Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 marca 2014

Balsam do rąk z masłem shea i olejkiem arganowym, Balea

O tym, że uwielbiam wszelkie smarowidła do rąk na pewno wiecie. Przez moje łapki przewinęło się ich całkiem sporo, jedne zostały ze mną na dłużej i ponawiam ich zakup co jakiś czas do innych nie wracam. Jesienią i zimą lubię bardziej treściwe kremy bo już od kilku lat w tych porach roku zmagam się z przesuszoną i popękaną skórą dłoni natomiast wiosną i latem mogę sobie pozwolić na lżejsze formuły. Balsamu do rąk z masłem shea i olejkiem arganowym z firmy Balea zaczęłam używać w maju zeszłego roku, używałam go tak mniej więcej do końca września i jeszcze troszeczkę mi jego zostało. Wypróbowałam go też w miesiącach zimowych - jeśli chcecie się dowiedzieć jakie jest moje zdanie na temat tego balsamu to zapraszam do przeczytania kilku słów poniżej.


Balsam do dłoni umieszczony został w plastikowej butelce wyposażonej w bardzo wygodną pompkę. Działa ona bez zarzutu, ani razu się nie zacięła. Można ją ustawić w pozycji 'open' lub 'close' - dla mnie jest to dobra opcja ponieważ moje dziecko często dobiera się do kosmetyków i tak sobie te wszystkie pompki naciska a tutaj jeśli ją odpowiednio ustawię to nie da rady ;) Design opakowania bardzo mi się podoba, jest kolorowe i przyciągające wzrok. 


Konsystencja balsamu należy raczej do tych rzadkich, ale nie na tyle rzadkich, żeby spłynął nam z rąk. Balsam dobrze się rozprowadza i wystarczy dosłownie pół pompki, aby posmarować całe dłonie. Wchłania się dosyć szybko, ale pozostawia na dłoniach delikatną, przyjemną warstewkę. Czuć, że zostały one nasmarowane, ale nie są ani tłuste ani klejące. Nie należy przesadzać z jego ilością bo wtedy czas wchłaniania znacznie się wydłuża.


Zapach tego produktu to coś co ja wręcz uwielbiam. Ciężko jest mi tak naprawdę go określić, ponieważ nie wąchałam ani masła shea w czystej postaci ani olejku arganowego, więc nie wiem jak pachną i czy w ogóle pachną. Natomiast ten balsam jak dla mnie pachnie nieziemsko i uwielbiam wąchać swoje dłonie kiedy są nim posmarowane.


Co możemy wyczytać o tym produkcie na opakowaniu? "Zmysłowy i ochronny: Bogata pielęgnacja o zmysłowym, ciepłym zapachu. Balsam do rąk Balea z masłem shea, panthenolem i olejkiem arganowym rozpieszcza twoje dłonie i sprawia, że są aksamitnie miękkie. Masło shea zapewnie skórze intensywne nawilżenie i chroni ją przed wysychaniem. Nawilżający panthenol regeneruje skórę i ją wygładza. Bogaty w witaminę E olej arganowy zapobiega zmarszczkom i chroni przed negatywnym wpływem środowiska. Balsam do rąk jest produktem wegańskim."

Skład: Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii Butter, Ethylhexyl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Phenoxyethanol, Panthenol, Glyceryl Stearate Citrate, Hydrogenated Olive Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Methylparaben, Parfum, Ethylparaben, Sodium Hydroxide, Copernicia Cerifera Cera, Linalool, Citronellol, Limonene, Coumarin, Alpha-Isomethyl Ionone, Cl 15985, Cl 28440, Cl 47005


Moja opinia na temat tego produktu będzie pozytywna, ale tylko jeśli rozpatrzę ją w sezonie wiosenno-letnim, kiedy moje dłonie nie potrzebują aż takiego mocnego nawilżenia. Używałam tego produktu od początku maja do końca września i wtedy spisywał się u mnie całkiem dobrze: nawilżenie utrzymywało się od jednego mycia do drugiego, dłonie były wygładzone, miękkie i przyjemne w dotyku. Pomiędzy myciami rąk nie musiałam ich dodatkowo nawilżać/odżywiać, nie było takiej potrzeby. Natomiast w sezonie jesienno-zimowym dla moich przesuszonych dłoni jest to produkt zbyt słaby. Te miejsca, które są suche nawilża ale na krótko i co jakiś czas muszę ponawiać aplikację balsamu. Dlatego też 1/3 opakowania, która mi pozostała czeka na cieplejsze dni i wtedy z pewnością i z przyjemnością ją zużyję :)

Dodam także, że balsam ten jest naprawdę wydajny, używałam go przez ponad 5 miesięcy a jeszcze trochę do zużycia mi zostało. Mój tata natomiast, któremu podarowałam jedną buteleczkę tego balsamu, zużył ją bodajże... w 2 miesiące. Ale mój tata jest terminatorem jeśli chodzi o wykańczanie kremów do rąk więc z nim porównywać się nie mogę ;)

Podsumowując: jeśli skóra Waszych dłoni jest normalna to podejrzewam, że ten balsam będzie dla Was odpowiedni przez cały rok. Jeśli natomiast zmagacie się z problemem suchości rąk to raczej nie jest to produkt, z którego będziecie zadowoleni. Ja mimo wszystko się z tym produktem polubiłam, nie tylko za zapach ale także za działanie w sezonie wiosenno-letnim. W zapasach mam jeszcze wersję malinową ;)

Cena tego balsamu to 1,75 €/300 ml. 
Możecie go kupić w drogeriach DM lub w sklepach internetowych czy na allegro.

