ja ani mój 4 letni synek (który od razu się tym masłem cały wysmarował :D). Cała seria malinowa jest teraz na wyprzedaży, więc postanowiłam dokupić jeszcze scrub do ciała i żel pod prysznic, żeby mieć całą serię. Masło - 39 PLN, scrub tyle samo natomiast żel 17,50 PLN.


Długi czas poszukiwałam u siebie apteki, która miałaby pełen asortyment firmy Sylveco i już miałam zamawiać kilka rzeczy przez internet kiedy wreszcie na taką aptekę trafiłam. Kupiłam więc odżywczą pomadkę z peelingiem, o której dużo dobrego naczytałam się na blogu Magdy oraz lekki krem nagietkowy. Pomadka kosztowała 8,50 PLN natomiast krem do twarzy 27 PLN. 


Ostatnimi produktami, które wpadły w moje ręce w ramach prezentu urodzinowego były lakiery do paznokci Chanel: 619 Pink Tonic oraz 505 Particuliere. Ten pierwszy prezentowałam Wam ostatnio na blogu tutaj, natomiast drugi pokażę Wam niebawem bo miałam go już na paznokciach dwukrotnie. Uwielbiam jeden i drugi i z chęcią przygarnę jeszcze jakieś buteleczki <3

To by było wszystko jeśli chodzi o moje czerwcowe zakupy i prezenty. Nie licząc zamówienia z USA, które było opłacone wcześniej i prezentu, to wydaje mi się, że aż tak bardzo nie nagrzeszyłam. 

Mam nadzieję, że udało Wam się dobrnąć do końca i nie zasnęliście przy tym :)


środa, 4 czerwca 2014

Majowe nowości :)

Zanim przejdę do tematu posta, chciałabym Wam bardzo podziękować za to, że mimo iż ostatnio niewiele jest mnie w blogosferze to Wy komentujecie moje posty i Was przybywa, jest mi naprawdę niezmiernie miło :) Nie wiem co prawda ile potrwa jeszcze moje nieobecność bo ostatnio na wszystko brakuje mi czasu, ale mam cichą nadzieję, że mimo wszystko dalej będziecie ze mną.

A teraz przejdę do tematu dzisiejszej notki czyli do podsumowania majowych nowości, które zasiliły moje kosmetyczne zbiory ;)


Na pierwszy ogień pójdą lakiery do paznokci, które kupiłam podczas 40% zniżek w Hebe, gdzie codziennie inna marka makijażowa była na promocji. Mając już jeden lakier do paznokci firmy Astor z serii Perfect Stay zdecydowałam się dokupić dwa kolejne kolory: 303/250 Rojo Passion oraz 202 Pink With Envy. Czerwień aktualnie noszę na paznokciach i jestem z tego lakieru bardzo zadowolona: i z koloru i z aplikacji i z trwałości :) Zapłaciłam za nie coś koło 9-10 PLN.


Kolejnymi lakierami kupionymi na 40% promocji w Hebe są lakiery Rimmel 60 Seconds z serii Rity Ory. I niestety są to lakiery, których zakupów ogólnie rzecz biorąc żałuję, choć całe szczęście że kosztowały 5 PLN/szt. Są strasznie gęste, ciężko rozprowadzają się na paznokciach i u mnie tego samego dnia odpryskują. Od lewej: 323 Don't Be Shy, 403 Oragasm i 853 Pillow Talk. Recenzję lakieru pomarańczowego możecie przeczytać TUTAJ


I ostatnie szaleństwa podczas 40% rabatów w Hebe to produkty z firmy L'Oreal. Przygarnęłam dwa lakiery do paznokci z serii Color Riche: 827 Acid Watermelon oraz 211 Opulent Pink. Ten pierwszy miałam na paznokciach ale od razu zmyłam - dwie warstwy potwornie smużyły. Dam mu jeszcze jedną szansę ale jakoś nie wróżę nam dobrej relacji. Oprócz lakierów kupiłam także tusz do rzęs o którym ostatnio bardzo głośno jest w blogosferze czy Volume Million Lashes So Couture. 