Miałyście może ten balsam do dłoni? Jestem ciekawa czy macie o nim podobne zdanie :)




wtorek, 25 lutego 2014

O moim włosowym ulubieńcu | Odżywka do włosów z mango i aloesem, Balea

Jak sam tytuł wskazuje dzisiaj będzie co nieco o moim włosowym ulubieńcu, czyli o nawilżającej odżywce do włosów z mango i aloesem z firmy Balea. Z odżywkami do włosów kiedyś bywało u mnie różnie: był taki okres kiedy w ogóle żadnych nie stosowałam bo albo mi się nie chciało, albo mi się spieszyło albo z reguły zakładałam, że i tak na pewno obciąży mi włosy i będą wyglądać na nieumyte. Wszystko to oczywiście do pierwszego rozjaśniania włosów i pasemek - wtedy nie miałam wyjścia i nie mogłam nie sięgnąć po odżywkę. Jedne były lepsze inne gorsze, ale znalazłam w końcu dla siebie odżywkę idealną - 4 zużyte opakowania + 4 kolejne w zapasie mówią same za siebie.


Nawilżająca odżywka do włosów umieszczona została w plastikowym, stojącym na głowie opakowaniu  o pojemności 300 ml i zamykanym klapką. Jest to bardzo wygodna forma opakowania, która dzięki temu, że jego zawartość spływa do otworu wylotowego - pozwala zużyć produkt praktycznie do samego końca. Design opakowania bardzo mi się podoba, zresztą podkreślałam już nie raz, że produkty z firmy Balea czy Alverde mają w sobie coś takiego, że przyciągają wzrok.



Konsystencja odżywki jest koloru białego i należy do tych rzadszych, ale nie bardzo rzadkich. Nie zdarzyło mi się, żeby zjechała czy spadła mi z ręki do wanny podczas aplikacji na włosy. Jednorazowo używam sporo produktu a i tak jest on całkiem wydajny. Zapach jest bardzo przyjemny, ja wyczuwam w tej odżywce samo takie soczyste mango. Niejednokrotnie zdarzało mi się wchodząc do łazienki wziąć ten produkt w dłonie, otworzyć, powąchać i odłożyć z powrotem na półkę.


Co producent mówi na temat tej odżywki? "Wspaniała miękkość, lekkość i jedwabisty połysk. Nawilżająca odżywka do włosów Balea nadaje włosom zdrowy, promienny wygląd - aż po same końce. Dzięki odżywce włosy łatwo się rozczesują i są elastyczne. Nawilżająca odżywka do włosów z mango i aloesem zapobiega wysuszeniu i wygładza strukturę włosa od zewnątrz. Suche, zniszczone włosy odzyskują połysk i wyglądają zdrowiej. Specjalna formuła z ekstraktem z mango i aloesem zaopatruje włosy i skórę głowy w potrzebne im nawilżenie a witamina B3 i prowitamina B5 odżywiają i uelastyczniają włosy. Szczególnie łagodna formuła bez silikonów. Produkt jest produktem wegańskim."


Skład:


Zanim zdecydowałam się na zakup tej odżywki przeczytałam sporo dobrych opinii na jej temat. Nie był więc to zakup w ciemno i miałam wobec niej pewne oczekiwania. Zastanawiałam się czy faktycznie jest taka dobra i bardzo się cieszę, że mogę dołączyć do grona jej zwolenników bo wg mnie jest co chwalić. Moje włosy co prawda należą do tych przetłuszczających się i to dość mocno a odżywka przeznaczona jest do włosów suchych i zniszczonych, ale na moich włosach spisuje się fantastycznie. Nakładam ją na włosy w dość sporej ilości, pozostawiam na 3 minuty a następnie spłukuję. Dzięki tej odżywce nie mam żadnych problemów z rozczesaniem włosów - szczotka wręcz po nich sunie, a włosy po wyschnięciu czy wysuszeniu są gładkie, miękkie i błyszczące. Bałam się, że odżywka ta może obciążać moje przetłuszczające się włosy, ale nic takiego nie ma miejsca - a jednorazowo naprawdę nakładam jej sporo. Oczywiście nie nakładam jej na skórę głowy a tak od wysokości ucha jak wszystkie inne pozostałe odżywki. Uwielbiam ją.


Jeśli jeszcze nie znacie tej odżywki a macie dostęp do kosmetyków z DMu to polecam Wam po nią sięgnąć. Szczególnie, że jej koszt w DMie to zaledwie 0,65 € za 300 ml, ale nawet gdyby kosztowała więcej to i tak bym po nią sięgnęła. Zużyłam już 4 opakowania i 4 kolejne mam w zapasie co bardzo mnie cieszy bo jak mi jakiś produkt przypadnie bardzo do gustu to mogę używać go w kółko ;)

Jestem bardzo ciekawa czy mieliście do czynienia z nawilżającą odżywką do włosów z Balea? Jeśli tak to dajcie znać jak sprawdziła się u Was i czy podzielacie moją opinię czy wręcz odwrotnie - coś się Wam w niej nie spodobało.


piątek, 31 stycznia 2014

Ulubieńcy stycznia :)

Kiedyś, na początku mojego blogowania były u mnie posty z ulubieńcami miesiąca, potem jakoś zaprzestałam ich tworzenia i w zasadzie nie wiem dlaczego. Postanowiłam je przywrócić ponieważ bardzo lubię u Was na blogach czytać/oglądać tego typu wpisy. W związku z tym zapraszam Was dzisiaj na ulubieńców stycznia.


Po kremowo-olejkowy żel pod prysznic z firmy Balea o zapachu słodkich pomarańczy i limonki sięgałam w styczniu stosunkowo często. Pod prysznicem mam otwartych kilka żeli pod prysznic jednak to ten konkretny produkt najbardziej mnie zachwycił. Ma przyjemną, kremową konsystencję, bardzo dobrze się pieni (używany z myjką), pięknie pachnie i do tego wszystkiego skóra po jego użyciu jest przyjemna i miła w dotyku. Jeśli dodać do tego jego niską cenę (ok. 0,85 €) to żel ideał :) 

Po kąpieli czy prysznicu prawie za każdym razem sięgałam po szarlotkowe masło do ciała z Farmony. Szybko się wchłania, dobrze nawilża skórę i przepięknie pachnie jabłkami z cynamonem. Nawet mój mąż powiedział, że pachnę szarlotką, a on jest totalnym ignorantem jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju zapachy kosmetyków i kosmetyki w ogóle. Żałuję, że to masło przeleżało w mojej szafie rok i dopiero teraz je odkryłam, ale jak to się mawia: lepiej późno niż wcale.