Jakoś na początku maja w Drogerii Natura także była promocja na całą kolorówkę. Początkowo miałam niczego nie kupować, ale ostatecznie w ostatnim dniu promocji do mojego koszyka trafiły: puder All Matt Plus Shine Control w kolorze 020 Nude Beige oraz lakier do paznokci 175 Be Berry Now! z firmy Essence.


Produktem, na który miałam ogromną ochotę odkąd go tylko zobaczyłam był lakier do paznokci Dior Vernis w kolorze 661 Bonheur. Tak mi chodził po głowie, że jak tylko wybieraliśmy się z mężem na zakupy do centrum handlowego gdzie jest Sephora to wiedziałam, że po niego zajdę. I zaszłam :) Jest to majowy zakup kosmetyczny, z którego jestem najbardziej zadowolona i nie żałuję ani jednej wydanej na niego złotówki. Pokazywałam go już na blogu TUTAJ.


W maju skończył mi się krem pod oczy oraz krem do twarzy na noc w związku z czym musiałam uzupełnić kosmetyczne braki. Jak zwykle skusiłam się na żel ze świetlikiem lekarskim i rumiankiem do powiek i pod oczy z firmy Flos-Lek, którego używam zawsze rano oraz na zachwalany bardzo lekki krem głęboko nawilżający do twarzy Vita Sensilium z Pharmaceris A. Co prawda jest to krem przeznaczony na dzień, ale ja używam go na noc i jestem z niego zadowolona :) 

Olejek ze złotymi drobinkami do twarzy, włosów i ciała z firmy Nuxe chodził mi po głowie już od zeszłego roku, ale jak przychodziło co do czego to ciągle zapominałam o jego zakupie. W końcu w maju będąc w jednej z aptek zauważyłam, że mają spory wybór kosmetyków Nuxe i zdecydowałam się na zakup olejku, który wówczas był tańszy o 20% więc zapłaciłam za niego niecałe 80 PLN. Teraz czekam tylko na lato i na słoneczko.

Lakier do paznokci Misslyn z serii Denim Look o nr 09 wypatrzyłam na blogu u Marty, znanej jako Sauria80. Bardzo mi się spodobał i podczas wizyty w Hebe pochwyciłam ostatnią sztukę. Miałam go już na paznokciach i lakier bardzo przypadł mi do gustu.


Spray do ciała z aloesem z rossmannowskiej firmy Sun Ozon polecała w zeszłym roku Beauty_Station i już wtedy na niego polowałam, ale wiecznie zastawałam puste półki. Dlatego też, kiedy w tym roku go wypatrzyłam i to jeszcze w promocji, za ok. 7 PLN to od razu wrzuciłam go do koszyczka. 

Zmywacz do paznokci bez acetonu z limitowanej edycji Isana kupiłam z czystej ciekawości, ponieważ bardzo lubię zwykłą zieloną wersję z acetonem. Jestem ciekawa jak się spisze, szczególnie podczas zmywania ciemnych kolorów.

Ostatnim rossmannowym zakupem, ale nie najgorszym ;) był wygładzający peeling do stóp z firmy Evree, na który skusiłam się po przeczytaniu recenzji na jego temat u Cosmetics Freak. Mój dotychczasowy peeling do stóp sięgnął dna więc trzeba było uzupełnić zapasy, a cena ok. 7 PLN na promocji za tego typu produkt była bardzo zachęcająca.


Od bardzo długiego czasu zmagam się z mocnym wypadaniem włosów. Łykam różne suplementy, stosuję różną pielęgnację ale nic zbytnio mi nie pomaga. Tak wiele dobrego naczytałam się o skoncentrowanym szamponie do włosów osłabionych z Pharmaceris H, że postanowiłam go wypróbować. Może choć on sprawi, że włosów będzie mi wypadało choć trochę mniej.

Płyny do kąpieli z Luksji to obowiązkowy kosmetyk w mojej łazience, dlatego też kiedy tylko się kończy to ja kupuję nowe opakowanie. Tym razem zdecydowałam się na wersję Sweet Macaroons, której jeszcze nie miałam.


Moja dobra duszyczka Tonia, która wiedziała, że miałam ochotę na wypróbowanie cukrowych peelingów do ciała z Fresh&Natural, poinformowała mnie, że w sklepie internetowym jest na nie jednodniowa 50% promocja. Długo się nie zastanawiałam i zamówiłam dwa peelingi: malinowy oraz korzenny, ale przez pomyłkę zamiast korzennego otrzymałam mokkę. W ramach przeprosin za pomyłkę firma gratisowo przysłała mi malinowy balsam do ust ;) I co jeszcze lepsze - na stronie internetowej widniał napis, że peelingi te są ważne tylko do lipca 2014 a otrzymałam ważne do 05/2015, co cieszy mnie jeszcze bardziej.


O produktach firmy Organique na blogach można przeczytać tak wiele dobrego, że przechodząc obok sklepu zdecydowałam się na kolejną wizytę. I tym razem do koszyczka wpadły mi: peeling cukrowy liczi&kozie mleko (pachnie obłędnie), biała glinka oraz pianka do mycia ciała o zapachu Africa. Powiem Wam szczerze, że ilekroć jestem w tym sklepie to mam ochotę na przygarnięcie tylu produktów, że muszę się mocno powstrzymywać i ćwiczyć swoją siłę woli, żeby nie zostawić tam majątku.


Moim ostatnim kosmetycznym zakupem jest olejek do ciała dla kobiet w ciąży (nie nie - w ciąży nie jestem) z Babydream. Mój olejek z Alverde dobił dna, a o tym z Babydream naczytałam się sporo dobrego więc postanowiłam go przetestować. Mam jednak wrażenie, że w działaniu jest trochę słabszy niż często porównywana z nim oliwka z Hipp. 

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje kosmetyczne zakupy. Jak na mnie to wydaje mi się, że nie ma tego wcale tak dużo. Ale zanim się z Wami pożegnam to chciałam Wam pokazać jeden z moich niekosmetycznych zakupów, który naprawdę bardzo mnie cieszy. Od dawna o nim marzyłam i w końcu udało mi się to marzenie zrealizować, a mowa o... czytniku e-booków Kindle 5 Wifi.


Mam nadzieję, że uda mi się częściej bywać w blogosferze bo mam sporo zaległości do narobienia - i nie chodzi mi tylko o mojego bloga ale przede wszystkim o nadrobieniu zaległości na Waszych blogach :) Jestem bardzo ciekawa co Wam przybyło w minionym miesiącu a także jak prezentowały się Wasze denka.

Czy coś z moich zakupów wpadło Wam w oko?


sobota, 3 maja 2014

Kwietniowe nowości :)

Mam cichą nadzieję, że ktoś z Was podobnie jak ja spędza być może weekend majowy w domu i w wolnym czasie znajdzie chwilę, żeby zajrzeć do mnie na bloga ;) Czas zrobić miesięczne rozliczenie i pokazać co mi przybyło w minionym już miesiącu w związku z czym zapraszam Was na zakupowe podsumowanie kwietnia. Nazbierało się tego trochę więcej niż planowałam, chyba zacznę po boku na blogu spisywać listę zakupową co by moje zakupy były mniej spontaniczne.


Na początku miesiąca sklep internetowy Pat&Rub zrobił promocję na 6 kosmetyków, które można było kupić z 50% zniżką. Wśród tych produktów był stymulujący peeling do ciała z serii home spa, na który polowałam już od dłuższego czasu, ale wiecznie szkoda mi było wydać na niego 100 PLN. Czasami cierpliwość się opłaca bo dzięki niej zaoszczędziłam 50 PLN :) 

Peeling enzymatyczny z e-naturalne to ostatnimi czasy stały bywalec w mojej łazience. Poprzednie opakowanie dobiło dna więc czym prędzej złożyłam zamówienie i po 2 dniach mogłam się już nim cieszyć ponownie.