Moje dłonie przechodzą ostatnio dramat. W niektórych miejscach są wysuszone na wiór a w dotyku przypominają tarkę. Z pomocą w styczniu przychodził mi balsam do rąk z firmy Pat&Rub z serii otulającej. Systematycznie wcierany sprawiał, że moje dłonie wyglądały lepiej i skóra w dotyku była o wiele przyjemniejsza. Balsam jest dosyć wydajny, pięknie pachnie i szybko się wchłania pozostawiając na dłoniach przyjemną aczkolwiek nietłustą warstewkę. Aktualnie jest on na wykończeniu ale w zapasie mam kolejne opakowanie.

Przez blogosferę przewinęło się sporo dobrych opinii na temat oczyszczającego płynu micelarnego z L'Oreal. Ja także postanowiłam go przetestować i sprawdzić czy jest w stanie zastąpić mi Biodermę przy demakijażu oczu. Ci co uważnie śledzą mojego bloga wiedzą, że moje oczy są strasznie wrażliwe i niewiele produktów się przy nich sprawdza. A micel z L'Oreala sprawdził się... rewelacyjnie! Dobrze zmywa makijaż oczu i jest przy tym dla nich bardzo delikatny. Nie zauważyłam żadnych podrażnień, żadnego szczypania, zaczerwienienia. Już wiem dlaczego wiele osób porównuje go do Biodermy. Jak go wykorzystam to przetestuję jeszcze micel z Garniera ale do tego na pewno jeszcze wrócę.

Było ciało, dłonie, demakijaż, czas więc też i na usta. W tym roku, podobnie jak i w zeszłym o moje usta dba pomadka waniliowo-mandarynkowa z Alverde. Przy tak niskich temperaturach spisuje się fantastycznie: usta są nawilżone, natłuszczone i dobrze zabezpieczone przed mrozem czy wiatrem. U mnie oprócz podstawowego zadania miała jeszcze jedno: doprowadzić moje masakrycznie wysuszone usta do porządku. I doskonale dała sobie radę.

Ostatnimi produktami, po które bardzo chętnie sięgałam w styczniu były lakiery Essie: midnight cami oraz top coat good to go. 'Midnight Cami' to piękny granacik z takimi delikatnie mieniącymi się drobinkami, które zauważyć można tylko wtedy jak się bardzo dokładnie przyjrzy paznokciom. Rewelacyjnie się nakłada, długo się na paznokciach utrzymuje... coraz bardziej lubię lakiery z tej firmy. Natomiast 'good to go' używam już długo, ale ostatnio zrobiłam przerwę dla innego lakieru nawierzchniowego. Jak możecie się domyślić - do Essie wróciłam z podkulonym ogonem. Wysusza, pięknie nabłyszcza i sprawia, że lakier choć chwilę dłużej się utrzymuje na paznokciach. Jedyną jego wadą jest to, że dość szybko gęstnieje. Mam ochotę przetestować jeszcze raz bardzo zachwalany Sally Hansen 'Insta-Dri' (bo poprzednia wersja mi się jakaś trefna trafiła), polecacie go?

Tak prezentują się moi styczniowi ulubieńcy :)
Używaliście któregoś z przedstawionych przeze mnie kosmetyków?


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Balea Nature - Krem do twarzy na noc

Jakiś czas temu, dokładniej w październiku, pisałam Wam o kremie do twarzy na dzień z firmy Balea z serii Nature -> klik. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kremu do twarzy na noc z firmy Balea z serii Nature, który kupiłam razem z kremem na dzień i którego zakup jakiś czas temu ponowiłam, bo w sezonie jesienno-zimowym spisuje się naprawdę dobrze.
OD PRODUCENTA
Optymalnie dobrane składniki dla regeneracji skóry w nocy: naturalny krem na noc Balea z organicznego oleju z nasion brokułów wspiera naturalną barierę ochronną skóry. Organiczny olej z oliwek znany z wielu korzystnych właściwości dba o skórę i sprawia, że staje się aksamitnie miękka. Natomiast organiczny olej z nasion brokułów, który jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe szybko się wchłania i nie pozostawia na twarzy tłustego filmu. 
Krem jest produktem wegańskim. Zawiera 95% składników pochodzenia naturalnego. Bez silikonów, barwników, parabenów i oleju mineralnego. Przeznaczony do każdego rodzaju cery, nawet wrażliwej.