Produkty z TBS  przewijają się w mojej łazience, bo często sięgam po ich masła do ciała, mgiełki, żele itd. Kiedy tylko się dowiedziałam, że firma wypuściła na lato nowy produkt - sorbet do ciała to wiedziałam, że prędzej czy później trafi on w moje ręce, szczególnie, że zapłaciłam za niego tylko 35 PLN. Wybrałam wersję zapachową satsuma, która jest jedną z moich ulubionych linii zapachowych. 

W marcu kupiłam przez jednych uwielbiany a przez innych znienawidzony top coat SV. Za radą kilku z Was zaopatrzyłam się także w Seche Vite Restore, który kupiłam w sklepie internetowym merlin.pl. Cena całkiem znośna, przesyłka szybka więc zakup jak najbardziej na plus.


Od mojej kochane Anetki otrzymałam w kwietniu paczuszkę, w której znalazłam dobroci z firmy Organique: masełko do ust o zapachu kokosowych ciasteczek oraz glicerynowe mydło do rąk. Z mydłem z tej firmy miałam do czynienia już wcześniej także dzięki Anetce i bardzo je polubiłam, a masełko używam już od miesiąca i wręcz uwielbiam. Anetko, raz jeszcze bardzo dziękuję! 


Kosmetyki z Organique od długiego czasu bardzo mnie kuszą, przez Wasze recenzje moja lista produktów do przetestowania się wydłuża ;) Korzystając z akcji zakupowej Twojego Stylu postanowiłam zaopatrzyć się w zapas moich ulubionych glicerynowych mydeł do rąk o zapachach: pomarańcza z chilli, żurawina i grejfrut z cytryną. Pierwszą wersję mam już w użyciu i pachnie obłędnie. Dodatkowo zaopatrzyłam się w pudry do kąpieli, które jakiś czas temu miałam i polubiłam. Wcześniej miałam wersję mleczną a teraz zdecydowałam się na pomarańczę z chilli oraz grecką. Na koniec zdecydowałam się na nowości z Organique czyli woski do kominków, jeden z nich (koktajl liczi z mango) już paliłam i pachniał całkiem przyjemnie.

Korzystając z uprzejmości Toni, w kwietniu poczyniłam także "małe" niemieckie zakupy ;)


Wśród moich zakupów nie mogło zabraknąć oczywiście... żeli pod prysznic. Dokupiłam jeszcze jedną buteleczkę żelu pod prysznic o zapachu melona z firmy Balea, ponieważ to on najbardziej mi się spodobał z letniej kolekcji - jest identyczny jak ten co był 2 albo 3 lata temu. Drugim żelem jest ten z firmy Duschdas o zapachu grejfruta i bazylii - pochodzi on tak jak i Balea z letniej limitki. Z Balea skusiłam się jeszcze na szampon do włosów o zapachu zielonego jabłuszka oraz na mydło do rąk w płynie także o zapachu arbuza. Przygarnęłam jeszcze miniaturkę żelu pod prysznic Traclemoon o nazwie those lemonade days.


Ziołowy płyn pod prysznic z firmy Balea o zapachu lawendy to zakup przeze mnie ponowiony ponieważ kiedy pierwsza butelka mi się skończyła to zatęskniłam za tym płynem. Dobrze się pieni i pięknie pachnie lawendową więc jeśli lubicie takie zapachy to produkt powinien Wam się spodobać. Z Balea skusiłam się jeszcze na balsam-olejek pod prysznic, niebieska wersja była bardzo udana i mam nadzieję, że ta również będzie. Z firmy Dresdner Essenz do tej pory kupowałam tylko sole do kąpieli natomiast Tonia poleciła mi także płyny do kąpieli więc na próbę wybrałam płyn o zapachu mleczka kokosowego i ylang ylang. Pachnie pięknie.