SKŁAD
Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Octydodecanol, Myristyl Myristate, Glyceryl Stearate Citrate, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Olea Europaea Fruit Oil, Brassica Oleracea Italica Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Solanum Lycopersicum Fruit Extract, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Sodium Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Linalool, Limonene, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE
OPAKOWANIE
Krem do twarzy na noc z serii Nature umieszczony został, podobnie jak jego "brat" na dzień, w miękkiej, 50 ml plastikowej tubce zamykanej na klik. Tak jak i wersja na dzień tak i wersja na noc przy zamknięciu posiada wgłębienie dzięki czemu krem łatwo można otworzyć bez obawy o uszkodzenie sobie paznokci. Tubka jest na tyle miękka, że umożliwia wydobycie produktu praktycznie do samego końca. Co ważne, krem ten dodatkowo zapakowany jest w kartonik, na którym widnieją wszelkie informacje dotyczące produktu jak i jego skład.
KONSYSTENCJA, KOLOR
Krem do twarzy z serii Nature ma biały kolor i tak samo jak jego dzienny zalicza się do produktów o średnio-gęstej konsystencji. Nie utrudnia ona jednak użytkowania i kremik bardzo ładnie rozsmarowuje się na twarzy, wręcz po niej sunie.
ZAPACH
Pomimo moich obaw, że krem będzie śmierdział brokułami - produkt ma przyjemny i delikatny zapach. Jest on wyczuwalny tylko wtedy kiedy zbliżymy nos do tubki lub powąchamy palce po jego aplikacji. W trakcie nakładania na twarz czy też już po nałożeniu zapach nie jest wyczuwalny.
DZIAŁANIE
Kremu do twarzy na noc z olejem z brokułów zaczęłam używać jesienią, kiedy to moja mieszana w kierunku tłustej cera potrzebowała większej dawki odżywienia. I mogę śmiało powiedzieć, że produkt ten zapewnił mojej skórze wszystko to czego w sezonie jesienno-zimowym potrzebuje. Przede wszystkim krem ten dobrze nawilża buzię i sprawia, że po całej nocy jest ona przyjemna i gładka w dotyku. Zresztą nie tylko nawilża ale także natłuszcza - choć natłuszczenie nie jest na takim poziomie jak w przypadku kremów tłustych to jest ono w zupełności wystarczające. Dość szybko się wchłania aczkolwiek nie do matu i po mniej więcej godzinie buzia zaczyna się delikatnie świecić, ale to w stopniu naprawdę niewielkim - w nocy taki efekt mi nie przeszkadza, jestem do niego przyzwyczajona. I co dla mnie najważniejsze: przez cały okres używania tego produktu nie odnotowałam żadnych negatywnych skutków: krem mnie ani nie zapchał ani nie podrażnił. 
PODSUMOWANIE
Krem do twarzy na noc z olejem z brokułów z serii Nature z firmy Balea uważam za produkt bardzo dobry i jeśli szukacie kremu dobrego i niedrogiego to z czystym sumieniem mogę go Wam polecić. Dobrze nawilża buzię, dobrze natłuszcza i sprawia, że rano skóra jest miękka i gładka w dotyku. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha i ma przyjemny delikatny zapach. Aktualnie w użyciu mam drugą tubkę tego produktu i wiem, że będę do niego wracać.

Produkt ten możecie nabyć w DM, w cenie ok. 3-4 € za 50 ml.

Natalia


piątek, 13 grudnia 2013

Balea - Oczyszczający szampon do włosów

Jakiś czas temu, w moim wrześniowym denku, pojawił się głęboko oczyszczający szampon do włosów z serii Professional z firmy Balea. Część z Was była ciekawa tego szamponu, dlatego, późno bo późno, ale postanowiłam napisać o nim kilka słów.
OD PRODUCENTA:
Głęboko oczyszczający szampon do włosów Balea delikatnie aczkolwiek skutecznie oczyszcza włosy i skórę głowy. Formuła szamponu zawierająca czystą wodę lodowcową, mentol oraz łagodne środki powierzchniowo czynne pozwala usunąć nadmiar sebum z powierzchni włosów. Nie zawiera silikonów.
Sposób użycia: Delikatnie wmasować w mokre włosy, pozostawić na chwilę i dokładnie spłukać.

SKŁAD: 
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Sodium Chloride, Glycerin, Panthenol, Zinc Sulfate, Betaine, Menthol, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Coco-Glucoside, Laureth-2, Citric Acid, Lactic Acid, Sodium Benzoate.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE
OPAKOWANIE:
Głęboko oczyszczający szampon do włosów umieszczony został w dosyć miękkiej, plastikowej tubce. Tubka ta zamykana jest na 'klik' i przez cały czas stoi 'na głowie' dzięki czemu szampon cały czas spływa na dół i jest przygotowany do opuszczenia opakowania. A opakowanie jest na tyle miękkie, że pozwala zużyć szampon praktycznie do samego końca, bez konieczności używania nożyczek i rozcinania. 
KONSYSTENCJA, KOLOR:
Szampon jest przezroczysty i ma dosyć rzadką, taką jakby żelową konsystencję. Myślałam, że będzie słabo się pienił, ale byłam w błędzie ponieważ pieni się naprawdę rewelacyjnie (a ja mocno pieniące się szampony bardzo lubię).
Do tego wszystkiego jest dosyć wydajny i stosowany 1-2 razy w tygodniu starcza mi naprawdę na długo.
ZAPACH:
Nie umiem porównać tego zapachu do czegoś konkretnego. Mogę tylko powiedzieć/napisać, że zapach jest dosyć orzeźwiający i przyjemny. Wyczuwam w nim odrobinę mentolu, ale nie jest on ani mocny ani nachalny (ja osobiście za tym składnikiem w kosmetykach nie przepadam).
DZIAŁANIE:
Kupiłam go z nastawieniem "spróbuję, może coś zdziała, ale na nic się nie nastawiam", a w użyciu mam już 2 lub 3 opakowanie tego szamponu. Używam go mniej więcej 1-2 razy w tygodniu choć myślę, że w przypadku włosów mocno przetłuszczających się (które ja niestety posiadam) sprawdziłby się także przy codziennym myciu, ponieważ oprócz tego, że bardzo dobrze oczyszcza zarówno włosy jak i skórę głowy to ich nie przesusza. Tak jak zaleca producent - pozostawiam go na jakieś 2-3 minuty na włosach i następnie spłukuję. Włosy po jego użyciu są dosłownie skrzypiące
i czuć, że naprawdę są czyste. Co prawda szampon plącze włosy (przynajmniej moje) i bez odżywki ani rusz, ale dzięki niemu mogę sobie pozwolić na mycie głowy co drugi dzień, a dla mnie to duży sukces. Wracam do niego jak tylko się kończy i myślę, że będę wracać nadal choć teraz kupiłam na próbę szampon oczyszczający z TBS.
PODSUMOWANIE:
Głęboko oczyszczający szampon do włosów z firmy Balea faktycznie dobrze oczyszcza zarówno włosy jak i skórę głowy, a przy tym jest delikatny. Dobrze się pieni, ma przyjemny zapach i jest wydajny. A do tego wszystkiego jest całkiem tani, bo za 250 ml pojemność musimy zapłacić 1,45 € czyli ok. 6-7 PLN. Jeśli będziecie kiedyś w DM albo macie dostęp do tych kosmetyków to serdecznie ten produkt polecam.

Natalia


piątek, 18 października 2013

Balea Nature - Krem do twarzy na dzień

Ostatnio na blogu przewija się więcej recenzji niemieckich kosmetyków niż innych, ale skoro tych niemieckich produktów mam całkiem sporą ilość, to też normalne jest, że ich więcej zużywam.
Ta recenzja miała pojawić się wcześniej, ale razem z dzieckiem znowu chorujemy (tak tak, 3 raz od września moje dziecko jest chore) i zabrakło siły do jej napisania.

Kremy do twarzy staram się dobierać w miarę ostrożnie, wybierając takie, które na pewno nie zawierają w składzie parafiny i które cieszą się dobrymi opiniami. Co prawda decydując się na krem do twarzy na dzień z firmy Balea
z serii Nature,
wiedziałam o nim tylko, że takowy istnieje, ale nic poza tym. No, zanim go kupiłam to jeszcze rzuciłam okiem na skład ;)
OD PRODUCENTA
Naturalne piękno otrzymane z najlepszych składników występujących w naturze. Odpowiednio dobrane składniki sprawiają, że krem ten jest niezwykle łagodny. Przeznaczony jest do wszystkich rodzajów skóry, nawet do skóry wrażliwej. W 95% pochodzenia naturalnego, z organicznym ekstraktem pomidorowym. Bez silikonów, parabenów,
oleju mineralnego i barwników.

Organiczny olej z oliwek, znany z wielu korzystnych właściwości odżywia skórę i nadaje jej aksamitną miękkość. 
Ochrona przed promieniowanie UV ze wzmocnionym filtrem UVA zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry.

SKŁAD
MOJA OPINIA
Opakowanie
Krem do twarzy został umieszczony w miękkiej, plastikowej tubce zamykanej na "klik". Dzięki temu, że tubka jest miękka to z łatwością można wydobyć produkt praktycznie do samego końca, ale trzeba też uważać żeby tubka w niektórych miejscach się nie przetarła nie pękła. Klapka otwierająca/zamykająca produkt ma takie fajne wgłębienie, dzięki czemu można opakowanie bez problemu otworzyć, nie łamiąc sobie przy tym paznokci.
Wizualnie, jak cała reszta produktów Balea - opakowanie bardzo mi się podoba. Niby jest proste ale ładne - ma w sobie to coś, co przynajmniej moje oko przyciąga. 
Konsystencja, kolor, wydajność
Krem do twarzy z serii Nature ma biały kolor i średnio-gęstą konsystencję. Nie należy ani do rzadkich kremów, ani do bardzo gęstych, plasuje się tak po środku. Dobrze się rozprowadza na twarzy, mogę śmiało powiedzieć że wręcz po niej sunie. Pozostawia lekką warstewkę na twarzy ale nie jest ona klejąca.
Krem ten wystarczył mi na ok. 3 miesiące codziennego stosowania, choć latem zrobiłam sobie od niego przerwę.
Zapach
I tutaj przeżyłam miłe rozczarowanie, bo spodziewałam się, że krem składający się z naturalnych składników
i zawierający ekstrakt z pomidorów będzie śmierdział. Byłam na to psychicznie przygotowana. Okazało się jednak,
że zapach produkt jest całkiem przyjemny, ale też i delikatny. Czułam go tylko jak wąchałam swoje ręce. Nie był wyczuwalny ani w trakcie nakładania na twarz ani na twarzy już po nałożeniu.
Działanie
Tego kremu do twarzy zaczęłam używać wiosną, później latem zrobiłam sobie od niego przerwę i powróciłam na początku jesieni. W letnich miesiącach, kiedy było bardzo ciepło krem ten był dla mnie zbyt mocno nawilżający
i sprawiał, że moja buzia zaczynała się szybko świecić. Natomiast w sezonie wiosenno-jesiennym było dużo lepiej. 
Moja cera należy do mieszanych w kierunku tłustych i trochę bałam się używać kremu, który w zasadzie przeznaczony jest do wszystkich cer. Moje obawy były bezpodstawne. Krem nakładam zawsze rano, tak jak nakazuje jego przeznaczenie, i po ok. 15 minutach (bo tyle mu dawałam na wchłonięcie się) przykładałam do twarzy matującą bibułkę, bo miałam wrażenie że buzia się świeci i jest tłusta. A co dziwne - bibułka za każdym razem była sucha,
więc teoretycznie tłustej warstwy na twarzy nie było. Odpuściłam więc sobie przykładanie bibułek i po 10-15 minutach nakładam na krem podkład. Stosowałam w tym czasie 3 podkłady i żaden z nich na tym kremie się nie rolował ani nie ważył, ale obowiązkowo podkład matowiłam pudrem. 
Co najważniejsze jeśli chodzi o działanie to krem ten dobrze nawilżał buzię i sprawiał, że była ona miękka i gładka.
Nie potrzebowałam w ciągu dnia żadnego dodatkowego nawilżenia, bo było one w zupełności wystarczające.
Na wchłonięcie potrzebował ok. 10 minut, ale ja i tak mniej więcej tyle odczekuję zanim zacznę nakładać na twarz podkład, i nie wchłaniał się do matu. 
Kiedy nakładałam go solo, nie mając na buzi żadnego makijażu to po ok. 5 godz. musiałam przykładać chusteczkę matującą i zbierać nadmiar sebum, ale podczas stosowania kremów matujących także po takim czasie muszę to robić, więc wg mnie jest to wynik dobry. I co dla mnie jest bardzo ważne - krem ten mnie nie uczulił ani nie zapchał.

Podsumowanie
Krem do twarzy z serii Nature uważam za produkt dobry i godny polecenia. Dobrze nawilża twarz (choć nie wiem jakby się sprawdził w przypadku skóry bardzo suchej), sprawia że buzia jest gładka i przyjemna w dotyku, nie uczula,
nie zapycha i ma delikatny zapach. Na pewno w sezonie wiosennym lub jesiennym kiedyś do niego wrócę.