Jak już mowa o Dresdner Essenz to nie mogło oczywiście zabraknąć moich ulubionych soli do kąpieli, poczyniłam mały zapas :) Tonia dokupiła mi jeszcze tabletkę musującą do kąpieli o zapachu melona - żałuję, że zdecydowałam się tylko na jedną bo pachnie obłędnie.


Żel krem antycellulitowy z firmy Balea chodził mi po głowie od jakiegoś już czasu i w końcu się na niego zdecydowałam. W swoich filmikach całkiem niedawno polecała go Szavka. Z tej samej firmy postanowiłam również kupić produkt, który bardzo lubię czyli żel do golenia w nowej wersji zapachowej - mango oraz produkt całkiem nowy - peeling solny z olejkiem o zapachu trawy cytrynowej.


Zmywacze do paznokci z firmy Ebelin bardzo lubię, do tej pory miałam wersję różową - bezacetonową a tym razem postanowiłam sięgnąć po wersję z acetonem. A ponieważ masełko do stóp z poprzedniej serii Balea u mnie sprawdziło się bardzo dobrze to postanowiłam sięgnąć po tegoroczną nowość o zapachu olejku miętowego i kwiatu pomarańczy.


Z p2 zdecydowałam się na trzy rzeczy: lakier do paznokci z serii volume gloss 007 love agent, lakier do paznokci z serii piaskowej sand style 120 dreamy oraz na kieszonkowy pilniczek do paznokci. Pilnik całkiem fajny bo jest w etui więc przynajmniej nie mam problemu z jego znalezieniem w torebce ;)


Ostatnia część DM-owych zakupów to zapas moich ulubionych bawełnianych płatków kosmetycznych oraz ręczniczków papierowych z firmy Ebelin.


Głównym punktem moich niemieckich zakupów był tonik wodą z drzewa herbacianego z Lush'a. Miałam już jedną buteleczkę i bardzo się z nim polubiłam. Na mojej liście były 3 produkty z Lush'a ale z dwóch zrezygnowałam na rzecz wspólnego zamówienia ze Stanów zjednoczonych ze sklepów BBW, YC i z Walmartu ;) Tonia podarowała mi mnóstwo różnych odsypek i odlewek, m.in. różne glinki, masło shea, mydło aleppo, rosyjski peeling itd. Toniu - raz jeszcze bardzo dziękuję! :*


Pozostając jeszcze na chwilę w temacie niemieckich produktów, od Agi znanej jako Czarna Ines otrzymałam wielkanocną paczuszkę niespodziankę, w której znalazły się: krem do rąk z papają oraz pomadka migdałowa z Balea, kredka do oczu z p2 i mnóstwo próbek. Aguś - dziękuję Ci bardzo :* 


Było o niespodziance a teraz czas wrócić do dalszej części moich zakupów. Jak tylko dowiedziałam się, że firma Lemax wypuściła nowe marmurki i to jeszcze w wersji neonowej to wiedziałam, że prędzej czy później się na nie skuszę. A że dorwałam komplet tych lakierów i za 5 szt. na allegro zapłaciłam 12 PLN to nie wahałam się ani chwili i kupiłam. Od razu wylądowały na moich paznokciach więc niebawem pokażę Wam mani z ich udziałem.


Będąc na zakupach w Fashion House w Gdańsku przy okazji zdecydowałam się na zakup dwóch lakierów z firmy Vipera z serii BB Pastel o nr 23 (fiolecik) i BB Nude o nr 15. Pierwszy z nich miałam już na paznokciach i kolor jest śliczny ale niestety jakość kiepska, drugiego dnia miałam już całe pozdzierane końcówki. Uważam, że za cenę 15 PLN można dostać lakiery dużo lepszej jakości.


W Rossmannie w ramach akcji -49% zdecydowałam się jedynie na podkład Healthy Mix z Bourjois. Chciałam przekonać się na własnej skórze o co tyle szumu ;) Niestety kolor 52 Vanilla nie do końca jednak mi odpowiada, ale z pewnością go zużyję. Odżywkę bez spłukiwania z firmy Gliss Kur wrzuciłam do koszyczka obowiązkowo bo poprzednia już mi się skończyła. Tym razem zdecydowałam się na inną wersję, jakąś nowość choć w działaniu to one się nie różnią. Z kolei puder matujący Stay Matte z Rimmel kupiłam jakiś czas temu w Hebe, gdzie był na promocji. Sporo dobrego czytałam o tym produkcie jednak u mnie kompletnie się on nie sprawdza: słabo matuje bo świecić zaczynam się po 2 godzinach i ogólnie źle wygląda na mojej buzi.


Na podkład 123 Perfect z Bourjois miałam ochotę już od jakiegoś czasu, mimo krążących na jego temat sprzecznych opinii. I o ile kolor, który faktycznie dość mocno ciemnieje na twarzy mi aż tak nie przeszkadza to nie jestem w stanie go w ogóle używać. Uwidacznia on na mojej buzi wszelkie suche skórki, o których istnieniu nawet nie miałam zielonego pojęcia :/ Nie mówiąc już o tym, że buzię wysusza. Podarowałam go więc mojej siostrze, która ma skórę tłustą więc może u niej się on sprawdzi.


Krem BB Dollish Veil Vita z Lioele miałam już kiedyś w postaci próbek i byłam z niego zadowolona. Postanowiłam więc zainwestować w pełnowymiarowe opakowanie i zamówiłam go w odcieniu natural green. Póki co jestem z niego bardzo zadowolona i jeśli będzie się on u mnie tak dobrze spisywał jak teraz to z pewnością wyprze on z mojej kosmetyczki wszelkie podkłady do twarzy.


Powoli zbliżamy się ku końcowi ;) Moje ulubione chusteczki matujące z Inglota sięgnęły dna w związku z czym musiałam udać się po kolejne opakowanie bo nie wyobrażam sobie braku tego produktu w mojej torebce czy ogólnie kosmetyczce. Dodatkowo kupiłam też pilnik, który bardzo lubię.


Z TBS oprócz sorbetu do ciała kupiłam także rumiankowe masło do demakijażu twarzy. Z tej serii mam i używam emulsji do demakijażu w postaci olejku, którą uwielbiam - mam więc nadzieję, że i ten produkt spisze się u mnie dobrze. W torebce podczas porządków znalazłam pomadkę do ust z firmy Bebe w odcieniu nude, którą nawet nie pamiętam czy kupiłam czy dostałam gratis do jakiś zakupów.


Ostatnie produkty, które kupiłam pochodzą z firmy Ziaja. Te zakupy w ogóle nie były planowane, ale jakieś 1,5 tyg temu dostałam na ciele strasznego uczulenia - nie wiadomo czy od pokarmów czy kosmetyków (choć żadnych nowych nie używałam), więc zdecydowałam się na zakup kuracji lipidowej, w skład której wchodzą m.in. fizjoderm balsam oraz fizjoderm kremowa baza myjąca. Pamiętam, że te produkty jakieś 3 lata temu mi pomogły w takiej sytuacji dlatego i teraz im zaufałam. Niestety uczulenie póki co mi nie schodzi (ale przynajmniej nie swędzi) więc będę musiała udać się jednak do dermatologa... Przy okazji, będąc w Ziajowym biurze i robiąc zakupy dla całej rodziny, zdecydowałam się jeszcze dla siebie na orzeźwiający żel pod prysznic oraz na nowy krem do rąk i paznokci w opakowaniu z pompką, a dla mojego malucha tradycyjnie na jego ulubione Maziajki o zapachu gumy balonowej i bąbelkowej coli.

Ufff... mam nadzieję, że dobrnęliście do końca mojego posta :) W maju powinny przyjść do mnie produkty w ramach wspólnego zamówienia i zamierzam jeszcze kupić albo pędzle z RT albo beauty blendera. Szaleć nie zamierzam, choć nie zapieram się nogami i rękoma, że coś mi dodatkowo nie wpadnie w ręce, ale nie z pielęgnacji tylko ewentualnie z lakierów ;)

Miłego weekendu!


LinkinWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...