- pojemność: 50 ml
- cena: ok. 3-4 €
- dostępność: drogerie DM, allegro, sklepy internetowe


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Balea - Beruhigende Hautcreme (łagodzący krem po depilacji)

Nie będę po raz któryś się usprawiedliwiać dlaczego na blogu nie ukazywały się notki bo aż wstyd. Okres wakacyjny w moim przypadku nie sprzyja blogowaniu, mam jednak nadzieję, że niebawem się to wszystko zmieni i znajdę czas na wszystko.

Korzystając jednak z chwili wytchnienia postanowiłam przedstawić Wam dzisiaj produkt, którego nie mogłoby zabraknąć w mojej łazience. Produkt, który po kilku zastosowaniach stał się moim ulubieńcem i obecnie w użyciu mam jego drugie opakowanie. Mowa o kremie łagodzącym po depilacji Beruhigende Hautcreme z firmy Balea.


OD PRODUCENTA
Łagodzący krem z wyciągiem z jedwabiu koi skórę po depilacji przynosząc ulgę i uczucie odświeżenia.
Zawiera prowitaminę B5, ekstrakt z aloesu, które uspokajają i odżywiają skórę oraz alantoinę i witaminę E regulujące naturalny poziom nawilżenia skóry (źródło: klik)  

SKŁAD
Aqua, Isopropyl Palmitate, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Dicaprylyl Ether, Phenoxyethanol, Panthenol, Parfum, Benzyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Carbomer, Bisabolol, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Sodium Hydroxide

MOJA OPINIA

Opakowanie
Krem został umieszczony w miękkiej, stojącej na głowie plastikowej tubce, zamykanej na zatrzask czy też na 'klik'. Tubka ta jest na tyle miękka, że bez problemu można wydobyć produkt praktycznie do samego końca (po rozcięciu opakowania kremu zostaje niewiele). Wizualnie jak w przypadku większości kosmetyków firmy Balea - opakowanie bardzo mi się podoba.
 

Konsystencja, wydajność
Krem nie jest ani zbyt rzadki ani zbyt gęsty, jego konsystencja należy do tych 'po środku' (nie wiem jak to inaczej określić). Jest dosyć śliski dzięki czemu dobrze rozprowadza się po skórze. 
Wydajność jest całkiem dobra, a kremu potrafię używać kilka razy dziennie i to codziennie.


Zapach
Po łagodzącym kremie po depilacji spodziewałam się raczej delikatnego zapachu, aczkolwiek okazało się, że jest on dosyć intensywny. Intensywny - ale przyjemny dla nosa, dzięki czemu produktu tego używa mi się bardzo miło. Niestety nie jestem w stanie porównać tego zapachu do czegoś konkretnego.

Działanie
Przyznam szczerze, że jakoś nie byłam zbyt pozytywnie nastawiona do tego kremu. Początkowo myślałam, że będzie to po prostu dodatkowy 'gadżet', który zagości w mojej łazience w celu wypróbowania go a potem już w niej go nie będzie. Bardzo się jednak myliłam.
Należę do osób, które wiecznie borykają się z problemem uczulenia na nogach oraz w okolicach bikini po goleniu. Za każdym razem wyskakują mi na tych obszarach czerwone kropki, a skóra swędzi mnie do tego stopnia, że potrafię ją drapać aż do krwi (swędzenie jest silniejsze od mojej silnej woli niedrapania). Kilka pierwszych aplikacji tego kremu na miejsca po depilacji mnie nie oczarowało, natomiast po jakimś czasie regularnego używania tego produktu zaczęłam zauważać efekty. Gdybym powiedziała, że nie wyskakują mi czerwone kropki po goleniu to bym skłamała, bo niestety wyskakują nadal, ale przynajmniej dzięki temu kremowi nie swędzi mnie skóra i nie chodzę co chwilę i nie drapię nóg. Ponadto czasami zdarza się tak, że w ogóle nie mam żadnego uczulenia po goleniu, co nigdy dotąd się nie zdarzało.
Dodatkowo, co dla mnie jest bardzo ważne, krem ten w żaden sposób nie podrażnia skóry, nawet, jeśli zdarzy nam się zaciąć podczas depilacji, a mi zdarza się to wiecznie. A dzięki swojej śliskiej konsystencji dobrze się rozprowadza, bardzo szybko wchłania i nie pozostawia żadnej tłustej czy klejącej warstwy.

Podsumowanie
 Łagodzący krem po depilacji robi to co robić powinien, a więc sprawia, że skóra po goleniu jest ukojona i nie swędzi. Dobrze się rozprowadza, szybko wchłania i nie pozostawia po sobie żadnej warstwy. Jest dość wydajny i bardzo przyjemnie pachnie.
Obecnie używam już drugiego opakowania tego produktu i mam nadzieję, że nie zabraknie go w mojej łazience.

- pojemność: 125 ml
- cena: 2,45 €
- dostępność: drogerie DM, sklepy internetowe

Jeśli szukacie czegoś, co może Wam choć trochę pomóc w problemach ze skórą po goleniu, to polecam Wam wypróbować ten produkt, szczególnie, że jego cena nie jest wcale taka wysoka.

Miłego dnia!
Natalia

piątek, 19 lipca 2013

Balea - Szampon do włosów z rozmarynem i melisą

Jakoś ostatnio z niczym nie nadążam: ani ze sprzątaniem po moim dziecku, który robi straszny bałagan, ani z pisaniem i czytaniem blogów. Ciągle chodzę zmęczona i zasypiam wieczorami w tempie ekspresowym. Ale z racji tego, że moje dziecko dzisiaj po raz pierwszy od długiego czasu poszło na drzemkę w ciągu dnia - postanowiłam zająć się blogowaniem :) 

W notce denkowej z czerwca (klik!) pojawił się szampon do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się z rozmarynem i melisą z firmy Balea. I dzisiaj o tym produkcie właśnie będzie wpis.


OD PRODUCENTA
Witalizujący szampon do włosów z ziołową formułą zawierającą rozmaryn i melisę oczyszcza włosy z nadmiaru tłuszczu i pozwala utrzymać naturalną równowagę wilgoci. Włosy są czyste i błyszczące.
Specjalna formuła z rozmarynem i melisą odżywia włosy i skórę głowy oraz sprawia, że włosy stają się lekkie. Zawiera witaminę B3 i prowitaminę B5.
Nie zawiera silikonów.

SKŁAD

   
MOJA OPINIA O PRODUKCIE

Opakowanie
Szampon do włosów umieszczony został w platikowym opakowaniu, zamykanym z góry na klapkę. Klapka ta jest prosta więc nie ma problemu z postawieniem opakowania do góry nogami i wydobyciem szamponu praktycznie do samego końca. Szata graficzna, podobnie jak w przypadku innych produktów firmy Balea, bardzo mi się podoba i przyciąga wzrok. Niby design wydaje się prosty, zwyczajny, ale ma coś w sobie.


Konsystencja, wydajność
Szampon ma delikatny, zielonkawy kolor i jest dosyć rzadki, ale nie ucieka przez palce i się nie rozlewa. Żeby dobrze się pienił trzeba go wylać na dłoń więcej aniżeli gęstych szamponów, ale dla mnie nie jest to absolutnie żadna jego wada. Jeśli chodzi o wydajność to używałam go naprzemiennie z 2 innymi szamponami więc miałam go dosyć długo.


Zapach
Pocżatkowo strasznie mnie drażnił, bo jest to intensywny ziołowy zapach. Ale z drugiej strony czego można się spodziewać po szamponie z melisą i rozmarynem? ;) Ziołowego zapachu się oczywiście spodziewałam, ale nie sądziłam, że będzie aż tak intensywny. Na całe szczęście po kilku użyciach zapach stracił na intensywności.

Działanie
Zacznę może od tego, że szampon ten przeznaczony jest do włosówł normalnych i lekko przetłuszczających się. Moje włosy na ogół mocno przetłuszczają się u nasady natomiast końcówki są dosyć suche. Liczyłam na to, że może choć trochę szampon ten zmniejszy przetłuszczanie się moich włosów, jednak niestety się przeliczyłam. Ale tak naprawdę nie mam mu nic do zarzucenia, bo włosy pierwszego dnia po umyciu były dobrze oczyszczone, dopiero następnego, jak to zazwyczaj w moim przypadku bywa, wyglądały nieświeżo.
Szampon dobrze się pieni, choć potrzeba go troszkę większej ilości. Kiedy go używałam, miałam włosy rozjaśniane i strasznie mi się po tym szamponie plątały, ale podejrzewam, że to niestety przywilej rozjaśnianych włosów. 

Podsumowanie
Ogólnei rzecz biorąc nie mam nic do zarzucenia temu produktowi, ale też nie urzekł mnie na tyle, żeby specjalnie do niego wracać. Będę szukać dalej swjego ideału :)

- cena: 0,65€
- pojemność: 300 ml
- dostępność: drogerie DM, sklepy internetowe 



poniedziałek, 27 maja 2013

Balea - Żel do golenia dla mężczyzn do skóry wrażliwej

Dobrych parę lat temu, nie przywiązywałam uwagi do kosmetyków przeznaczonych stricte do golenia. Zazwyczaj używałam zwykłego żelu pod prysznic albo podkradałam tacie (jak jeszcze mieszkałam z rodzicami) jego jakieś specyfiki, było mi wszystko jedno czego użyję, byle tylko maszynka miała dobry poślizg. Później moja skóra na nogach zrobiła się wrażliwa i nie dość, że po każdej depilacji miałam mnóstwo czerwonych kropek to jeszcze skóra tak mnie swędziała, że drapałam się do krwi. Wtedy po raz pierwszy sięgnęłam po kosmetyki przeznaczone do golenia i tak już zostało do dnia dzisiejszego. I właśnie dzisiaj chciałam Wam zaprezentować jednego z moich ulubieńców, czyli żel do golenia dla mężczyzn do skóry wrażliwej z firmy Balea.


OD PRODUCENTA
 Przeznaczony specjalnie do wrażliwej skóry mężczyzn. Zapewnia komfortowe golenie, zmiękcza zarost, koi i działa odprężająco na skórę. Zawiera aloes.
Sposób użycia: Zwilżyć skórę wodą. Następne rozprowadzić równomiernie żel na skórze, który po chwili zamienia się w bogatą, kremową piankę. Po goleniu dokładnie spłukać wodą.
Żel do golenia jest produktem wegańskim.

SKŁAD
Aqua, Palmitic Acid, Laureth-23, Triethanolamine, Isopentane, Paraffinum Liquidum, Laureth-4, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Propylene Glycol, Isobutane, Parfum, PEG-14M, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Phenoxyethanol, Glyceryl Stearate, Hydroxyethylcellulose, Poloxamer 407.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE
 


Opakowanie
Produkt został umieszczony w wykonanym z twardego tworzywa pojemniku, który mieści w sobie 200 ml żelu. Na górze pojemnika znajduje się przycisk a nieco poniżej otwór przez który wydobywany jest produkt. Nic się nie zacina, przycisk się nie połamał i bez problemu można wykorzystać żel do samego końca. 
Opakowanie tradycyjnie jak w przypadku wszystkich opakowań niemieckich kosmetyków- bardzo mi się podoba.
Z tego co zauważyłam żel ten teraz ma nowe opakowanie, które chyba ma inny aplikator i posiada na górze zakrętkę.



Konsystencja, wydajność
Żel ma dosyć gęstą konsystencję, dzięki czemu nie spływa z dłoni. Początkowo, po wyciśnięciu na dłoń, pojawia się żółtawy żel, który w czasie rozsmarowywania zamienia się w bogatą, kremową piankę.
Wydajność w przypadku tego żelu jest naprawdę dobra, ponieważ wystarczy użyć niewielkiej ilości produktu do golenia. 


Zapach
Dosyć intensywny. Przyznam szczerze, że początkowo byłam zdziwiona, bo myślałam, że produkt przeznaczony do skóry wrażliwej powinien być bezzapachowy lub pachnieć bardzo delikatnie. Zapach ten jest mocno wyczuwalny ale bardzo przyjemny, pachnie rzeczywiście aloesem.


Działanie
 Po rozprowadzeniu na skórze żel zamienia się w kremową piankę, która zdecydowanie ułatwia maszynce do golenia pracę, bo maszynka sunie po niej rewelacyjnie. Nie straszne są mi zacięcia na skórze, bo od jakiegoś czasu już ich nie posiadam. Po użyciu tego żelu skóra mnie nie swędzi, nie piecze ani nie jest w żaden sposób podrażniona. Jest miękka i gładka. Oczywiście stosuję jeszcze po goleniu specyfiki łagodzące, bo następnego dnia zawsze mnie skóra zaczyna swędzieć, ale wcześniej często miałam tak, że od razu po użyciu żelu moja skóra była zaczerwieniona albo cała w kropkach - w przypadku tego produktu takich problemów nie mam.


Podsumowanie
Żel ma gęstą konsystencję, która w kontakcie z wilgotną skórą zamienia się w kremową piankę. Sprawia, że maszynka gładko sunie po skórze, nie podrażnia ani nie uczula. Ponadto bardzo ładnie pachnie.
Jeśli będziecie miały okazję zakupić go w DM-ie to polecam!

- pojemność: 200 ml
- cena: ok. 1,8 €
- dostępność: DM, allegro


wtorek, 21 maja 2013

Balea - Tonik do twarzy do skóry suchej i wrażliwej

Kilka dni temu pisałam Wam o delikatnym kremie do mycia twarzy z firmy Balea (klik). Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić produkt pochodzący z tej samej serii, przeznaczonej do skóry suchej i wrażliwej - mam na myśli tonik do twarzy. Jak już kupiłam jedno to postanowiłam wypróbować i drugie ;)
 
 
OD PRODUCENTA
Produkty do oczyszczania twarzy Balea czyszczą skórę i delikatnie przygotowują ją do dalszej pielęgnacji. Oczyść skórę - delikatnie ale dokładnie. Nawilżający tonik do twarzy jest przeznaczony do codziennego oczyszczania skóry suchej i wrażliwej.
Zrównoważona, delikatna formuła czyści skórę bardzo delikatnie i bez podrażnień.
Dodatkowo wzbogacona o oczar wirginijski i ekstrakt miodowego melona  pomaga zatrzymać wilgoć w skórze i prowadzi do jej równowagi.
Zanieczyszczenia są niezawodnie usuwane.
Tonik jest produktem wegańskim.

SKŁAD


MOJA OPINIA O PRODUKCIE

Opakowanie
Tradycyjna, jak w przypadku wielu toników do twarzy, plastikowa buteleczka zamykana u góry płaską klapką. Butelka ta jest różowego koloru, ale jest przezroczysta więc spokojnie można kontrolować ile produktu do użycia nam jeszcze pozostało. Otwór dozujący produkt jest dosyć mały, ale lepszy mały niż wielki, który wylewa zbyt duże ilości płynu. 
Jak w przypadku innych produktów Balea - to opakowanie wizualnie także przypadło mi do gustu. Niby proste a coś w sobie ma.


Konsystencja, wydajność
Tonik jak to tonik ma wodnistą konsystencję (w końcu wszystkie toniki taką mają ;)). Początkowo wydawało mi się, że tonik jest różowego koloru, ale tak naprawdę jest przezroczysty - to butelka jest różowa.
Wydajność natomiast jest standardowa - u mnie toniki używane rano i wieczorem starczają na ok. 3-4 tygodnie.
 
Zapach
Zapach toniku jest zbliżony do zapachy delikatnego kremu do mycia twarzy z tej samej serii, ale jest dużo bardziej delikatny. Naprawdę przyjemny dla nosa.

Działanie
Zanim przejdę do działania - początkowo chciałam zamówić tonik do skóry normalnej i mieszanej, ale wyczytałam, że w składzie ma alkohol więc podziękowałam. Mimo, że nie mam skóry suchej, zdecydowałam się na tę serię, ponieważ miałam wcześniej żel do skóry mieszanej, ale niemiłosiernie ściągał mi skórę. Dlatego też za serię przeznaczoną do mojej cery podziękowałam.
Tonik robi to co ma robić, a więc odświeża buzię, tonizuje ją i domywa wszelkie ewentualne resztki, które zostały nam po demakijażu. Usuwa kurz zbierający się na twarzy, za każdym razem gdy go używam widzę te gromadzące się drobinki kurzu na waciku. Nie zawiera alkoholu i w żaden sposób nie podrażnia mojej dosyć wrażliwej, naczynkowej skóry twarzy. Mam do niego tylko jedno ale: po jego użyciu moja buzia odrobinę się kleiła. Nie trwało to może zbyt długo, ale ja strasznie nie lubię, jak tonik pozostawia choćby na chwilę jakąkolwiek klejącą warstwę. Osoby, którym ten chwilowy dyskomfort nie przeszkadza powinny być zadowolone z tego produktu.

Podsumowanie
 Tonik dobrze oczyszcza buzię z zanieczyszczeń, resztek makijażu i gromadzących się drobinek kurzu. Ładnie pachnie i nie podrażnia buzi. Niestety przez chwilę odrobinę się klei, co może powodować pewien dyskomfort. Nie wiem czy jeszcze do niego wrócę - na naszym rynku także są bardzo dobre toniki, mam już swoich ulubieńców w tej kwestii.

- pojemność: 200 ml
- cena:  0,85 €
- dostępność: drogerie DM, allegro


LinkinWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...